Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Andrzej Wrona: Żadne podteksty nie są nam potrzebne

Andrzej Wrona: Żadne podteksty nie są nam potrzebne

fot. Joanna Skólimowska

Już we wtorek w boju o złoty medal mistrzostw Polski zmierzą się obrońca tytułu Asseco Resovia Rzeszów z PGE Skrą Bełchatów. - Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa - zaznacza przed finałowymi zmaganiami środkowy bełchatowian, Andrzej Wrona.

W półfinale podopieczni Miguela Falaski zaskakująco łatwo poradzili sobie z trzecią drużyną Europy, Jastrzębskim Węglem. Bełchatowianie najpierw dwukrotnie pokonali zespół Lorenzo Bernardiego u siebie, a następnie w trzech krótkich setach ograli jastrzębian na ich własnym parkiecie. Środkowy Skry Andrzej Wrona pytany o to, czy po zwycięstwach w hali „Energia” pojawiły się myśli o tym, że awans do finału jest na wyciągnięcie ręki, powiedział, że nie dało się grać bez świadomości wielkiej szansy, jaka stała przed jego ekipą. – Przed spotkaniami w Jastrzębiu-Zdroju na pewno mieliśmy większy luz niż rywal, ale mając w pamięci to, co działo się w drugiej półfinałowej parze, wiedzieliśmy, że prowadzenie 2:0 nic nam jeszcze nie gwarantuje. Nawet w momencie, kiedy w trzecim spotkaniu zapisaliśmy na swoim koncie drugiego seta, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to nie jest jeszcze koniec meczu i w tym pojedynku wciąż brakuje nam postawienia przysłowiowej kropki nad „i” – zaznaczył. Zawodnik podkreślił także, że on i jego zespół w stu procentach wykonali przedmeczowe założenia sztabu szkoleniowego i to było kluczem do sukcesu w półfinale. – Bardzo cieszę się z tego, że na początku trzeciego spotkania udało nam się „usiąść” na drużynę Jastrzębskiego Węgla, nie odpuściliśmy i dociągnęliśmy naszą przewagę do końca – oznajmił środkowy. Nic nie umniejszy jednak faktu, że po parze PGE Skra Bełchatów/Jastrzębski Węgiel siatkarscy eksperci spodziewali się bardziej zaciętej rywalizacji i zakończenia zmagań w pięciu spotkaniach. – Wbrew pozorom wcale nie poszło nam łatwo. To były bardzo trudne mecze – a w szczególności ten trzeci, który z boku wydawał się dla nas łatwym. Na końcowym rezultacie zaważyło to, że jako zespół czuliśmy się pewnie i jesteśmy w dobrej formie – dodał. Ostatni pojedynek pary miał wielu bohaterów i tym razem na pierwszym planie nie występował jedynie Mariusz Wlazły, ale także inni zawodnicy. Z bardzo dobrej strony pokazali się środkowi bełchatowskiej ekipy – zarówno Karol Kłos jak i Andrzej Wrona byli wiodącymi postaciami swojej drużyny. Drugi z nich nie tylko dwukrotnie punktowo zablokował przeciwnika, ale również atakował z najwyższą skutecznością w Skrze – oscylującą w granicach 80 procent. – Zrealizowaliśmy naszą taktykę właściwie w każdym możliwym aspekcie. Planem na ten mecz było „naskoczenie” na Jastrzębski Węgiel – oni są bardzo groźni, szczególnie, kiedy we własnej hali udaje się im narzucić tempo gry. Tym razem ta sztuka im nie wyszła, ponieważ całą drużyną zatrzymaliśmy ich liderów i potem grało nam się dużo łatwiej – podsumował siatkarz.

Trzeci pojedynek obu ekip miał miejsce w niedzielę – zwycięska para dopiero w następny czwartek miała poznać swoich finałowych przeciwników. Bełchatowianie nie zaczęli jednak od razu myśleć o ostatnim etapie rywalizacji o najwyższe trofeum rozgrywek siatkarskiej ekstraklasy, bowiem przed tym pozwolili sobie na chwilę relaksu. – Dla mnie jest to pierwszy finał „z boiska” odkąd jestem w PlusLidze, więc na pewno mam powody do świętowania. Podczas mojej bytności w Częstochowie także udało nam się dojść do tego etapu rywalizacji, ale to, co się działo na boisku, obserwowałem raczej z trybun. Cieszę się ogromnie z osiągniętego do tej pory rezultatu i wierzę, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – odparł Wrona. Środkowy zapytany o to, jak osobiście świętował przedłużenie szans swojego zespołu na złoty medal, stwierdził, że zrobił to drużynowo i trochę mniej zdrowo niż zazwyczaj. – Wypiliśmy jakieś tam małe piwo, ale to nie tylko z Karolem Kłosem, a w większym zespołowym gronie. (śmiech) – zaznaczył.

Nadchodzące finałowe zmagania PGE Skry Bełchatów i Asseco Resovii Rzeszów nie będą pozbawione podtekstów – wszakże to właśnie zawodnicy ze stolicy Podkarpacia dwa sezony temu odebrali bełchatowianom szansę na obronę tytułu i zapisanie na swoim koncie ósmego mistrzostwa kraju. Trenujący pod okiem Miguela Falaski środkowy zaprzeczył jednak, że w kwestii ostatecznych rozstrzygnięć ligi można mówić o jakimkolwiek „drugim dnie” rywalizacji. – Myślę, że finał sam w sobie jest już wielką sprawą i znaczącym wydarzeniem, więc żadne podteksty nie są nam potrzebne byśmy dali z siebie wszystko. Niezależnie od tego z kim mielibyśmy zmierzyć się w walce o złoto – do każdego przeciwnika podejdziemy równie skoncentrowani, pewni siebie i świadomi wagi spotkań. Mieliśmy ten komfort, że mogliśmy w czwartek usiąść przed telewizorami i na spokojnie obejrzeć piąty półfinałowy bój Resovii z ZAKSĄ – to dużo nam dało – wyjaśnił zawodnik.



Sama końcówka ligowego sezonu naznaczona jest także przez rozpoczynające się reprezentacyjne zmagania. Nowy trener kadry narodowej Polski i jednocześnie przyjmujący Skry Stephane Antiga powołał do krajowej drużyny aż czterech siatkarzy z Bełchatowa. Andrzej Wrona pytany o to jak w perspektywie otrzymanej szansy reprezentowania Polski zmienia się jego patrzenie na to, co się dzieje na boisku, odparł, że teraz należy skoncentrować się na krótkofalowych celach. – Percepcja tego, co dzieje się w hali nie zmienia się w momencie, gdy jest się powołanym do kadry. Nie myśli się o tym, by zaprezentować się jak najlepiej, bo przed nami Liga Światowa i mistrzostwa świata – dobra postawa jest konsekwencją skupienia się na tym, co tu i teraz. Możliwość reprezentowania barw narodowych to ogromne wyróżnienie, ale przed nami to, na co czekaliśmy przez cały sezon klubowy – wielki finał. Na to rzucam wszystkie siły – zakończył siatkarz.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved