Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Agata Sawicka: Dla mnie to coś niebywałego

Agata Sawicka: Dla mnie to coś niebywałego

fot. Łukasz Krzywański

Siatkarki Chemika Police wygrały pierwszy pojedynek finałowy z wrocławiankami. Nie było to jednak jednostronne spotkanie. - Dla mnie to jest coś niebywałego. - komentowała przebieg spotkania Agata Sawicka.

Na początku spotkania siatkarki obydwu zespołów sprawiały wrażenie, jakby ranga meczu trochę je onieśmielała, przeszkadzała. Czy ty, jako doświadczona zawodniczka, wciąż odczuwasz przed ważnymi potyczkami szczególny rodzaj stresu?

Agata Sawicka: – Tak. Muszę powiedzieć, że ja tak mam od zawsze. Mimo tego, że gram w siatkówkę już tyle lat, w noc przed ważnymi spotkaniami gram podczas snu. Z moim przyszłym mężem śmiejemy się, że go czasami pobije w nocy, bo bronię piłki. Fakt jest taki, że niestety miewam problemy z zaśnięciem, różne myśli przez głowę przechodzą. Jest to niejako związane z zawodem, jaki uprawiam, dlatego nie przejmuję się tym zbytnio. Przywykłam do tego, a następnego dnia na boisku zawsze staram się robić wszystko, by było dobrze i zawsze jeszcze lepiej.

Pomimo że znajdujesz się w świetnej formie i pokazujesz to w każdym meczu, bywasz dla siebie bardzo wymagająca i krytyczna, nawet kiedy odbierasz czy bronisz bardzo dobrze. To taka twoja natura?



– Niestety taka moja natura. Jestem w szoku, że ktoś to w ogóle zauważył, bo zawsze staram się to zachowywać tylko dla siebie. Faktycznie, jestem bardzo krytyczna wobec siebie, bardzo rzadko mówię, że dobrze zagrałam, nawet po meczach, po których jestem chwalona. Od tego mam moich rodziców, ciotkę, brata, przyszłego męża i oczywiście przyszłych teściów (śmiech).

W wielu meczach całego sezonu bardzo często wyręczasz rozgrywającą w sytuacyjnych akcjach waszego zespołu. Czy ten element jest przez was szczególnie trenowany czy przygotowywany?

– Zdecydowanie tak. Jak broni rozgrywająca, to tak naprawdę powinnam wystawiać ja, chyba że piłka jest w zasięgu blokującej przy siatce, wówczas to ona wystawia. Pozostałe piłki należą do mnie. Dzisiaj gratulacje należą się Mai (Ognjenović), bo naprawdę fajnie obroniła kilka trudnych piłek, a i końcówka za sprawą jej zagrywki była świetna.

W trzecim secie dzisiejszego meczu było trochę nerwówki. Czy można zaryzykować twierdzenie, że to bardziej Impel przegrał tę partię, aniżeli wy wygrałyście?

– Dla mnie to jest coś niebywałego. Siatkówka jest niesamowita pod tym względem. Przegrywać pięcioma czy sześcioma punktami i ostatecznie wygrać… Bardzo dużo się na to złożyło. Impel faktycznie popełnił sporo błędów w tym secie, a nam się trochę poszczęściło. Później parę piłek podbiłyśmy, Maja poszła na zagrywkę i było super. Dla nas to wielkie szczęście wygrać w takich okolicznościach.

To jakie plany macie na jutro?

– Obojętnie jak się mecz potoczy, najważniejsze, żeby wygrać.

Jak ogracie Impel drugi raz, do Wrocławia pojedziecie chyba z większym luzem?

– Właśnie myślę, że nie. Może być tak, że będziemy jeszcze bardziej zdeterminowane, bo wiemy, że we Wrocławiu nie gra się łatwo. Jest tam duża hala, nasza jest dużo mniejsza. Na pewno jednak, bez względu na wszystko, zrobimy, co w naszej mocy, by pojechać do Wrocławia po trzecią wygraną.

Atmosfera na meczu była dość wyjątkowa. Na wielu wcześniejszych spotkaniach w Policach bywało kameralnie. Dziś, również dzięki głośnemu dopingowi kibiców gości, na trybunach było ciekawie. To pomaga?

– No pewnie, że tak. To są przecież finały ORLEN Ligi i nie mogłoby być inaczej. Dziękuję wszystkim kibicom i mam nadzieję, że jutro będzie ich jeszcze więcej mimo poniedziałku i późnej pory. Polecam L4 (śmiech)… Żartuję oczywiście, ale mam nadzieję, że fani będą nas wspierać, jak nie na żywo w hali, to przed telewizorami…

źródło: ligowiec.net

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved