Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Izabela Hohn: Fajnie, że zapisałyśmy się w historii świeckiego klubu

Izabela Hohn: Fajnie, że zapisałyśmy się w historii świeckiego klubu

fot. archiwum

- Naszym zadaniem był awans do I ligi. Bardzo cieszymy się, że je zrealizowałyśmy, bo lepszej nagrody za pracę włożoną w tym sezonie nie mogłyśmy sobie wymarzyć - mówi Izabela Hohn, zawodniczka Jokera Mekro Świecie, beniaminka I ligi.

Sezon 2013/2014 zakończyłyście wisienką na torcie w postaci awansu do I ligi. Dla takich chwil chyba chce się żyć? Bo przecież zadaniem każdego sportowca jest realizowanie wysokich celów i spełnianie swoich marzeń, a wam się to udało.

Izabela Hohn:Racja, każdy sportowiec chce wypaść jak najlepiej w tym, co robi i zwykle wiąże z tym jakiś cel. Naszym cichym zadaniem był awans do I ligi. Bardzo cieszymy się, że je zrealizowałyśmy, bo lepszej nagrody za pracę włożoną w tym sezonie nie mogłyśmy sobie wymarzyć.

Jakie to uczucie tworzyć historię klubu ze Świecia?



Jest to bardzo miłe uczucie. Joker Świecie w tym roku obchodził swoje dziesiąte urodziny. Fajnie, że taki miły prezent sprawiłyśmy sobie, działaczom, sponsorom oraz kibicom i zapisałyśmy się w historii świeckiego klubu.

Ogólnie mówiąc, ten sezon od początku był dla was udany, bowiem w cuglach wygrałyście rywalizację w pierwszej grupie, a rozszerzenie ORLEN Ligi, dzięki któremu pojawiły się dwa wolne miejsca w I lidze, chyba ułatwiło wam zadanie?

Tak, sezon był dla nas udany, ale nie było tak łatwo i przyjemnie, jakby się wydawało. Każdy zespół skupiał się podwójnie na grze z liderem. Młode drużyny, których kilka było w naszej grupie, napsuły nam nie raz krwi i trzeba było wyszarpywać im zwycięstwa na parkiecie. Oczywiście, rozszerzenie ORLEN Ligi i awans dwóch drużyn z każdego półfinału znacznie ułatwiły nam wejście do I ligi, bo nigdy nie wiadomo, jak poszłoby nam w finale. Na tym poziomie były już tylko najlepsze zespoły w swoich grupach i musiałyśmy dać z siebie wszystko, żeby je pokonać.

A był w trakcie rozgrywek jakiś moment zwątpienia? Czy od początku do końca wierzyłyście, że Joker wreszcie dopnie swego i zyska promocję do wyższej klasy rozgrywkowej?

Sezon był długi i, prawdę mówiąc, były w nim chwile zwątpienia. Jednak szybko mijały. Myślę, że kryzysy dotykają każdą drużynę i każdego sportowca, ale trzeba sobie z nimi radzić i wierzyć, że to, co robimy przyniesie, upragniony cel.

Turniej w Łodzi rozpoczęłyście od zwycięstwa nad Pogonią Proszowice. Wprawdzie rywalki nie były jego faworytkami, ale wysoko zawiesiły wam poprzeczkę i dopiero w końcówkach przechylałyście szalę zwycięstwa na swoją korzyść…

Zespół z Proszowic był dla nas największą niewiadomą. Po turnieju mogę powiedzieć, że nie tylko dla nas był dużym znakiem zapytania. Pogoń zaskoczyła wszystkich rywali swoją grą. Wiedziałyśmy tylko, że jest to młoda, ambitna, walcząca drużyna. Był to pierwszy nasz mecz w turnieju, a chciałyśmy go bardzo dobrze zacząć i było to widać na boisku – nerwy, niedokładność i dużą ilość błędów własnych. Z seta na set wszystko zaczęło się normować. Myślę, że naszym atutem w tym meczu było doświadczenie. W najważniejszych chwilach poszczególnych partii to ono przeważyło szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

W kolejnym pojedynku prowadziłyście już z Politechniką 2:1, a jednak to gliwiczanki zeszły z parkietu w glorii sukcesu. Czego wam zabrakło, aby wygrać to spotkanie?

– Tak jak mówiłam już wcześniej, w tym turnieju nie było słabych drużyn. Każdego dnia trzeba było dać z siebie wszystko, aby ograć przeciwnika. Mecz z Politechniką był bardzo wyrównany i jak większość skończył się tie-breakiem. W czwartym secie mogłyśmy wygrać spotkanie, ale nasze błędy i dobra gra Politechniki doprowadziły do piątej odsłony. W piątym secie każdy błąd liczył się podwójnie. Na jego początku gliwiczanki przycisnęły nas, a później trudno było nam już gonić wynik. Zabrakło nam szczęścia w kilku akcjach i sił do końca meczu.

Z kolei w meczu z ŁKS-em trwała prawdziwa huśtawka nastrojów. Świetnie go rozpoczęłyście, ale gospodyniom udało się doprowadzić do tie-breaka. Co zadecydowało o tym, że padł on waszym łupem?

Przed meczem wiedziałyśmy, że do awansu brakuje nam dwóch setów. Chciałyśmy bardzo, żeby były to dwa pierwsze sety meczu i tak się stało. Zrobiłyśmy wszystko, żeby je wygrać. W trzeciej i czwartej partii nie chciałyśmy odpuścić. Jednak tak się stało, że kolejny mecz kończył się piątym setem. Uważam, że myśl o przegranym tie-breaku z gliwiczankami nie pozwoliła nam na przegranie kolejnego pojedynku po pięciu setach.

Teraz czas na zasłużony odpoczynek i delektowanie się sukcesem?

– Zespół wracając z Łodzi, świętował sukces. Wspaniale został przywitany przed własną halą sportową przez sponsorów, burmistrza i bliskich, za co bardzo dziękujemy. A teraz czas na świętowanie wraz z rodzinami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet, II liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved