Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wojciech Ferens: Wróciły do nas duchy meczów z Resovią

Wojciech Ferens: Wróciły do nas duchy meczów z Resovią

fot. Sabina Bąk

- Zawsze pozostaje niedosyt, bo brązowy czy nawet srebrny medal były na wyciągnięcie ręki. Dla nas to jest po części porażka, ale ten sezon nie może być uznany za całkowicie nieudany - podsumował zakończone rozgrywki Wojciech Ferens.

W sobotę byliście już na kolanach, ale udało wam się wstać, wygrać seta, a później zwyciężyć w całym spotkaniu i przedłużyć rywalizację o brąz o kolejny dzień. Niedziela nie była waszym dniem i byliście wyraźnie słabsi od jastrzębian.

Wojciech Ferens: – Według mnie szczególnie widać było to, że podupadliśmy fizycznie. Po większości z nas było widać duże zmęczenie, bo jednak sobotni mecz był już kolejnym, który kończył się w pięciu setach. Nie były to szybkie sety, ale partie z prawdziwą walką i to w jakimś sensie odbiło się na naszej jakości gry w drugim meczu u nas. Było widać, że w niektórych akcjach brakowało mocy, może też trochę dynamiki i wydaje mi się, że to zaważyło. Dało się zauważyć, że dobrze bronią, że z każdą akcją coraz bardziej się nakręcają, a kolejne kontry przynosiły im coraz większą radość i coraz większą swobodę. Moim zdaniem właśnie dlatego wygrali to czwarte spotkanie.

Wracając do waszej heroicznej walki w sobotę – przy stanie 22:24 w polu serwisowym pojawił się Dick Kooy i trzeba przyznać, że utrzymał nerwy na wodzy i ręka mu nie zadrżała. Emocje na trybunach sięgnęły wtedy zenitu, a jak było na boisku, w drużynie?



W przypadku Dicka widać, ile znaczy doświadczenie zdobywane na międzynarodowych parkietach. Nie oszukujmy się, ale Dick trafił na zagrywkę w niezbyt przyjemnym momencie. Ze swojego małego doświadczenia mogę powiedzieć, że w takich momentach wcale nie zagrywa się fajnie i miło. Gdzieś tam w głębi serca czuliśmy chyba, że za chwilę będziemy wychodzili na boisko ze zwieszoną głową i poczuciem porażki, a tu nagle wszystko się odwróciło. W jakiś sposób nas to później uskrzydliło, bo było widać w czwartym secie, że graliśmy dużo lepiej, a tie-break był całkowicie nasz. Przed tym drugim meczem trochę liczyliśmy na to, że jastrzębianie podirytowani wczorajszym spotkaniem będą w gorszej dyspozycji. Wydawało się nam, że będziemy mogli zagrać lepiej i swobodniej. Człowiek jest zawsze człowiekiem, a w sporcie organizm jest podstawą i nie da się go oszukać, mimo że głowa i serce chce, to ciało nie zawsze się tego słucha i nie idzie z tym w parze. Pokazaliśmy w sobotę, że jesteśmy zespołem, który walczy o każdą piłkę do samego końca i chcieliśmy to powtórzyć, ale Jastrzębski Węgiel był tego dnia zespołem wyraźnie lepszym. Było to szczególnie widać w ataku po własnym przyjęciu, gdzie u nas to trochę kulało.

Zakończony właśnie sezon był dla ciebie pierwszym w barwach ZAKSY i pierwszym, w którym walczyłeś o mistrzostwo Polski na tak zaawansowanym etapie. Jesteś jeszcze młodym zawodnikiem i cała kariera przed tobą, ale czy nie czujesz, że ten medal był na wyciągnięcie ręki i uciekł ci sprzed nosa?

To boli, tym bardziej że udowadnialiśmy niejednokrotnie, że mimo że się na nas nie stawia i nikt na nas nie liczy, to możemy pokazać swoje groźne oblicze. Dysponowaliśmy ogromnym potencjałem – mówię tutaj zarówno o doświadczonych zawodnikach, jak i o tej młodszej części zespołu. Wszyscy pokazaliśmy, że potrafimy grać w siatkówkę. Niedosyt dla mnie jest dość duży, bo każdy medal jest jednak medalem niezależnie od jego koloru. Zawsze to jest jakieś osiągnięcie. Na starcie swojej prawdziwej zawodowej kariery, przez którą rozumiem grę w naprawdę dużych klubach z dużymi nadziejami i wysokimi celami, tego typu sukces zawsze uskrzydla i dodaje pewności siebie. Czwarte miejsce w tak mocnej lidze duża część zespołów brałaby w ciemno, ale czy to jest szczyt naszych ambicji, szczyt naszych możliwości? Nie sądzę. Będzie to bolało jeszcze dosyć długo. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i te duchy spotkań z Resovią chyba do nas wróciły.

Zostawiając już temat ostatnich meczów, trzeba powiedzieć, że sezon w wykonaniu ZAKSY tragiczny nie był. Jesteście w czołówce PlusLigi, zgarnęliście Puchar Polski. Jedyną poważniejszą rysą jest występ w Lidze Mistrzów. Jak podsumujesz ten pierwszy sezon, w którym grałeś na tylu frontach?

To jest na pewno niesamowite przeżycie, bo miałem możliwość gry w przeróżnych rozgrywkach i w przeróżnych sytuacjach. W sezonie nie uniknęliśmy pewnych zawirowań. W rundzie zasadniczej mieliśmy spotkania, w których panowaliśmy na boisku od pierwszej do ostatniej piłki, ale były też mecze fatalne, gdzie nic się nie kleiło. Niestety ten moment gorszej gry przypadł na fazę grupową Ligi Mistrzów. W naszych głowach to jest faktycznie coś niefajnego, daliśmy sporą plamę. Byliśmy stawiani w roli faworyta do wyjścia z grupy, a okazało się, że te progi były dla nas troszeczkę za wysokie. Szczególnie miło wspominam zdobycie Pucharu Polski, bo utarliśmy w tym momencie nosa wielu malkontentom, którzy w ogóle na nas nie stawiali w tej rywalizacji. Na ten turniej złapaliśmy naprawdę wysoką formę, która pokazywała wszystkie nasze atuty – siłę w ataku, zagrywce czy bloku. Boli to, że tej dyspozycji nie udało się dotrzymać do samego końca. Mecze w Rzeszowie pokazały, że gramy naprawdę dobrą siatkówkę. Później niestety wszystko odwróciło się przeciwko nam i forma oraz jakość naszej gry trochę spadła. Czwarte miejsce w lidze to najgorsze miejsce dla sportowca. Gdzieś zawsze pozostaje niedosyt, bo brązowy czy nawet srebrny medal były na wyciągnięcie ręki. To jest czołówka, ale będąc osobą ambitną, jeszcze długo będę pewnie o tym myślał. Dla nas to jest po części porażka, ale faktycznie, ten sezon nie może być uznany za całkowicie nieudany.

Sezon klubowy dla Strefy Siatkówki już podsumowałeś, teraz pora na reprezentację. Czasu na odpoczynek nie masz zbyt dużo, bo zyskałeś uznanie w oczach pary trenerskiej Antiga-Blain. Po trochę frustrującym zakończeniu sezonu będziesz w stanie szybko na nowo odnaleźć głód gry?

Jeśli chodzi o regenerację fizyczną – jestem osobą, która dużego zmęczenia po tym sezonie nie może odczuwać. Jestem jeszcze młody, mój organizm regeneruje się szybciej niż starszych zawodników. Jeśli chodzi o regenerację psychiczną, to reprezentacja jest chyba zupełnie innym tematem. Tam człowiek podchodzi do gry z zupełnie innym nastawieniem, bo jednak nie gra się dla klubu czy dla kibiców z pewnej części Polski, tylko dla całego kraju. Każdy pracuje najmocniej, jak tylko potrafi, by dać trenerowi, a w naszym wypadku trenerom, twardy orzech do zgryzienia przy ostatecznych wyborach. Jeżeli chodzi o moją osobę, to jest to taka forma wyróżnienia, zachęty z racji tego, że dysponuję jakimś potencjałem, który nie został w pełni rozwinięty. Dla mnie będzie to okazja do pracy z najlepszymi i pod okiem najlepszych. Na pewno tak będę do tego podchodził. Co wydarzy się później? Czy będę miał jakieś okazje do gry? Jeśli Bóg da, to będę się starał wykorzystać je w stu procentach. Sezon reprezentacyjny w zasadzie już się zaczął i trzeba też liczyć się z tym, że w takich okresach, kiedy tego czasu na przygotowanie jest mało, dominować będzie doświadczenie. Ja tego doświadczenia, szczególnie reprezentacyjnego, nie mam, więc ciężko się mojej osoby spodziewać w meczowym składzie. Ten okres na pewno wykorzystam też w ten sposób, by jak najlepiej przygotować się do sezonu klubowego.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved