Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Mariusz Wiktorowicz: Chcemy zrobić krok do przodu

Mariusz Wiktorowicz: Chcemy zrobić krok do przodu

fot. Gracjan Broda

- Chcemy zrobić krok do przodu i pierwszym etapem jest, by zespół był w pierwszej czwórce, a później w kolejnym etapie małymi krokami chcemy zbliżyć się do ORLEN Ligi - mówi dyrektor sportowy Roltexu Zawiszy Sulechów, Mariusz Wiktorowicz.

 

Powraca pan po długim okresie nieobecności do Sulechowa, do rodzinnego miasta. Jakie to uczucie?

Mariusz Wiktorowicz: – Uczucie jest bardzo fajne, bo tak jak wspomniałaś – dwadzieścia dwa lata poza Sulechowem swoje robi. Natomiast była to świadoma i odpowiedzialna decyzja. Gdy w wieku siedemnastu lat wyjeżdża się z rodzinnego miasta, od rodziców i trzeba się usamodzielnić, to można powiedzieć, że to taka szkoła życia. Miałem właśnie taką sytuację, kiedy w wieku siedemnastu lat wyjechałem do Częstochowy, do klubu AZS-u Yawal Częstochowa. Stało się tak, ponieważ jako junior młodszy wypożyczony byłem do Cariny Gubin (kiedyś można było dopożyczać zawodników z makroregionu). Swoją przygodę z siatkówką rozpoczynałem co prawda w Orionie Sulechów, ale później rozgrywki juniorskie przeniosły się do Cariny Gubin. Była to fajna drużyna, która grała w mistrzostwach Polski, z którą zdobyliśmy w juniorach młodszych mistrzostwo. Na takich imprezach często obecni są trenerzy reprezentacji Polski grup młodzieżowych. Tam zostałem wypatrzony i dostałem propozycję rozwijania się dalej. Musiałem podjąć taką decyzję, żeby moja kariera rozwijała się. Propozycja była bardzo ciekawa, bo klub z Częstochowy słynął ze szkolenia młodzieży. Do tej pory dużo zawodników dorasta, dojrzewa sportowo, a później odchodzi do innych klubów. W Częstochowie to była taka czteroletnia nauka i wejście w dorosłą siatkówkę.



Z Częstochowy trafił pan do Bielska-Białej…

– Spędziłem tam cztery sezony. Jeden i drugi okres ciekawy. W Częstochowie skończyłem wiek juniora, skończyłem szkołę średnią, zacząłem studia. W BBTS-ie trenerem był wówczas pan Wojciech Bućko, który też jest z Sulechowa. W pierwszej lidze awansowaliśmy do Serii A. Następnie była kolejna przeprowadzka do Górnika Radlin – dwa sezony. Później był daleki wyjazd do Rzeszowa. Z Rzeszowa obrałem kierunek na Jadar Radom. Trzy sezony w Radomiu, pierwsza liga, również awans do Serii A. Także trochę tych klubów było w mojej karierze. Wydarzyło się bardzo dużo sportowych, ciekawych rzeczy, doświadczenie naprawdę bardzo duże. Po ostatnim awansie z Jadarem Radom mogłem jeszcze grać, były propozycje zmiany klubu. Zdecydowałem jednak, że wystarczy. Rodzina zawsze jeździła ze mną – żona i dwójka dzieci. Także tych przeprowadzek mieliśmy dużo.

I zaczęła się kariera trenerska…

– Padła propozycja, żebym został asystentem trenera, który przychodził wówczas do Radomia, żebym w tym kierunku dalej się rozwijał. Będąc zawodnikiem, współpracowałem zawsze z bardzo dobrymi szkoleniowcami, a sam chciałem być trenerem. W Radomiu skończyłem Politechnikę Radomską na wydziale wychowania fizycznego, zaś w Katowicach podyplomowe studia trenerskie. Tak więc moja droga trenerska rozpoczęła się w Radomiu. W trakcie sezonu zadzwonił trener Wiktor Krebok z BKS-u Bielsko-Biała. Praca z trenerem Krebokiem na początku mojej kariery trenerskiej z żeńską siatkówką bardzo dużo dała. Później jako asystent pracowałem z Igorem Prielożnym. W 2008 roku dostałem propozycję dołączenia do sztabu trenerskiego reprezentacji Polski Marco Bonitty. Był to trzymiesięczny okres w Szczyrku. Poznałem tam bardzo dużo dziewczyn z reprezentacji, z którymi miałem przyjemność pracować w BKS-ie i później w Chemiku Police. Czas w BKS-ie Aluprofie to był bardzo fajny okres. Zdobyte duże doświadczenie w lidze polskiej, jak i w rozgrywkach europejskich. Wyniki były bardzo dobre. Po BKS-ie Aluprofie przyszło kolejne wyzwanie. Zawsze miałem tak, że stawiałem sobie wysokie wymagania wobec siebie jako zawodnika i jako trenera. Zawsze do tych wysokich celów dążyłem. Czym trudniej, tym bardziej się mobilizowałem. Myślę, że to też pozwoliło mi rozwinąć się jako trener i w ogóle jako osoba. Myślę, że będzie to procentować cały czas, również w karierze trenerskiej. Cały czas czuję się trenerem. Wracając do tematu Chemika Police, powstał temat zbudowania mocnego zespołu w Policach i powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Cel został zrealizowany. To, co było postawione przed sezonem, zostało wykonane, zespół wrócił do ORLEN Ligi. Od samego początku było powiedziane, że mamy grać o Puchar Polski i mistrzostwo Polski. Wszystko cały czas szło w dobrym kierunku. Pracowałem w Chemiku do końca roku 2013. Nieoczekiwana zmiana, bo zespół był na pierwszym miejscu w tabeli z przewagą trzech oczek. To już jest za mną. Nie oglądam się wstecz. Patrzę, co jest przede mną. Natomiast mam satysfakcję, że tą pracę, która była mi powierzona w Policach, została wykonana. W wyniku, który zespół osiągnął w tym sezonie, jest również mój udział. Z tego się bardzo cieszę. Teraz jest nowy rozdział, nowe rozdanie. Jestem obecnie w Sulechowie.

Pod koniec minionego sezonu można było pana zobaczyć na meczach Zawiszy. Jak w pana odczuciu w tej fazie rozgrywek prezentował się zespół M. Mierzwińskiego?

– Pojawiałem się na meczach z racji tego, że miałem trochę więcej czasu. Po drugie, naturalnym było to, że przyjeżdżałem do Sulechowa, do swojego rodzinnego miasta, do rodziców, rodziny. Żyję siatkówką cały czas, więc niezręcznie byłoby nie być na meczach, gdzie Roltex Zawisza Sulechów rozgrywał mecze. Akurat byłem obecny na ważnym pojedynku dla dziewczyn i dla klubu. Mianowicie na meczu z Karpatami Krosno. To był taki bój o czwórkę. Jak pokazała kolejna część rozgrywek, Karpaty Krosno dotarły do finału z AZS-em KSZO Ostrowiec. Myślę, że ten mecz z Karpatami też zaważył, ale analizując i śledząc rozgrywki, to chyba ten okres grudniowy miał tutaj dość duże znaczenie. Troszeczkę tych punktów zabrakło na koniec i wcale nie musiało dojść do tego, że mecz z Karpatami Krosno musiał być decydujący.

Został pan zatrudniony na stanowisku dyrektora sportowego. Skąd taki pomysł? Nie chciał pan zostać przy trenowaniu? Jest pan młodym trenerem…

– Oczywiście, że chciałem. Takie propozycje też padały. Młodym trenerem oczywiście jestem (uśmiech). Ja się zawsze z tego cieszę, dlatego że ten młody trener, odkąd zacząłem trenować, czyli w wieku 31 lat, cały czas mi towarzyszy. Lata lecą, a ja dalej jestem młody. Naprawdę, ja się bardzo z tego cieszę. Jak już mówiłem, czuję się nadal trenerem, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w swoim rodzinnym mieście tę wiedzę wykorzystać teraz jako dyrektor sportowy.

Podjęte zostały już pierwsze decyzje personalne. Odeszły cztery zawodniczki. Kiedy możemy poznać nowe nazwiska?

– Oczywiście, każdy już chciałby poznać nowe nazwiska. My też byśmy chcieli mieć te nazwiska na tyle pewne, żeby można było o tym głośno mówić. Na tę chwilę jest długa lista zawodniczek i prawdą jest to, że są dziewczyny, które są teraz w ORLEN Lidze i są te, które kiedyś tam grały. Jeszcze kilka zespołów gra, a myślę, że na naszej liście jest kilka zawodniczek, między innymi z tych zespołów, więc trzeba poczekać do końca całych rozgrywek.

W sztabie szkoleniowym oprócz Marka Mierzwińskiego i Łukasza Marciniaka ma się pojawić drugi szkoleniowiec. Kiedy możemy spodziewać się nazwiska drugiego szkoleniowca?

– Jesteśmy z trenerem Markiem Mierzwińskim tego samego zdania, że najlepiej by było, żeby to była osoba z Sulechowa, żeby mogła się rozwijać. Jest kilka kandydatów. Myślę, że pierwsze rozmowy będą już w przyszłym tygodniu. Jeżeli nie pojawi się nikt miejscowy, to trzeba będzie sięgnąć po kogoś z zewnątrz. Do końca maja powinna zapaść decyzja.

Z pewnością ma pan sporo pomysłów do wdrożenia w naszym klubie. Jakie to są pomysły?

– Przede wszystkim jest to uczestnictwo w budowie zespołu. Informuję trenera, jakie zawodniczki są do dyspozycji poprzez swoje kontakty. Także na pewno budowa zespołu, który ma być mocniejszy sportowo. Do tego także rozwinięcie organizacji klubu. Dlatego też idziemy w tym kierunku. Pojawił się dyrektor sportowy, rzecznik prasowy, trener będzie miał asystenta do pomocy, jest statystyk, który pracuje w programie Data Volley. Będzie miał on właśnie pierwsze szkolenia. Jesteśmy już po rozmowach. Uruchomiłem swoje znajomości i Łukasz Marciniak pojedzie się uczyć do mistrza Polski, do naprawdę bardzo dobrego statystyka. Tam będzie mógł poszerzyć swoje możliwości. Jeśli chodzi o cały klub, to chciałbym, żebyśmy stworzyli grupę przyjaciół siatkówki, taki klub biznesu, by spora grupa firm, partnerów chciała wspierać klub środkami finansowymi, kibicować nam. Na tym to wszystko polega. Nie ma się co czarować. Jeżeli jest większe zabezpieczenie finansowe, większy budżet, można pozyskać bardziej wartościowe zawodniczki i inaczej wszystko funkcjonuje. Na to też potrzeba czasu. Mamy w klubie trzy kategorie młodzieżowe. Funkcjonuje również SOS. Mam również pomysł na stworzenie takiej piramidy sportowej, bo to się sprawdza w klubach, gdzie jest właśnie od początku w szkoleniu nakreślony system pracy. Chciałbym, żeby dziewczyny młodsze czuły, że są w klubie, że mają możliwość poprzez trening i zaangażowanie dotrzeć do poziomu pierwszej ligi i być częścią zespołu pierwszoligowego. Jest to etap długofalowy, ale jest młodzież, na nią trzeba stawiać, wspierać, pomagać.

Czy będzie praktykowane wyróżnianie 2-3 zawodniczek młodszych i możliwość trenowania z zespołem pierwszoligowym?

– Oczywiście jest taki pomysł i będzie to realizowane. Do pierwszego składu chcemy dołączyć dwie zawodniczki z grup juniorskich, które będą uczestniczyły w treningach pierwszego zespołu i w składzie będzie czternaście zawodniczek. To będzie przykładem, że warto trenować, warto poświęcić trochę prywatnego czasu na rozwój osobisty, rozwój sportowy nie zapominając oczywiście o nauce. Jedno z drugim można połączyć i mieć z tego dużo satysfakcji i wspaniałych przeżyć.

Jaki cel postawiony będzie przed zespołem na następny sezon? Pod jakim kątem budowany jest zespół?

– Nasz klub, jak i wiele innych, jest na etapie budowy zespołu. My patrzymy przede wszystkim na nasz klub. Inne drużyny też będą się zbroiły. Chcemy zrobić krok do przodu i pierwszym etapem jest, by zespół był w pierwszej czwórce, a później w kolejnym etapie małymi krokami chcemy zbliżyć się do ORLEN Ligi.

ORLEN Liga w Sulechowie?

– Jest to niewątpliwie bardzo duże zadanie. Klub ma się rozwijać w tym roku zarówno sportowo, jak i organizacyjnie, przygotować się do tego, że coś takiego może nastąpić. Może w przyszłości powstanie w Sulechowie taka hala, która będzie mogła pomieścić ponad tysiąc osób i to by było bardzo fajne. Myślę, że w Sulechowie powinna być taka hala.

Pierwsza liga, a ORLEN Liga?

– Myślę, że jest spora różnica między pierwszą czwórką zespołów z ORLEN Ligi i pierwszą ligą. To przepaść. Natomiast zespoły z dolnych części tabeli mają podobnie przewagę i siłę nad pierwszoligowymi zespołami. Zdecydowana przewaga ORLEN Ligi jest widoczna przede wszystkim jeśli chodzi o budżety. Nie będę wybiegał tak daleko w przyszłość. Mamy przed sobą kolejny sezon w pierwszej lidze. Chcemy zbudować zespół mocniejszy. Chcemy się rozwijać sportowo i organizacyjnie, a także zwrócić uwagę na pracę z młodzieżą.

źródło: inf. prasowa

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved