Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Play-off – sukces na miarę Effectora Kielce

Play-off – sukces na miarę Effectora Kielce

fot. Effector Kielce

Chociaż kielczanom nie udało się poprawić wyniku z sezonu 2011/2012, częściej o ósmej lokacie mówi się w kontekście sukcesu niż porażki. Być może jest to słuszne podejście, jednak należy mieć nadzieję, że nie jest to szczyt ambicji.

Aby dotrzeć do korzeni występów na parkietach PlusLigi kieleckiego zespołu, nie potrzeba zbyt wiele wysiłku. Awansowali oni do najwyżej klasy rozgrywek w sezonie 2009/2010, po tym, jak w bezpośrednim starciu pokonali Trefl Gdańsk. Od tamtego czasu liga została zamknięta, a następnie poszerzona o dwa zespoły. Sama drużyna z województwa świętokrzyskiego niemalże rokrocznie budowana była od początku, zmieniając zarówno nazwę, jak i sztab szkoleniowy, o zawodnikach nie wspominając. Dotychczas najlepszą lokatą było siódme miejsce. Dzięki wsparciu firmy Effector do obecnego sezonu kielczanie podchodzić mogli dużo spokojniejsi niż przed rokiem, kiedy to rzutem na taśmę udało się pozyskać sponsora, a co za tym idzie – przystąpić do rozgrywek. Zakontraktowali oni dziesięciu nowych zawodników, na etapie przygotowań rozegrali wiele meczów sparingowych, nic więc dziwnego, że i oczekiwania wobec drużyny wzrosły. Jednocześnie włodarze klubu od samego początku mierzyli siły na zamiary, nie deklarując walki o medale, często nawet porównując swoje niewielkie możliwości finansowe do potencjału posiadanego przez inne, wydawać by się mogło równorzędne zespoły. Czy było to pewnego rodzaju zabezpieczenie, próba ucieczki przed odpowiedzialnością, gdyby ambitnego planu nie udało się zrealizować? Być może, jednak patrząc przez pryzmat tego, co do tej pory prezentowała ekipa z Kielc, a także będąc bogatszym o tegoroczne poczynania, trudno się dziwić.

Tym, co w grze Effectora stanowiło największy i zarazem najbardziej widoczny mankament był brak stabilności. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza w ciągu trwającego pięć setów spotkania potrafili przeobrażać się kilkanaście razy. Ze świetnie dysponowanej drużyny, której udaje się realizować niemal wszystkie założenia, która nadaje tempo spotkaniu, stawali się nagle zbieraniną indywidualności, osób odbijających piłkę, bo do tego zostali wyszkoleni. Na przestrzeni tych kilku miesięcy nie udało się odnaleźć recepty na taki stan rzeczy, wobec czego także w najważniejszych momentach kielczanie ponieśli porażkę – w play-off mimo wyrównanej walki, a nawet sporych szans na wygraną zarówno w rywalizacji z Indykpolem AZS Olsztyn, jak i Czarnymi Radom ulegli. Ostatecznie dało to reprezentantom województwa świętokrzyskiego ósme miejsce.

Co zatem stanowi największy sukces kieleckiego zespołu? Z całą pewnością sam wywalczony rzutem na taśmę awans do fazy play-off. Przez większą część sezonu kielczanie bili się o miejsce w pierwszej ósemce głównie z Treflem Gdańsk, jednak w końcówce, po objęciu Transferu Bydgoszcz przez Vitala Heynena, także i bydgoszczanie zaczęli niebezpiecznie zbliżać się do rywali. Ostatecznie, dzięki zwycięstwu w meczu przeciwko PGE Skrze (nota bene była to jedyna porażka bełchatowian przed własną publicznością), to właśnie Effector Kielce zamknął stawkę ośmiu najlepszych w Polsce zespołów.



Na pewno na pochwałę zasługuje wracający po półtorarocznym rozbracie z siatkówką Sławomir Jungiewicz. Gracz ten, jeszcze gdy kielecką drużyną opiekował się Fart, przestał pojawiać się na treningach, by ostatecznie zrezygnować z profesjonalnego uprawiania sportu. I rzeczywiście, w sezonie 2012/2013 nie rozegrał ani jednego spotkania, wydawało się zatem, że deklaracje o zakończeniu kariery się ziszczą. Wtedy jednak do akcji wkroczył trener Daszkiewicz i namówił dwudziestopięciolatka do powrotu. Ruch ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Atakujący był najjaśniejszym punktem zespołu, w rankingach zawodników wszystkich drużyn zarówno w swojej nominalnej kategorii, jak i jako punktujący uplasował się na jedenastej pozycji. W bloku przewyższył go w zespole jedynie Dawid Dryja. Zdarzały mu się co prawda gorsze występy, jednak w ostatecznym rozrachunku właśnie jego należy uznać za MVP Effectora Kielce.

W zupełnej opozycji do wspomnianego już Jungiewicza stał jego vis a vis, Bruno Romanutti. Argentyńczyk przychodził do Kielc po świetnym sezonie – wybrany został najlepszym atakującym ligi argentyńskiej, a jego zespół wywalczył mistrzostwo. Także w meczach reprezentacji przeciwko Polsce pokazał się z bardzo dobrej strony. Wydawało się więc, że to właśnie on będzie podstawowym bombardierem. Szybko jednak rzeczywistość zweryfikowała plany – według jednych przegrał sportową rywalizację, według innych nie dogadał się ze szkoleniowcem. Prawda zazwyczaj leży jednak pośrodku i chociaż rzeczywiście wchodzącemu za Sławomira Jungiewicza Romanuttiemu przytrafiały się występy fatalne, w niektórych meczach jednak to właśnie on odwracał kartę i jak chociażby w ostatnim meczu fazy zasadniczej przeciwko Skrze Bełchatów prowadził Effectora do zwycięstwa. To właśnie tamto spotkanie wygrane 3:2, które argentyński zawodnik rozegrał tuż po wizycie w szpitalu, dało kielczanom awans do play-off. Zastanawiające jest zatem, że szkoleniowiec konsekwentnie traktował młodego zawodnika jako zmiennika, nie pozwalając mu wdrożyć się w rytm meczowy. Usprawiedliwieniem tego gracza może być w pewnej mierze fakt, iż był to jego pierwszy zagraniczny kontrakt, jedno jest jednak pewne – pokładanych w nim oczekiwań nie spełnił choćby w połowie. Nieco lepiej zaprezentował się jego reprezentacyjny kolega. Cristian Poglajen zmagał się z chorobą, ale w końcówce sezonu stanowił spore wsparcie, zarówno w ataku, jak i przyjęciu. Ostatecznie jednak żaden z nich występów w Effectorze Kielce nie może zaliczyć do udanych. Tym bardziej, że pewnego rodzaju konsekwencją jest fakt, iż żaden z zawodników nie znalazł uznania w oczach Julio Velasco i nie wystąpi w Lidze Światowej.

Analizując końcową klasyfikację, łatwo da się zauważyć, że zespół nie zanotował spadku, a co za tym idzie – nie obniżył swojego poziomu. Można by zatem mówić o tym, iż sezon ten włodarze, sztab oraz zawodnicy zapisać mogą na plus. Ci, dla których była to pierwsza okazja do reprezentowania kieleckich barw z pewnością, pozostali jednak powinni odpowiedzieć na pytanie: co zrobić, aby kolejny sezon okazał się nie taki sam, ale lepszy, by klub mógł się rozwijać, by sportowy wynik stanowił niepodważalny argument w rozmowach z potencjalnymi sponsorami, a także nowymi, perspektywicznymi zawodnikami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved