Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wojciech Włodarczyk: Zrobiliśmy pierwszy krok

Wojciech Włodarczyk: Zrobiliśmy pierwszy krok

fot. Joanna Skólimowska

PGE Skra zrobiła pierwszy krok w stronę mistrzostwa. We wtorkowym meczu bełchatowianie wygrali z Resovią Rzeszów w tie-breaku. - Jeden krzyknął, drugi warknął, trzeci mocno zagrał, a czwarty zablokował - zdradził receptę na wygraną Wojciech Włodarczyk.

Wojtek, wreszcie troszkę pograłeś. W tym czwartym, przegranym secie, w którym wszedłeś, mało brakowało, a zmienilibyście jego przebieg, ale trochę za późno zaczęliście odrabiać straty…

Wojciech Włodarczyk:Tak, wreszcie trochę pograłem. Cieszę się, że postawiłem swoje stopy na boisku w finale – to bardzo fajna sprawa i tak naprawdę mało brakowało, by coś zmienić w tym secie, bo udało nam się odrobić trochę punkcików. Już pojawiły się takie myśli, że może się uda odrobić tę stratę, ponieważ było widać, że w szyki przeciwników też wdarło się trochę niepokoju i już nie byli tak bardzo pewni swoich poczynań. Nam karta się odwróciła i naprawdę bardzo niewiele brakowało, byśmy mogli zwyciężyć w tym secie, albo przynajmniej jeszcze trochę bardziej postraszyć Resovię. Ja cieszę się, że pojawiłem się na tym boisku, dobrze się na nim poczułem i przy okazji dałem też trenerowi troszeczkę spokoju na przyszłość, pokazując, że nie spalę się i może następnym razem da mi jeszcze szansę.

Na boisko nie wchodziłeś w komfortowym momencie. Ciężko było wejść w grę, w sytuację na boisku?



Z jednej strony ciężko, z drugiej strony łatwo. Raczej gdy trener wpuszcza zawodnika rezerwowego przy takim stanie, to nie sądzi, że jeden zawodnik będzie w stanie zmienić bieg seta, zrobić różnicę. Więc trzeba powiedzieć, że nie ma wtedy takiej presji na tym zawodniku. Jeśli jest przewaga np. 20:15 dla zespołu, w którym zachodzi zmiana i trzeba dowieźć tę nadwyżkę do końca, to wydaje mi się, że wtedy ten stres jest troszeczkę większy. Ja do tego tak podchodzę. Dzisiaj naprawdę mało brakowało, a udałoby się nam zrobić w tym secie więcej, ale myślę też, że mógłbym zaliczyć tę zmianę do jeszcze bardziej udanych.

W pierwszych akcjach meczu było widać duże napięcie i nerwowość po obu stronach siatki. To chyba normalne w tej już ostatecznej walce?

Rzeczywiście tak było, ale myślę, że finał rządzi się swoimi prawami i dlatego my i Resovia zaczęliśmy nerwowo. Można było się tego spodziewać, bo raczej tak rozpoczynają się finały. Później, gdy weszliśmy w naszą grę. wydawało się, że mamy wszystko w garści i ten pierwszy set wydawał się wygrany, ale ostatecznie skończyło się inaczej. Całe szczęście, że udało się nam podnieść po takiej przegranej, bo to mogło podłamać drużynę, ale tak się nie stało i udało nam się o tym zapomnieć, choć na początku tej drugiej partii jeszcze było widać po naszej stronie smutne twarze po tym przegranym pierwszym secie. Na szczęście daliśmy sygnał do walki i odbudowaliśmy się.

Co było tym sygnałem?

Na pewno kilka dobrych akcji na początku seta. Dodatkowo jeden krzyknął, drugi warknął, trzeci mocno zagrał, a czwarty zablokował. Ta układanka, ta nasza maszyna zaczęła w końcu fajnie funkcjonować. Obyśmy byli w stanie rozpędzać tę naszą maszynę wcześniej, a nie dopiero w drugim secie.

Pierwszy set wygrany po długiej grze na przewagi, tie-break, emocje. To był wymarzony początek finału?

Oczywiście był to początek finału wymarzony dla kibiców. Nasze apetyty się powiększyły po ostatnich meczach w Jastrzębiu-Zdroju, bo pokazaliśmy w nich naszą najlepszą siatkówkę, na jaką tak naprawdę czekaliśmy od początku sezonu. Wiedzieliśmy jednak, że Resovia jest innym przeciwnikiem niż jastrzębianie – siatkarze z Rzeszowa mają bowiem doświadczenie w graniu w finałach. U nas jest całkiem nowy zespół, tak więc w finałach niewielu z nas grało, może oprócz Mariusza Wlazłego. Ja grałem w finale ligi austriackiej, ale to nie to samo (śmiech). Nie ma co nawet tego porównywać. Dla nas więc też jest to niejako wymarzony początek i oby tak dalej, bo nie przyjechaliśmy do Rzeszowa po jedno zwycięstwo. Przyjechaliśmy grać świetną siatkówkę i oby jak najdłużej udawało się nam ją pokazywać na boisku.

Wygraliście pierwszy mecz, ale rzeszowianie pokazali już w tym sezonie, że potrafią podnieść się z kolan. Nie siedzi wam trochę w głowach ta walka Resovii w półfinale, w której ta wyszła z bardzo trudnej sytuacji?

Ja mam nadzieję, że są to całkowicie dwie różne historie. Idąc tym tropem, to równie dobrze my mogliśmy przegrać dwa mecze w Jastrzębiu-Zdroju i wrócić do siebie na piąty mecz. Wydaje mi się, że żaden z nas o tym nie myśli, a na pewno nie w takiej kategorii, że to i nam może się przydarzyć. Po w półfinale pojawiły się różne sytuacje, które sprawiły, że jego przebieg był taki, a nie inny i dlatego teraz w finale gramy z Resovią a nie z ZAKSĄ. Jednak my wiemy po co przyjechaliśmy teraz do Rzeszowa i chcemy tego dokonać. Zrobiliśmy już pierwszy krok, ale nie zadowalamy się tym i jutro chcemy to powtórzyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved