Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Agata Turbak: Wywalczyłyśmy ten awans na boisku

Agata Turbak: Wywalczyłyśmy ten awans na boisku

fot. archiwum

- Nikt na nas nie wywierał presji, grałyśmy przed własną publicznością, więc wszystko zależało od nas. Myślę, że każda z nas była zła na siebie po turnieju w Gorlicach i to było widać - powiedziała Agata Turbak, która z PLKS-em Pszczyna awansowała do I ligi.

Sezon 2013/2014 dla klubu z Pszczyny był bardzo udany, bo udało się wywalczyć awans do I ligi. Czy przed sezonem stawiany był taki cel, czy to wszystko po trochu zrodziło się w trakcie trwania rozgrywek?

Agata Turbak: – Wychodzę z założenia, że jak już coś robię, to chcę to zrobić jak najlepiej. Tak jest również z siatkówką. Wiąże się to z mnóstwem wyrzeczeń i z ciężką pracą na treningach, ale później można wygrać mecz. I tak mecz za meczem, tymi małymi kroczkami dotarłyśmy tak wysoko, a wtedy cel mógł być już tylko jeden. Grałyśmy bez presji przy drugim podejściu udało się osiągnąć awans, więc sezon okazał się być dla nas wszystkich bardzo udany.

W całej rundzie zasadniczej przegrałyście tylko 3 z 22 spotkań, zajęłyście drugie miejsce w grupie 2. Tylko raz przytrafiła się wam „seria” porażek – dwa mecze z rzędu, a poza tym grałyście równo. To upewniło was w tym, że w zespole „jest moc”?



– Na pewno początek sezonu to była dla nas duża niepewność. Skład się mocno zmienił. Odeszły zawodniczki, które w poprzednim sezonie stanowiły o sile tego zespołu. Doszły nowe i wiadomo, że potrzeba czasu, by wszystko na nowo poukładać. Udało się to dość szybko i zaczęłyśmy wygrywać kolejne mecze. Wygrane idą w parze z pewnością siebie, a ona rosła z meczu na mecz i czułyśmy że w tej lidze o dobry wynik możemy powalczyć z każdym.

Przed sezonem do drużyny dołączyła Milena Stacchiotti. Włoszka zamieniła ekstraklasowy zespół z Dąbrowy Górniczej na PLKS i była waszym solidnym punktem i jedną z najbardziej doświadczonych dziewczyn w zespole. Tym bardziej zabolał was chyba jej brak, kiedy w połowie lutego zakończyła sezon z powodu ciąży.

– Milena wniosła do naszej drużyny bardzo wiele. Nie tylko pod względem sportowym. Po jej przyjściu zespół zaczął funkcjonować na zupełnie innym poziomie. Wiele jej zawdzięczamy i mimo że Mileny nie było z nami już na boisku w ostatniej części sezonu, to często odwiedzała nas na treningach, jak mogła to przyjeżdżała również na mecze. Ten awans to też jej zasługa.

W rundzie play-off grałyście z dziewczynami z Opola. To zespół, który był dużym zaskoczeniem w tym sezonie, bo przez długi czas liderował w tabeli, a w poprzednich latach raczej bliżej było mu do dołu tabeli. To był dla was wymarzony rywal z trójki Sokół, SMS Opole, AZS Gliwice?

– Patrząc na przebieg meczów w rundzie zasadniczej, można chyba stwierdzić, że tak. Dobrze nam się grało z dziewczynami z Opola, co później udowodniłyśmy w fazie play-off. A jak byłoby z gliwiczankami czy Sokołem? Nie wiem i się nad tym nie zastanawiam. Los skojarzył nas z SMS-em Opole i wyszłyśmy z tej rywalizacji zwycięsko. To jest najważniejsze.

Wygrałyście play-off w czterech meczach i automatycznie awansowałyście do jednego z turniejów, którego stawką był awans do I ligi. Los przydzielił wam wycieczkę do Gorlic i grę z Ekstrimem, Chemikiem II i Nike. Miałyście tam swoje szanse i mogłyście już wtedy awansować, ale się nie udało.

– Ten turniej był dla nas idealną lekcją pokory – byłyśmy już jedną nogą w pierwszej lidze. Niestety, myślę, że przez brak koncentracji i zbyt szybkie spuszczenie głów nie potrafiłyśmy dopiąć swego. Na szczęście szybko wyciągnęłyśmy z niego wnioski i już przy drugim podejściu się to udało.

Turniej barażowy – ostatnia szansa na awans na zaplecze ekstraklasy. Przed tym turniejem przed wejściem do hali powinna wisieć karteczka „tylko dla kibiców o mocnych nerwach”. Oba spotkania zakończone tie-breakami, walka na całego i niepewność co do wygranej do ostatniej piłki. Po meczu w Gorlicach polubiłyście takie emocjonujące spotkania?

– Nie miałyśmy nic do stracenia. Nikt na nas nie wywierał presji, grałyśmy przed własną publicznością, więc wszystko tak naprawdę zależało od nas samych. Myślę, że każda z nas była bardzo zła na siebie po turnieju w Gorlicach i to było widać zarówno na treningach, jak i już w pierwszych piłkach meczu z AZS-em Gliwice. Byłyśmy drużyną walczącą od początku do końca niezależnie od tego, jaki na tablicy widniał wynik. Kibice w Pszczynie na długo zapamiętają oba mecze.

Zrewanżowałyście się zespołowi z Gliwic za dwie porażki w fazie zasadniczej, wykorzystałyście słabszy dzień Wisły i awans stał się faktem. Chyba lepszego zakończenia sezonu nikt sobie w Pszczynie nie mógł wyobrazić?

– Nigdy nie oglądamy się na problemy innych. Interesuje nas tylko i wyłącznie nasz zespół i nasza gra. Wygrałyśmy oba mecze, wywalczyłyśmy ten awans na boisku i tylko to się dla nas liczy. Jesteśmy wszyscy z tego powodu bardzo szczęśliwi.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet, II liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved