Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Czy już w niedzielę poznamy nowego mistrza Polski?

PlusLiga: Czy już w niedzielę poznamy nowego mistrza Polski?

fot. archiwum

Po wygranych meczach w Rzeszowie siatkarze PGE Skry Bełchatów są o krok od zdobycia złotego medalu. W niedzielę rywalizacja przeniesie się na ich własny parkiet, a w hali "Energia" w tym sezonie tylko raz zwyciężał zespół przyjezdny.

Nie ulega wątpliwości, że w finałowej rywalizacji nie można narzekać na brak emocji – pierwszy pojedynek tej pary był meczem nieszablonowym, bowiem wygrała drużyna, która popełniała więcej błędów. To bełchatowianie dzięki dużej ilości bloków i większej dokładności ataków (na siatce zatrzymywali Resovię dwa razy częściej i byli o 5 procent efektywniejsi w ofensywie) po tie-breaku zwyciężyli w inaugurującej odsłonie walki o złoty medal mistrzostw Polski. Jeszcze pewniej zaprezentowali się następnego dnia, kiedy to w stosunku 3:0 wygrali z zespołem prowadzonym przez Andrzeja Kowala. Tym razem na końcowym wyniku zaważyło lepsze przyjęcie i asy serwisowe Stéphane’a Antigi w najważniejszych fragmentach meczu. Wyraźnie można było odczuć również brak na boisku kapitana rzeszowian, kontuzjowanego Oliega Achrema, który przez uraz, którego nabawił się w półfinale, nie zagra do końca sezonu.

Nic nie zmienia jednak faktu, że oba zespoły zgotowały publiczności zgromadzonej w hali na Podpromiu widowisko pełne bardzo dobrej siatkówki. Kibice mogli nacieszyć swoje oczy efektownymi obronami, siatkarskimi „gwoździami” i walką o każdą piłkę. Zawodnikiem, który szczególnie zapadał im w pamięć był na pewno Mariusz Wlazły – dwukrotnie wybrany MVP rzeszowskiej odsłony zmagań. W minionych pojedynkach, grając na średnio 60-procentowej skuteczności, zapisał na koncie swojego zespołu aż 46 punktów. Po meczach kapitan Skry starał się jednak ostudzić emocje i zaznaczył, że jego zespół jeszcze nie zdobył mistrzowskiego tytułu. – Cieszymy się z drugiego zwycięstwa na rzeszowskim terenie. Jest ono dla nas bardzo cenne. Spotykamy się na kolejnym meczu w Bełchatowie, gdzie również będzie toczyła się walka – obiecał Wlazły. Rzecz jasna prezencja tego zawodnika nie byłaby tak dobra bez dokładnego i szybkiego rozegrania, którego autorem był Nicolás Uriarte.

Za skórę rzeszowskiej defensywie zalazł także Karol Kłos, który swoją postawą potwierdził, że zasługuje na miano najczęściej blokującego siatkarza PlusLigi. – Nie mamy jeszcze nic, to są dopiero dwa spotkania, żeby wygrać mistrzostwo, trzeba wygrać jeszcze jeden. Na pewno następne spotkanie będzie trudne, plusem będzie to, że będziemy grać u siebie, zarówno pierwsze, jak i – jeżeli będzie taka potrzeba – drugie spotkanie. Jak pokazały jednak mecze ZAKSY z Resovią, to jeszcze nie jest koniec – zaznaczył autor jedenastu bloków w dwumeczu. Podobnego zdania był drugi środkowy bełchatowian, Andrzej Wrona. Zawodnik ten, podobnie jak jego kolega z klubu, wywalczył w Rzeszowie w sumie 21 oczek, ale grał na wyższej skuteczności w ataku niż Kłos. – Zagraliśmy dzisiaj niesamowite spotkanie, wygrać 3:0 na Podpromiu to jest duża sztuka, nam się to udało, mamy fajną zaliczkę, ale tak naprawdę nie mamy jeszcze nic. Cały czas mamy w głowach te mecze zespołu Resovii z ZAKSĄ i wiemy, że to nic nie znaczy. Już od dziś myślimy o kolejnym meczu u nas i oczywiście będziemy chcieli zakończyć tam tę rywalizację, ale musimy być na maksa skoncentrowani – podkreślił siatkarz.



Warto zaznaczyć jeszcze, jak ważnym ogniwem zespołu z Bełchatowa był Facundo Conte. Mówiło się, że Argentyńczyk jest jednym z najbardziej nietrafionych transferów tego sezonu, jednak teraz decyzja o zatrudnieniu tego zawodnika owocuje – w podkarpackiej odsłonie finału wypracował on dla swojej drużyny aż 36 punktów. Przyjmujący zauważył, że konsekwencją wygrania tie-breaka w pierwszym spotkaniu było powodzenie i łatwiejsza gra w drugim. – Po takich ciężkich spotkaniach, jakie rozegraliśmy tego pierwszego dnia w Rzeszowie czy u siebie z jastrzębianami, zazwyczaj jest tak, że przegrany w nim jest bardzo zawiedziony, ponieważ w takich meczach traci się wiele energii, pojawia się duże napięcie i przegrana naprawdę boli. Kiedy taki pojedynek się wygrywa, jest zupełnie inaczej. Choć i tak fizycznie, ze względu na trudy meczu, zespół cierpi, ale wygrana daje spokój psychiczny, a to jest bardzo ważne – podkreślił Conte. Receptą na wygranie złotego medalu już w niedzielę będzie dla tego zawodnika skupienie się na przeciwniku i narzucenie mu swojego stylu gry – to ważne, jeżeli bełchatowianie będą chcieli drugi raz w historii zdobyć mistrzostwo Polski we własnej hali. – Najważniejsza będzie koncentracja całego zespołu, a pomoże determinacja do osiągnięcia jednego celu. Nic już nie poprawimy, nic nie polepszymy w grze. Musimy zagrać tak jak drugiego dnia w Rzeszowie. Przeciwnicy to dobry zespół, to drużyna walczaków i w półfinale to pokazali, wychodząc z niezwykle trudnej sytuacji i z pewnością nie poddadzą się. My więc musimy zrobić swoje w stu procentach przy każdej piłce, każdej akcji – zakończył siatkarz z Ameryki Południowej.

W niedzielę atmosfera po drugiej stronie siatki będzie zgoła inna – rzeszowianie nie ukrywają zawodu osiągniętymi do tej pory wynikami w finale mistrzostw kraju. W meczach na ich terenie było widać, że z punktu na punkt coraz ciężej im się przeciwstawić bełchatowianom. Jednym z niewielu zawodników, który w każdej sytuacji potrafił pomóc Resovii, był Jochen Schöps – zdobywca 17 punktów dla ekipy z Podkarpacia. Niemiec podkreślił, że drugie spotkanie było w jego ocenie słabsze w wykonaniu przeciwników, ale nawet ich gorsza dyspozycja była wystarczająca do tego, żeby podporządkować sobie gospodarzy. – Myślę, że przeciwnicy zagrali nieco słabiej w polu aniżeli w pierwszym meczu, lecz my nie potrafiliśmy wywrzeć na nich wystarczającej presji zagrywką. Mieliśmy przy tym duże problemy z odbiorem, a jak wiadomo, ciężko jest zdobywać punkty po złym przyjęciu. Przeciwnicy byli o wiele lepsi i zasłużenie wygrali – zaznaczył atakujący. Nie wykluczył on jednak, że rywalizacja w województwie łódzkim może zakończyć się tak, jak półfinałowe batalie z ZAKSĄ. – Jeżeli przestałbym wierzyć, to zostałbym w domu, poszedłbym na basen, odpoczywałbym. Jeśli utracisz wiarę – jest to twój koniec. Teraz będzie liczył się każdy punkt, każdy set. To może zrobić różnicę. Wszystko się może zdarzyć. To jest sport, taka jest siatkówka. Myślę, że nikt z nas się jeszcze nie poddał i mając w pamięci mecze półfinałowe – nikt nie stracił nadziei – zakończył Niemiec.

Podobną opinię ma najskuteczniejszy zawodnik po stronie Resovii, Dawid Konarski.To będzie megaciężkie zadanie, cięższe niż to z Kędzierzynem, ale wszystko jest możliwe. Musimy zagrać odważniej i ryzykować w każdym elemencie, bo przy takiej zagrywce Mariusza Wlazłego, gdy ten zagrywa 120 km na godzinę i robi mało błędów, to naprawdę zostawić tę piłkę nad sobą to już jest wyczyn, a co dopiero myśleć o jakiejś grze kombinacyjnej. Musimy rzucić wszystko, co mamy, każdy musi mieć swój dzień, żeby nawiązać walkę ze Skrą – powiedział atakujący, który w bataliach ze Skrą zapisał na koncie swojej drużyny 28 oczek. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli rzeszowianie liczą jeszcze na to, by odbić się od dna i powstać jak feniks z popiołów, muszą wzmocnić siłę rażenia w polu serwisowym i popracować nad przyjęciem. Nie mogą sobie pozwolić na przestoje w defensywie, które przydarzyły się Paulowi Lotmanowi w pojedynkach z ZAKSĄ czy Nikołajowi Penczewowi w pierwszym pojedynku finałowym. Przede wszystkim jednak muszą zapomnieć o tym, co stało się na ich własnym parkiecie i odzyskać wiarę w to, że rywalizacja jeszcze się nie zakończyła.

Zespół z Rzeszowa pokazał już w tym sezonie, że walczy do końca. Siatkarze udowadniają w tych setach, które wysoko przegrywają, że też mogą je wyciągać, tak jak wczoraj w pierwszym secie, gdzie prowadziliśmy bardzo wysoko – takie słowa z ust Karola Kłosa po drugim pojedynku z Resovią powinny być wystarczającą obietnicą wyrównanych meczów w bełchatowskiej odsłonie walki o złoty medal mistrzostw Polski. Czy tak faktycznie będzie, a może spełnią się słowa siatkarskich ekspertów, którzy uważają, że cuda zdarzają się tylko raz – przekonamy się już w niedzielę. Początek trzeciego pojedynku finałowego w hali „Energia” planowany jest na godzinę 14.45. Ewentualne czwarte spotkanie zostanie rozegrane dzień później, w poniedziałek – tym razem o godzinie 20.00.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved