Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Początek zmagań o złoty medal w Rzeszowie

PlusLiga: Początek zmagań o złoty medal w Rzeszowie

fot. archiwum

Rozpoczyna się rywalizacja o mistrzostwo Polski pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów i PGE Skrą Bełchatów. Ostatni raz oba zespoły na tym etapie spotkały się ze sobą dwa lata temu - zwycięstwo w sezonie 2011/2012 odnieśli siatkarze z Podkarpacia.

Gdy za sprawą zdobycia w 2009 roku srebrnego medalu mistrzostw Polski siatkarze z Rzeszowa po 20 latach przerwy ponownie zawitali do grona najlepszych drużyn w kraju, niewielu ekspertów sądziło, że w tak krótkim czasie uda im się osiągnąć tak dużo. To właśnie drużyna z Podkarpacia przerwała spektakularną passę siedmiokrotnego mistrza Polski, Skry Bełchatów i tym samym na dobre zagościła w czołówce PlusLigi. Wydarzenie to miało miejsce dwa lata temu i od tego czasu rzeszowianie nie wypuścili z rąk najcenniejszego trofeum rozgrywek – w zeszłym sezonie po niezmiernie ciekawej, pięciomeczowej rywalizacji pokonali ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. W tym roku podopieczni Andrzeja Kowala do finału trafili po przegranej z Jastrzębskim Węglem w drugiej rundzie play-off Ligi Mistrzów i porażce w Pucharze Polski. Pierwsze półfinałowe spotkania z kędzierzynianami były dla aktualnych mistrzów kraju wyjątkowo dramatyczne – przegrali dwa mecze na własnym terenie, a poważnej kontuzji doznał kapitan rzeszowian, Olieg Achrem. Było wiadomo, że Białorusin nie wróci do treningów w tym sezonie, a co za tym idzie – jego zespół musi radzić sobie bez niego. Mimo zaistniałej sytuacji, w kolejnych spotkaniach Resovia powstała niczym feniks z popiołów i dwukrotnie pokonała podopiecznych Sebastiana Świderskiego. Ekipa z Podkarpacia wygrała z przeciwnikami nie tylko sercem do gry i wolą walki, ale także dominując w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła – w dwuboju w Kędzierzynie-Koźlu okazała się skuteczniejsza w ataku, zapisała na swoim koncie niemalże dwa razy więcej asów serwisowych i częściej blokowała. Rywalizacja z ZAKSĄ powróciła więc do hali Podpromie, gdzie w piątej odsłonie półfinałowych zmagań drużyna prowadzona przez trenera Kowala ponownie okazała się skuteczniejsza od oponentów – tym razem rzeszowianie wygrali w czterech setach. Mecz ten w pełni pokazał jakimi atutami dysponują wtorkowi gospodarze – nawet jeżeli przegrywają w przyjęciu ze średnio grającymi w obronie kędzierzynianami, to potrafią nadrobić to w ofensywie. W ostatnim pojedynku powtórzył się bowiem scenariusz ze zmagań na Opolszczyźnie -Resovia, grając na 57 procentach skuteczności, górowała nad rywalami na siatce i odnotowała po swojej stronie o cztery bloki więcej niż ZAKSA. Niewątpliwie jednym z głównych sprawców takiego stanu rzeczy był świetnie dysponowany w ostatnim czasie Dawid Konarski, który wypracował 24 oczka dla swojego zespołu, przez co został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu. Jednym z najskuteczniejszych ogniw w ofensywie mistrzów Polski był jednak Paul Lotman – grał z 75 procentową dokładnością. Nie popisał się jednak w przyjęciu, bowiem obok Petera Veresa był najsłabszym zawodnikiem swojej drużyny w tym elemencie. Mimo wszystko Amerykanin jest pełen optymizmu przed nadchodzącymi finałowymi zmaganiami. – Myślę, że zagramy jeszcze lepiej przeciwko Skrze. Mój zespół w rywalizacji z ZAKSĄ pokazał dużą pewność siebie. Mam nadzieję, że w finale pójdziemy w tym samym kierunku i wywalczymy trzecie mistrzostwo Polski – powiedział po piątej batalii z kędzierzynianami. W oczy rzucała się także bardzo dobra dyspozycja Nikołaja Penczewa, który rozegrał chyba swoje najlepsze spotkanie w całym sezonie. Bułgar nie tylko zamieniał w punkty niemalże 2/3 piłek posyłanych do niego przez Lukasa Tichacka, ale także zachował podobną skuteczność, jeżeli chodzi o elementy defensywne. Ponadto w parze z Piotrem Nowakowskim popisywał się również na siatce – obydwaj siatkarze zapisali na koncie swojego zespołu łącznie sześć punktowych bloków. Spotkanie pokazało także niedociągnięcia, z którymi przed finałem będzie musiała poradzić sobie drużyna trenera Kowala – w przyjęciu Krzysztofa Ignaczaka odciąża wspomniany wcześniej Penczew, ale potrzeba jeszcze jednego defensywnego siatkarza, który potrafiłby rozegrać całe spotkanie na równym poziomie. Kimś taki był Achrem, jednak w świetle jego kontuzji szkoleniowiec Resovii będzie musiał postawić na kogoś z pary Veres/Lotman. Ta pozycja wydaje się jedyną niewiadomą, nad którą można by się zastanawiać przed rozpoczynającymi się we wtorek meczami finałowymi. Mając jednak w pamięci euforię, w której znajdują się obecnie rzeszowianie, nie wydaje się, by jakiekolwiek problemy, z którymi przyjdzie się im zmierzyć, były w stanie zgasić ich ducha walki przed nadchodzącymi rozgrywkami. – Dla mnie będzie to pierwszy medal, pierwszy finał w karierze, więc emocje są niesamowite. Nigdy nie czułem się tak jak teraz. Na razie cieszymy się chwilą, bo jak najbardziej mamy do tego prawo, wszyscy w hali, w mieście zasłużyli na to. Wyjść z takiego stanu jaki mieliśmy to chyba naprawdę jest cud. Byliśmy pod wodą, wystawały nam tylko włosy i ktoś w ostatnim momencie nas za nie złapał i wyciągnął. Udało się i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Jestem dumny z wszystkich chłopaków, z całej drużyny i sztabu szkoleniowego – podsumował półfinałowe spotkania rozgrywający Resovii, Fabian Drzyzga.

O drugim finaliście tegorocznych zmagań można by powiedzieć bardzo dużo – najważniejszym pozostanie fakt, że od sezonu 2004/2005 przez siedem lat piastował stanowisko najlepszego zespołu w kraju. Siatkarze z województwa łódzkiego tak bardzo przywykli do wygrywania z każdym przeciwnikiem, że, wedle wspomnień zawodników, paradoksalnie zapomnieli o tym jak smakuje sukces i w jaki sposób można się z niego cieszyć. Zapłacili za to w 2012 roku, kiedy to w walce o kolejne mistrzostwo Asseco Resovia Rzeszów okazała się ich pogromcą. Od tego czasu blask Skry nieco osłabł – włodarze zadecydowali o konieczności przeprowadzenia zmian. Zabrali się za to po ubiegłym sezonie – drużynę opuścili między innymi Dante Boninfante czy Aleksandar Atanasijević, a w wielkim stylu powrócił Stéphane Antiga. Ponadto do ekipy z Bełchatowa dołączyli tacy zawodnicy jak Andrzej Wrona, Samuel Tuia czy też Facundo Conte. Owocem kadrowych roszad było drugie miejsce Skry po rundzie zasadniczej i świetna postawa w fazie play off, choć zdarzały się im także porażki, jak chociażby brak awansu do finału Pucharu Polski i Pucharu CEV. Udało im się jednak zakwalifikować do najlepszej „czwórki” mistrzostw kraju, gdzie w półfinale w trzech meczach pokonali Jastrzębski Węgiel. O ile pierwszy pojedynek tej pary charakteryzował się olbrzymią zaciętością, o tyle kolejne dwa nie były tak wyrównane. Już następne spotkanie w Bełchatowie pokazało, że podopiecznym Lorenzo Bernardiego ciężko gra się pod presją i nie zawsze potrafią znaleźć odpowiedź na dobrą postawę rywali w bloku. Właśnie ten ostatni element okazał się być przysłowiowym „gwoździem do trumny” dla jastrzębian – eliminacja swobody, z jaką zazwyczaj w ofensywie grają jastrzębianie, stanowiła przysłowiową wodę na młyn dla zawodników Miguela Falaski. Było to szczególnie widać w hali w Jastrzębiu-Zdroju, kiedy nie tylko serwis i atak Mariusza Wlazłego odbijały się szerokim echem w szeregach gospodarzy, ale do głosu dochodziła również dobra dyspozycja środkowych Skry. – Zrealizowaliśmy naszą taktykę właściwie w każdym możliwym aspekcie. Planem na ten mecz było „naskoczenie” na Jastrzębski Węgiel – jego zawodnicy są bardzo groźni, szczególnie, kiedy we własnej hali udaje się im narzucić tempo gry. Tym razem ta sztuka im nie wyszła, ponieważ całą drużyną zatrzymaliśmy ich liderów i potem grało nam się dużo łatwiej – powiedział po spotkaniu najskuteczniejszy na swojej pozycji zawodnik bełchatowian, Andrzej Wrona, który w trzecim półfinałowym pojedynku atakował z niemalże 80-procentową dokładnością. Na miano najlepszego zawodnika meczu zasłużył sobie jednak średnio spisujący się przez większą część sezonu Facundo Conte – Argentyńczyk wywalczył dla Skry aż 16 oczek. Dużą zasługę w pokonaniu jastrzębian niewątpliwie miał „mózg” bełchatowian, czyli Nicolás Uriarte, który dwukrotnie został wybrany MVP półfinałowych zmagań. To właśnie dzięki taktycznemu rozegraniu jego koledzy stosunkowo łatwo radzili sobie z blokiem rywali. – Tak naprawdę tę nagrodę mógł dostać każdy z naszej drużyny! Przecież moi koledzy też grali bardzo dobrze, zarówno w meczach w Bełchatowie, jak i w Jastrzębiu-Zdroju. Jeśli chodzi o mnie, to owszem, bardzo się cieszę. Cieszę się, bo wygrywamy, bo jestem w stanie grać dobrą siatkówkę także w tych trudnych czy nerwowych sytuacjach. Jeśli moja gra pomaga drużynie, to świetnie, ale tak jak już powiedziałem – każdy z nas zapracował na to, by zostać wyróżnionym – powiedział po trzecim meczu Uriarte. Jeżeli Skra miałaby przed finałem skupić się na poprawie konkretnych błędów, to na pewno powinna popracować nad dokładnością serwisu – w sumie w półfinałowych pojedynkach z rywalami ze Śląska w tym elemencie oddali przeciwnikom aż 54 punkty. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli chcą powrócić na tron siatkarskiej ekstraklasy, nie mogą stracić uzyskanej przez szybkie wyeliminowanie jastrzębian pewności siebie. Zapewne będą mieli także w pamięci, że po pięciomeczowym boju z ZAKSĄ rzeszowianie przystąpią do finałowych zmagań dużo bardziej zmęczeni od nich, więc dynamiczne rozegranie i duże tempo ataków może zaważyć na zwycięstwie Skry.

W tym sezonie finaliści mistrzostw Polski spotkali się ze sobą dwa razy w rundzie zasadniczej. W pierwszym meczu górą była grająca na własnym parkiecie Skra, która dzięki wysokiemu procentowi skutecznego przyjęcia i lepszej postawie w polu serwisowym, w tie-breaku pokonała Resovię. Zgoła odmienna sytuacja miała miejsce na Podkarpaciu, kiedy to podopieczni trenera Kowala z łatwością podporządkowali sobie bełchatowian, wygrywając w stosunku 3:0. Atut własnego boiska na tym etapie rozgrywek nie powinien mieć jednak żadnego znaczenia – spotkania są naznaczone olbrzymim ładunkiem emocji, które niekiedy decydują o wyniku zmagań. O tym, kto zachowa chłodną głowę i odniesie zwycięstwo w pierwszej odsłonie pojedynku o mistrzostwo kraju, przekonamy się już we wtorek. Początek meczu w rzeszowskiej hali planowany jest na godzinę 18.00. Drugie, środowe spotkanie tej pary rozpocznie się o godzinie 20.00.



 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved