Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > L. Bernardi: Jastrzębski Węgiel był, jest i będzie dla mnie ważny

L. Bernardi: Jastrzębski Węgiel był, jest i będzie dla mnie ważny

fot. Sabina Bąk

- Jesteśmy jedynym zespołem w Polsce, który w tym sezonie grał w trzech finałach i zdobył trzy medale - o minionym już sezonie, grze swoich podopiecznych i przyszłości zespołu Strefie Siatkówki mówił trener Jastrzębskiego Węgla, Lorenzo Bernardi.

Po ciężkim, pięciosetowym boju w sobotniej rywalizacji o brąz PlusLigi, dzień później zaprezentowaliście inny obraz gry, tym razem nie pozwalając rywalom dojść do głosu. Po tym, jak w sobotę przegraliście praktycznie wygrany mecz, tym bardziej decydujące starcie było trudniejsze?

Lorenzo Bernardi:Z pewnością, ale nasza drużyna w trudnych sytuacjach pokazuje swoją siłę zespołowości. Tak też było w tym spotkaniu, oczywiście po sobotnim meczu nie grało się łatwo. Po tym meczu sporo rozmawialiśmy, nie tylko w sobotni wieczór, ale tez bezpośrednio przed tym decydującym spotkaniem. Musieliśmy wyrzucić z głów tamten mecz, co oczywiście nie jest łatwe, bo mieliśmy naprawdę dużą szansę na zakończenie całej rywalizacji. Prowadziliśmy przecież 2:0 w spotkaniu, a w trzeciej partii 24:23, później w czwartym secie 8:4… Jednak wiedzieliśmy też, że przegraliśmy z bardzo silnym rywalem, co też nie było bez znaczenia.

Co było więc największym atutem Jastrzębskiego Węgla w tym meczu?



– Przewaga psychologiczna, bo pod względem fizycznym nic nie mogliśmy już zmienić. Wiem, jak jest trudno, kiedy musisz grać dzień po dniu. Szczególnie kiedy dzień wcześniej przegrało się takie spotkanie. W takich sytuacjach to podejście psychiczne i reakcja zespołu mogły być tą największą przewagą. Może dzień wcześniej zbyt mocno koncentrowaliśmy się na samej wygranej, tracąc na to zbyt wiele energii, zamiast na chłodno podejść do meczu, a w takiej sytuacji po części sami odebraliśmy sobie szanse na zwycięstwo.

Rywalizację z ZAKSĄ zakończyliście po czterech meczach, trzy z tych spotkań zakończyły się w tie-breakach. To też pokazuje jak wyrównana była to walka. Uwzględniając zmęczenie, grę na sporym wysiłku, to tak wyrwane zwycięstwo potęguje rozmiar triumfu.

– Z ZAKSĄ ogólnie w tym sezonie rozegraliśmy sporo meczów zakończonych tie-breakami. Jedyne co, to w tym ostatnim meczu i w finale Pucharu Polski zakończyliśmy rywalizację w trzech setach. Jednak wcześniej, w fazie zasadniczej, obydwa spotkania były pięciosetowe, raz wygraliśmy, raz przegraliśmy, później w starciach o brąz trzy spotkania rozstrzygnęły także tie-breaki. Przy tych decydujących meczach i natężeniu spotkań nie mieliśmy zbyt wiele czasu na regenerację. W tym miejscu słowa uznania należą się dla całego zespołu i sztabu, bo nie każda praca jest widoczna z zewnątrz. Chciałbym podziękować wszystkim: pracującym przy organizacji wyjazdów, fizjoterapeutom, trenerowi przygotowania fizycznego, scoutowi…, bo mamy naprawdę znakomity sztab. Oni wszyscy dali sporo od siebie tej drużynie, co było widać też po zawodnikach, którzy wracali do znakomitej kondycji i pełni sił po każdym kolejnym, nawet pięciosetowym meczu w tej decydującej części sezonu.

Wracając do tego sobotniego meczu – co wydarzyło się po drugim secie spotkania, kiedy w waszej grze coś się zacięło?

– Nic takiego się nie stało (śmiech). Od zakończenia meczu na naszą korzyść dzieliła nas tylko jedna piłka, ale to nie jest tak, że popełniliśmy jakiś jeden konkretny błąd. W tych momentach rywale zagrali lepiej, musimy pamiętać, że ZAKSA jest mocnym zespołem. I takie sytuacje w siatkówce zdarzają się często, powiedziałbym nawet, że są normalne. Jednak tym, co dla mnie najważniejsze i daje najwięcej satysfakcji jako trenerowi, jest reakcja zespołu w niedzielnym meczu.

Może problemem była dekoncentracja? W tym sezonie wielokrotnie po tej dłuższej przerwie po drugim secie przytrafiały się wam mniejsze lub większe przestoje.

– Być może, jednak nie powiedziałbym, że problemem była dekoncentracja. Bo wtedy dotyczyłoby to większej liczby zespołów, a nie tylko nas. Ale teraz, po zakończeniu sezonu, mamy czas nie tylko na odpoczynek, ale też na zastanowienie się dlaczego tak się działo. I wtedy zobaczymy jak będzie w przyszłości…

Na drodze do finału PlusLigi przeszkodą nie do przejścia okazała się dla was Skra Bełchatów. Finalistę wyłoniły trzy spotkania. Na tym etapie rzeczywiście był to rywal nie do pokonania?

– Oczywiście nie zgodzę się z tym, że było to niemożliwe. Ale w tygodniu kiedy przyszło nam rozgrywać mecze półfinałowe, być może rozegraliśmy nasze najgorsze spotkania w sezonie. Nie jest to żadne wyjaśnienie, jednak myślę że straciliśmy sporo sił i energii podczas Final Four Ligi Mistrzów, nie tyle sił fizycznych, co energii psychicznej. Potrzebowaliśmy czasu, żeby to odzyskać, ale niestety tego czasu nie było. W naszym najgorszym momencie przyszło nam grać z najmocniejszym zespołem w lidze. Już na początku sezonu ligowego mówiłem, że dla mnie to Skra Bełchatów jest faworytem tego sezonu w PlusLidze.

Koniec sezonu to czas na podsumowania. Za wami udział w finale Pucharu Polski, Final Four Ligi Mistrzów z brązowym medalem, trzecie miejsce i brąz PlusLigi. W odniesieniu do chociażby ubiegłego roku, jest więc progres. Z tej perspektywy sezon można ocenić na plus?

– Na pewno. Jesteśmy jedynym zespołem w Polsce, który w tym sezonie grał w trzech finałach i zdobył trzy medale. Powiedzmy, że trzy, bo fizycznie w Pucharze Polski medale dostaje tylko zwycięzca, ale zwykle uczestnik finału jest równoznaczny z medalistą, dlatego też będę trzymał się wersji z trzema medalami. Jestem bardzo dumny z mojego zespołu, bo to, czego dokonał, nie jest wcale łatwe. Graliśmy na trzech frontach, dochodząc do ostatecznych rozstrzygnięć we wszystkich rozgrywkach. W tym była Liga Mistrzów, gdzie nie byliśmy stawiani w roli faworytów. Na przestrzeni całego sezonu straciliśmy więc sporo energii. I kiedy przykładowo słyszałem w ostatnich dniach opinie na temat Michała Kubiaka, że nie gra tak dobrze i skutecznie… to zapomniano chyba, że Michał rozegrał w tym sezonie 47 spotkań w sezonie, do tego w różnych rozgrywkach. Grał niesamowicie, jest jednym z najlepszych zawodników, wielokrotnie zostawał na boisku, nawet kiedy nie był wyjątkowo skuteczny w ataku, grał dalej, bo to zawodnik, który w każdej chwili może pomóc drużynie swoją zagrywką, blokiem czy przyjęciem. Podobnie było z innymi zawodnikami, jak Łasko, Masny czy Gierczyński. Ten ostatni ma 38 lat i rozegrał może ok. 44 mecze. To są naprawdę niesamowite rezultaty.

W wielu drużynach to sezon kreuje lidera. Kto natomiast mógł być najmocniejszym punktem tego zespołu?

– Tym, co najważniejsze w tym zespole, nie był ktoś indywidualnie, ale atmosfera i tzw. team spirit jaki jest w drużynie. Jestem w Jastrzębskim Węglu od trzech sezonów i dopiero teraz mogę powiedzieć, że ten zespół od początku sezonu grał naprawdę jak drużyna. Tak, jak powtarzałem nie raz, my nie mamy wielkich nazwisk, ale mamy coś ważniejszego – zawodników, którzy razem grają dobrze, a w ciężkich sytuacjach reagują tak, jak powinni. Bo wiemy, jakie były nasze granice i systematycznie byliśmy w stanie je przekraczać. A to jest możliwe tylko grając zespołowo.

Po tym sezonie kilku kluczowym zawodnikom kończą się kontrakty. Możesz coś więcej powiedzieć na temat przyszłości drużyny, czy trzon Jastrzębskiego Węgla pozostanie niezmieniony?

– W tej chwili jeszcze nie znam konkretów, dopiero będę rozmawiał z prezesem o wizji zespołu, przyszłości, o zawodnikach i mojej ewentualnej pracy. Będziemy rozmawiać w poniedziałek rano (rozmowa przeprowadzona po niedzielnym meczu z ZAKSĄ – przyp. red.). Jednak do tej pory koncentrowaliśmy się na grze, nie tylko o samym zdobyciu brązu, ale też wywalczeniu szansy gry w przyszłorocznej Lidze Mistrzów.

Pojawiły się też pierwsze informacje, że pozostaniesz na stanowisku trenera Jastrzębskiego Węgla w kolejnym sezonie…

Nic nie jest jeszcze pewne. Dopiero będę rozmawiał o tym. Nie mogę powiedzieć, że się już zgodziłem. Tak, jak wspomniałem, rozmowy dopiero przed nami i myślę że na przestrzeni kilku dni, może tygodnia będę wiedział i będę mógł powiedzieć czy zostanę, czy też nie. Na pewno czuję się tutaj bardzo dobrze. Jastrzębski Węgiel był, jest i będzie dla mnie wyjątkowo ważnym zespołem. Nie mogę co prawda powiedzieć, że tutaj zacząłem moją karierę trenerską, bo tę pracę rozpocząłem wcześniej. Ale to jest jeden z bardzo ważnych etapów mojej kariery i życia, więc mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia. Nie w kontekście pieniędzy, bo nie to jest tu najważniejsze, ale będę rozmawiał z prezesem o kilku ważnych aspektach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved