Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Dariusz Parkitny: Dwa lata fajnej pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim

Dariusz Parkitny: Dwa lata fajnej pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim

fot. Tomasz Tadrała

- Pierwszy rok pracy przygotował grunt pod to, co zrobiliśmy w sezonie 2013/2014 - czyli awansowaliśmy do ORLEN Ligi. Ten drugi rok był naturalną kontynuacją tego, co udało się wypracować w poprzednim - mówi trener AZS-u KSZO Ostrowiec Św., Dariusz Parkitny.

Dwa lata pracy w Ostrowcu zwieńczone zostały awansem i to w dodatku w wielkim stylu – bez porażki. Jak to się wszystko zaczęło?

Dariusz Parkitny:Dwa lata fajnej pracy. Ciężkiej, ale dobrej i owocnej pod każdym względem: klubowym, zespołowym, zawodowym. Osobiście te dwa lata dały mi ogromną ilość nowych doświadczeń. A zaczęło się prozaicznie – od telefonu od prezesa KSZO z pytaniem, czy nie podjąłbym się prowadzenia tutejszego pierwszoligowego zespołu. Szybko doszliśmy do porozumienia i zaczął się pierwszy rok pracy, który przygotował grunt pod to, co zrobiliśmy w sezonie 2013/2014 – czyli awansowaliśmy do ORLEN Ligi. Ten drugi rok był naturalną kontynuacją tego, co udało się wypracować w poprzednim.

Przed rokiem zespół ugrał chyba więcej, niż można było się spodziewać?



Ten pierwszy rok był ciężki, bo dość późno zaczęliśmy budować zespół i wszystko rodziło się z trudem. Ale podsumowując, sezon 2012/2013 był dla nas sportowo bardzo udany. Przyszło sporo nowych dziewczyn i cały sezon był takim etapem budowania kolektywu. Graliśmy praktycznie ósemką dziewczyn, choć wiadomo, do treningu było ich więcej. Ale wszystkie bardzo dobrze się skonsolidowały i ciężko pracowały przez cały sezon, co w efekcie przełożyło się na bardzo dobre, czwarte miejsce. Gdyby to przełożyć na potencjał, to trzeba przyznać, że wynik osiągnięty przez tamten zespół był większym sukcesem niż awans osiągnięty przez aktualny skład, który był budowany dłużej i dużo spokojniej.

Patrząc od kulis na zespół, sporo się w nim zmieniło. Jakie to były zmiany i co wniosły?

Życie cały czas płynie, tak więc rozwój klubu i zawodniczek musi iść w parze. Początkowo budowaliśmy zespół na pierwszą czwórkę – taki mieliśmy cel i w miarę możliwości finansowych takie dziewczyny sprowadzaliśmy. Choć nikt nie zapomniał o kryterium umiejętności czy warunkach charakterologicznych. Po kilku meczach okazało się, że to był dobry strzał i udane decyzje zarządu. Szybko podwyższyliśmy sobie poprzeczkę, którą udało nam się wspólnie pokonać. Na pewnym poziomie musi być już dwóch ludzi, którzy sobie pomagają i wzajemnie się uzupełniają, czy to w przygotowaniu do meczu, czy choćby przez statystki już w jego trakcie. Jedna osoba wszystkiego nie ogarnie, dlatego ten pierwszy sezon w Ostrowcu był dla mnie ciężki. Dojście do sztabu Bartka Piekarczyka na pewno było dobrym posunięciem.

Kibice spekulowali, który zespół jest lepszy, z którym lepiej byłoby się mierzyć w play-off. Jednak chcąc awansować do ORLEN Ligi, trzeba było pokonać każdy szczebel, każdego rywala.

W siatkówce, czy też ogólnie w sporcie, nie ma co gdybać, bo później wszystko zaczyna się od zera. Ten system jest tak skonstruowany, żeby grać do ostatniego meczu. Tak naprawdę musielibyśmy przegrać kilka meczów, żeby trafić na innego rywala w play-off, a to nie tędy droga. Każdy kolejny mecz jest ciężki, bo i jego ranga jest wyższa. W rywalizacji z Toruniem musieliśmy się mocno natrudzić, zwłaszcza na wyjeździe. Były lepsze i gorsze momenty w poszczególnych meczach. Dużo zależało od nas samych. Jeśli pozwoliliśmy się przebudzić rywalkom, a one były w stanie zagrać na wysokim poziomie, wówczas toczyły się wyrównane sety. Najważniejsze, że w tych trudnych momentach dziewczyny potrafiły wypełnić swoje zadania.

Rozmawiał Rafał Soboń – Echo Dnia

źródło: Echo Dnia

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved