Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mistrzowie Polski grupy B – podsumowanie sezonu AZS-u Olsztyn

Mistrzowie Polski grupy B – podsumowanie sezonu AZS-u Olsztyn

fot. Izabela Kornas

Mieli awansować do fazy play-off i plan wykonali z nawiązką. W stolicy Warmii i Mazur mogą się cieszyć, bo zespół jest jednym z największych wygranych tegorocznych rozgrywek. Gorzej, że ta świetnie pracująca maszyna straci kilka istotnych elementów.

Kiedy w 2008 roku olsztynianie pokonywali Jastrzębski Węgiel i zdobywali brązowe medale mistrzostw Polski, mało kto pewnie przypuszczał, że na powrót do takiej gry i wyników trzeba będzie czekać 6 lat. Po czyśćcu (miejsca szóste, siódme i ósme) i piekle (dwa poprzednie sezony kończone na ostatniej pozycji), akademicy stanęli u bram nieba. Nie zdobyli co prawda medalu, ale trudno było liczyć, że ktokolwiek będzie w stanie na dłuższą metę zagrozić „wielkiej czwórce”. Oni uplasowali się tuż za nią. To sukces całego siatkarskiego Olsztyna.

Klub po przejściach, siatkarze z przeszłością

Przed sezonem w klubie przeszło małe tornado. Mariusz Szyszko przestał być prezesem, a jego obowiązki przejął Tomasz Jankowski. Pożegnano też trenerski duet Radosław Panas Piotr Poskrobko, statystyka Kamila Sołoduchę i aż jedenastu zawodników (w tym tych, którzy rzadko pojawiali się w składzie meczowym). Nowy szkoleniowiec Krzysztof Stelmach zbudował zupełnie nową drużynę. Nie sprawdziła się koncepcja ogrywania młodych siatkarzy i opierania się na jednym liderze (przypadek Metodiego Ananiewa), więc postawiono w Olsztynie na doświadczenie i zespołowość. Trochę ryzykowano, bo do stolicy Warmii i Mazur trafili gracze, którzy najlepsze lata mieli za sobą (Grzegorz Szymański, Piotr Łuka), niespełnione talenty po sezonie praktycznie bez gry (Rafał Buszek), rezerwowi (Maciej Dobrowolski, Grzegorz Pająk), obcokrajowcy (Pablo Bengolea i Matti Oivanen), a zawodnicy spoza Polski częściej ostatnio w AZS-ie zawodzili niż spełniali oczekiwania. Nawet trener wracał do pracy po przejściach – odejściu z ZAKSY i roku przerwy. Zadanie było jednak jasne. – Powiedzmy sobie szczerze: naszym celem na dzisiaj jest awans do fazy play-off i o to będziemy się bili w każdym meczu, niezależnie od tego, jaki to będzie przeciwnik – mówił przed startem rozgrywek Maciej Dobrowolski, kapitan ekipy ze stolicy Warmii i Mazur.



Bardzo szybko okazało się, że nie były to słowa rzucone na wiatr. Olsztynianie znakomicie rozpoczęli sezon: w pierwszych dwóch kolejkach zgarnęli pełną pulę w starciach z Jastrzębskim Węglem i ZAKSĄ. Po piątej seriach spotkań śpiewali zaś: „Mamy lidera, Olsztyn, mamy lidera”. Grali wtedy chyba najładniejszą i najlepiej poukładaną siatkówkę w lidze, ze świetną zagrywką i współpracą blok-obrona. A co najważniejsze – charakterem i atmosferą. Zawodnicy na każdym kroku podkreślali, że tworzą grupę, lubią się i dobrze im się ze sobą współpracuje. Niebagatelne znaczenie miał świetny początek i to, że w zasadzie wszyscy mieli coś do udowodnienia: Maciej Dobrowolski wrócił do rodzinnego miasta i znów został pierwszym rozgrywającym, Rafał Buszek dostał szansę poznawania parkietu, a nie zwiedzania krzesełek za bandami reklamowymi, Piotrowi Hainowi kończył się czas na bycie młodym, zdolnym, Grzegorz Szymański mógł pogodzić się z kibicami AZS-u i odwdzięczyć za zaufanie, Piotr Łuka pokazać w PlusLidze, Pablo Bengolea potwierdzić dobrą formę z ligi argentyńskiej i kadry… Te osobiste ambicje kapitalnie udało się Krzysztofowi Stelmachowi przekuć w sukces drużyny. Zespół miał swój styl, zaczęto go określać mianem rewelacji i szukać w nim kandydatów do gry w reprezentacji Polski. Kibice AZS-u wreszcie mieli powody do dumy.

Co się udało, co nie wyszło?

Poza imponującym początkiem i styczniowo-lutową serią pięciu zwycięstw z rzędu były jednak i trudne chwile. I wcale nie dotyczyły one osławionej legendą niskiej temperatury i przeciekającego dachu w hali „Urania”. Od połowy listopada do połowy stycznia olsztynianie wygrali tylko dwa mecze z ośmiu. Po zapewnianiu sobie awansu do fazy play-off znów spuścili z tonu. Końcówka sezonu zasadniczego, turniej finałowy Pucharu Polski (gładka porażka z ZAKSĄ w 1/4 finału) oraz ćwierćfinały PlusLigi (pogromcami znów kędzierzynianie) – po prostu im nie wyszły. W sumie w sześciu meczach ugrali wtedy tylko trzy sety. Pojawiły się głosy, że Krzysztof Stelmach – podobnie jak wówczas, gdy trenował ZAKSĘ – przygotował drużynę na początek rozgrywek, a w decydujących meczach może brakować formy. Akademicy na spotkania o mistrzostwo Polski grupy B – jak sami je nazywali – odzyskali jednak wigor. Najpierw pokonali Effectora Kielce, a potem w morderczej rywalizacji o piąte miejsce (5 meczów, z czego aż 4 kończone tie-breakami, 24 rozegrane sety na 25 możliwych) okazali się lepsi od Politechniki Warszawskiej. Utrzymali tym samym pozycję, którą zajęli w fazie zasadniczej i zagrają w europejskich pucharach.

Nie ma się co czarować: tylko niepoprawny optymista myślał o lepszym wyniku. Owszem, AZS mógł (a może nawet powinien) wygrać o 2-3 mecze więcej i bardziej postawić się ZAKSIE w ćwierćfinale. Nie można jednak zapominać, że zawodnicy zmagali się z mniejszymi bądź większymi problemami zdrowotnymi. Na początku sezonu musieli sobie radzić bez Pabla Bengolei i Bartosza Krzyśka, ten drugi z powodu przepukliny w kręgosłupie wypadł też na całą decydującą część rozgrywek, pojedyncze mecze opuszczali także inni kluczowi siatkarze. Mimo kłopotów drużyna nie zwieszała głów. Lepiej nie przypominać, jak to wyglądało, gdy przez poważne kontuzje sezon i dwa sezony temu nie mógł grać Metodi Ananiew. Teraz takie absencje nie były akademikom straszne. W Olsztynie powstał zespół w pełnym znaczeniu tego słowa. – Życzyłbym sobie takiej drużyny na przyszły rok, ale już wiem, że na pewno jej nie utrzymamy – mówił po ostatnim spotkaniu trener Krzysztof Stelmach, architekt sukcesu, który w bardzo dobrym stylu wrócił na trenerską ławkę.

Piątka się należy!

Mieszanka zawodników doświadczonych, takich w najlepszych siatkarskim wieku i młodości, okazała się strzałem w dziesiątkę. Samo zestawienie personalne było nieco ryzykowne, ale świetnie się sprawdziło. Zamiast zlepka indywidualności, pojawiła się grupa, i to ze zmiennikami, którzy byli w stanie pomóc zespołowi, a nie tylko figurowali w meczowym protokole (najlepszy przykład: Piotr Łuka). Dlatego w zasadzie każdy siatkarz AZS-u zasługuje na pochwały. Szkoda, że problemy zdrowotne nie opuszczały Bartosza Krzyśka – wszak dwa sezony temu był to zawodnik, z którym reprezentacyjne nadzieje wiązał Andrea Anastasi. Szkoda też Piotra Łukasika – kolejnego młodego, zdolnego, ale już po poważnej kontuzji, pojawiającego się w minionym sezonie głównie na podwyższenie bloku.

Świetnie sprawdzili się za to ograni i mający na swoim koncie wiele sukcesów Maciej Dobrowolski i Grzegorz Szymański. Ten pierwszy nie dość, że imponował formą (aż sześć razy wybierany MVP spotkania), to jeszcze fantastycznie spisywał się jako lider mentalny. Ten drugi przychodził do AZS-u jako opcja awaryjna po rozwiązaniu kontraktu z Tomaszem Józefackim, a sprawił, że na początku rozgrywek rozgorzała dyskusja o jego powrocie do reprezentacji. Bardzo dobry sezon (chociaż z wyraźnie słabszą końcówką) miał też Piotr Hain. Środkowy zapisał na swoim koncie najwięcej punktowych bloków w rozgrywkach i trudno wyjaśnić, dlaczego Stephane Antiga i Philippe Blain nie dali mu szansy pokazania się na zgrupowaniu kadry A. Największym wygranym spośród wszystkich akademików jest chyba jednak Rafał Buszek. Po sezonie w Resovii, w którym pojawił się na parkiecie ledwie w 14 setach i zdobył 17 oczek, PlusLigę 2013/2014 skończył na szóstym miejscu wśród najlepiej punktujących (405 punktów w 118 setach). Skończył jednak nade wszystko jako bohater tie-breaka ostatniego meczu o piątą pozycję. To przy jego zagrywkach olsztynianie odrobili cztery punkty straty (przegrywali już 10:14). Teraz walczy w Spale o miejsce w reprezentacji Polski, a w następnym sezonie znów zagra w Resovii (oby słowo „zagra” nie ograniczało się tym razem prawie wyłącznie do treningów). Buszek stworzył zresztą z Pablo Bengoleą jedną z najciekawszych w lidze par przyjmujących, bez powtarzanego do znudzenia sztywnego podziału na zawodnika ofensywnego i defensywnego, świetnie się uzupełniającą i współpracującą. Transfer Argentyńczyka to kolejny udany ruch włodarzy z Olsztyna, a byłby pewnie jeszcze pozytywniej oceniany, gdyby nie stracony przez kontuzję początek sezonu. Tym większa szkoda, że zarówno Buszek, jak i Bengolea mają z AZS-u odejść. Grę tego duetu naprawdę przyjemnie się oglądało.

Jeśli pochwały pod adresem AZS-u wydają się przesadzone, garść faktów. W PlusLidze 2013/2014 olsztynianie rozegrali w sumie 27 meczów i wygrali 16 z nich. Rok i dwa lata temu kończyli rozgrywki z ledwie 5 zwycięstwami na koncie (spotkań było mniej – odpowiednio – 21 i 22). Powiedzieć postęp – to nic nie powiedzieć. Za ostatni sezon wszystkim ludziom związanym z olsztyńską siatkówką należy się ocena adekwatna do zajętego miejsca – piątka.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved