Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jakub Bednaruk: Niech sobie wsadzą taki challenge!

Jakub Bednaruk: Niech sobie wsadzą taki challenge!

fot. Cezary Makarewicz

Konferencję po ostatnim meczu w tym sezonie zdominowała dyskusja o challenge'u. Jakub Bednaruk jednak przyznał, że może jego zespół nie zasłużył na wygraną. - Skoro nie potrafiliśmy wygrać, prowadząc 14:10, to znaczy, że nam się nie należało - powiedział.

Na pomeczowej konferencji przedstawiciele warszawskiej drużyny odnieśli się do sytuacji z piątego seta, kiedy to przy stanie 14:13 dla Politechniki Maciej Pawliński zaatakował piłkę i sędzia zadecydował, że był aut. Jakub Bednaruk poprosił wtedy o challenge i po długich dyskusjach sędzia podtrzymał swoją decyzję. – Gratuluję zespołowi z Olsztyna zajęcia piątego miejsca, ten tie-break był idealnym podsumowaniem całej naszej rywalizacji, była walka do końca, zmiany prowadzenia i wiele emocji – zaczął swoją wypowiedź Maciej Pawliński. – Więcej nie będę mówił, Kuba (Bednaruk – przyp. red.) zaraz więcej coś pewnie powie, szczególnie pewnie na temat tej jednej piłki, której challenge nie zobaczył i była kontrowersyjna. Jedni widzieli boisko, inni aut, ale jak jest tyle emocji, to każdy widzi, co chce, więc szkoda, że ten challenge nie zadziałał – żałował kapitan warszawskiego zespołu.

Jakub Bednaruk powiedział oczywiście więcej na ten problemów z challenge’m w tie-breaku, ale przyznał też, że widocznie jego drużyna nie zasłużyła na wygraną. – Skoro nie potrafiliśmy wygrać tego tie-breaka, prowadząc 14:10, to znaczy, że nam się nie należało, trzeba to przyjąć z godnością. To jest taka cienka granica, która wyznacza, który zespół jest lepszy. Jak to można dzisiaj określić po takiej rywalizacji, gdzie były cztery tie-breaki, takie końcówki? Przegraliśmy, jesteśmy na szóstym miejscu, bardzo smutni… Ale sobie nie wyobrażam, że ja nie mogę meczowej piłki sprawdzić, bo ktoś zasłonił challenge, to niech sobie w d… wsadzą taki challenge! – nie krył oburzenia trener warszawskiej drużyny. – Ja nie mogę sprawdzić, ja widziałem boisko, Krzysiek (Stelmach – przyp. red.) widział aut, wszystko jedno. Chodzi o to, żebyśmy mogli zweryfikować. Ale i tak przyjmuję tę porażkę, gratulacje dla Olsztyna, my mieliśmy wszystko w swoich rękach w Warszawie, trzeba było tam to zakończyć, nie udało nam się. W setach raz my wygrywaliśmy do 17, raz oni do 18, tak się biliśmy. Z drugiej strony uważam, że nie możemy dopuszczać do takiej sytuacji jak w czwartym secie, powinniśmy go skończyć wynikiem 25:12, a nie, że prowadziliśmy dziewięcioma punktami i wprowadziliśmy zespół z Olsztyna do gry. Już było nerwowo, było 22:20. Zamiast dokończyć to, pokazać moc, to my tam próbowaliśmy się z nimi siłować, bez sensu. Ktoś ma szczęście, bo jeżeli chodzi o umiejętności, poziom zespołów, to obydwa są na równym poziomie. Dzisiaj zabrakło nam challenge’u, może troszkę zimnej głowy, trochę szczęścia na pewno. Jestem wkurzony, ale gratuluję, to był bardzo fajny play-off. Uważam, że nasza walka o piąte miejsce i kędzierzyńsko-rzeszowska walka o półfinał to takie dwa starcia, którymi PlusLiga może się chwalić i je pokazywać – stwierdził Bednaruk.

Na koniec swojej wypowiedzi nawiązał jeszcze do atmosfery, jaka panowała w środowy wieczór w Hali Urania, która była niemal w komplecie wypełniona – Chciałbym jedną rzecz dodać. Wolę dzisiaj tak grać w Uranii, niż jak było przed świętami. Tam słychać było moje krzyki, a dzisiaj to jest atmosfera, dla której uprawia się sport. Poza tym jestem dumny z mojego zespołu, który zdobył szóste miejsce – zakończył swoją wypowiedź trener Politechniki.



W odmiennych nastrojach oczywiście byli przedstawiciele olsztyńskiego klubu, którzy zgodnie podkreślali, że rzadko się zdarza, przegrywając 10:14 w tie-breaku, wyciągnąć wynik i wygrać cały mecz, jak to miało miejsce w środowym spotkaniu. – Przez moment już dzisiaj byliśmy na szóstym miejscu – przyznał po meczu Maciej Dobrowolski. – Przy stanie 14:10 w piątym secie to chyba nawet na boisku niewiele osób, poza Rafałem Buszkiem, który poszedł na zagrywkę, wierzyło, ale z każdym kolejnym punktem wychodziliśmy z opresji, później się jakoś nakręciliśmy i udało nam się zakończyć mecz zwycięstwem. Bardzo się cieszę. Chciałem podziękować klubowi za całoroczną opiekę, trenerom z Krzysztofem Stelmachem na czele, za to, że się nami zajmowali przez cały rok, każdemu z chłopaków z osobna, którzy zostawili tutaj dużo serca, no i kibicom, którzy nas wspierali i dla których gramy. Zamykamy dzisiaj sezon, jesteśmy szczęśliwi z tego piątego miejsca i do zobaczenia we wrześniu – powiedział kapitan AZS-u Olsztyn.

Krzysztof Stelmach w swojej wypowiedzi również nawiązał do sytuacji z piątego seta. – To są dwie równorzędne drużyny, od samego początku była dramaturgia we wszystkich meczach. Ja też mogę powiedzieć, że mieliśmy też wcześniej możliwości zakończenia tej rywalizacji, ale jednak się sprawdziło, że będziemy walczyć w pięciu meczach. Dzisiaj graliśmy w tej końcówce przy stanie 14:10, rzadko się spotyka takie końcówki. Byliśmy zdeterminowani, nie wiem, czy ta wiara była taka 100-procentowa, bo jeżeli się przegrywa 10:14, to pojawia się jakieś czerwone światełko w głowie, ale wszystko co wykonywaliśmy, w każdym elemencie, czy na zagrywce jak Buszek, który naprawdę zagrał pięć zagrywek pod rząd, dla niego to też jest niezły wynik, bo często się myli, ale byliśmy zdeterminowani w każdym elemencie, w ataku nie wstrzymywaliśmy ręki i to nam odpłaciło. Rozmawiałem z chłopakami przed meczem, że czy będziemy przegrywali dziesięcioma, czy wygrywali ośmioma punktami, cały czas będziemy musieli być skoncentrowani i być w tym meczu, nie czekać na przeciwnika, aż on przegra mecz. Oprócz tych rzeczy, które tutaj wymieniłem, nie będziemy się oszukiwać, też mieliśmy siatkarskie szczęście. W sporcie ono też jest potrzebne i my dzisiaj je mieliśmy. Nie będę już tutaj mówił o tie-breaku, bo się z Kubą całkowicie zgadzam, że jeżeli była taka sytuacja, że nie można było sprawdzić piłki, to popieram go, że się zdenerwował i że używał takich słów, bo faktycznie, tak jak powiedział, on widział boisko, ja widziałem aut. Trudno, teraz nie ma sensu Państwa dzielić i pytać co kto widział, bo musielibyśmy całą halę zebrać i procenty liczyć – podsumował trener olsztyńskiego zespołu.

Przy okazji Krzysztof Stelmach podziękował też swoim zawodnikom za cały trud włożony w zakończony właśnie sezon. – Pozwolę sobie powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Chciałbym tutaj moim chłopakom serdeczne pogratulować, bo każdy sezon jest ciężki, oni od samego początku wierzyli, że cele, które sobie założyliśmy, osiągniemy. Możliwe, że nawet nie sądziliśmy, że tak wysoko zajdziemy, ale osiągnęliśmy ten nasz cel wejścia do play-off, to później wiadomo, że jak drużyna jest rozpędzona, to każdy chce więcej. Fakt, że w pewnych momentach graliśmy nerwowo, została też poniekąd wytworzona presja, by zdobyć piąte miejsce i grać o puchar Europy, zobaczymy jak to będzie. Chciałbym im naprawdę pogratulować tego, że mi zaufali w tym, co robili. Ja ich widziałem od sierpnia, widziałem tę wiarę w oczach, widziałem to jak oni się zachowywali na boisku i jak się przybywa dziewięć miesięcy z drużyną, to się widzi, to się czuje, później się mówi o tej atmosferze, która jest w drużynie. Jest to chemia, która była między nami. Ja próbowałem im nie przeszkadzać, wiadomo, że przez cały sezon nie da rady przejść perfekt, ładnie, pięknie, wszystko cacy, nie będziemy się głaskać, bo były momenty nerwowości, były momenty złości, ale więcej było momentów radości, zadowolenia z tego, co się robiło. Naprawdę, uwierzcie mi, że jak przychodzili na treningi, ja miałem razem z nimi przyjemność bycia w sali, a to jest naprawdę fajna rzecz, jeżeli trener mówi, że przychodzi do hali i jest zadowolony i ciągnie go do niej i widzi, że zawodnicy są zadowoleni, to nawet takie odczucie jest lepsze niż ten wynik, który zdobyliśmy. Po prostu jest satysfakcja z tego, że coś się robi dobrze i później fakt, wynik jest, ale jest też takie psychiczne odczucie, że ja się dobrze czuję, oni się dobrze czują i robimy to, co kochamy, z satysfakcją. Jeszcze raz gratuluję im i życzyłbym sobie takiej drużyny na przyszły rok, ale nie utrzymamy jej na pewno. Jest mi bardzo przykro, będziemy musieli budować inną drużynę na przyszły sezon. Dziękuję tym chłopakom, którzy odejdą, to był fajny sezon – podkreślił szkoleniowiec, który pod koniec też odniósł się do warunków, jakie stworzyli w środowy wieczór kibice w Hali Urania. – Czy ja mogę jeszcze coś dodać? Ta atmosfera, która była w hali, ci kibice, którzy nas dopingowali, to przypomniało mi lata, gdzie ja byłem przeciwnikiem AZS-u i dzisiaj to naprawdę był nasz dodatkowy, siódmy zawodnik. Dziękujemy bardzo, wszyscy są na pewno zadowoleni z takiego dopingu i oby tak było zawsze – życzył sobie trener olsztyńskiej ekipy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved