Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Peter Veres: Czeka nas wisienka na torcie

Peter Veres: Czeka nas wisienka na torcie

fot. Joanna Skólimowska

- Ważne jest to, jak oczyścisz się po meczu, czy będziesz w stanie popełnić mniej błędów niż rywal. Zmęczenie nie ma już tak dużego znaczenia, bo wszyscy mamy te mecze w kościach - podsumował dotychczasowe mecze z ZAKSĄ Peter Veres.

W meczach pomiędzy ZAKSĄ a Resovią jedno jest pewne – atut własnego boiska kompletnie nic nie znaczy. Patrząc na to, że w waszej rywalizacji zawsze wygrywali goście, można przypuszczać, że na Podpromiu lepsza okaże się ZAKSA.

Peter Veres: – W Rzeszowie nikomu nie będzie łatwo. Jestem o tym przekonany, ponieważ ZAKSA na pewno przyjedzie do naszej hali naładowana emocjami i zagra z pełną agresją, a przede wszystkim będzie trochę wypoczęta. Nie wiem do końca, dlaczego na poszczególnych pozycjach nastąpiły aż takie roszady. Na libero zagrał jeden z ich lepszych atakujących i to było dobre dla nas. ZAKSA popełniła w tym meczu bardzo dużo błędów i wydaje mi się, że to był klucz do odniesienia zwycięstwa w drugim spotkaniu.

O ile piątkowy mecz był zdecydowanie spotkaniem atakujących, o tyle mecz w sobotę był bardziej „wyważony” i punkty rozkładały się na wielu zawodników. Swojego dnia nie miał Dominik Witczak i to chyba też trochę wam pomogło.



– Kiedy grasz przeciwko zespołowi, który zdobył Puchar Polski, który gra bardzo dobrą siatkówkę, nigdy wszystko nie zależy tylko od jednej osoby. Ważne jest to, jak oczyścisz się po meczu dzień wcześniej, czy będziesz w stanie popełnić mniej błędów niż rywal. Dyspozycja fizyczna i zmęczenie na tym etapie nie ma już tak dużego znaczenia, bo wszyscy jesteśmy zmęczeni sezonem, oba zespoły mają te mecze w kościach. Tak musi być, jeśli chcesz być na topie. Kolejnymi ważnymi rzeczami jest odpowiednie opracowanie taktyki oraz jej wykorzystanie wraz z umiejętnościami technicznymi każdego z zawodników. Chciałem podziękować i pogratulować mojej drużynie, że udało się pokazać to wszystko na boisku, bo praktycznie każdy, kto się pojawił na parkiecie, pokazał się z dobrej strony i walczył do końca o każdy punkt. Teraz czeka nas wisienka na torcie, czyli piąty mecz w Rzeszowie. Przegrywając 0:2 i grając mecze tutaj, nikt już chyba w nas nie wierzył, ale piątkowym spotkaniem odbudowaliśmy swoją pewność siebie. Wydaje mi się, że drugi mecz w Kędzierzynie-Koźlu był łatwiejszy niż ten pierwszy. Kończąc – musimy jak najszybciej o tym zapomnieć, trochę odpocząć i zacząć się koncentrować na piątym spotkaniu, w którym na pewno pomogą nam niesamowici rzeszowscy kibice.

W sobotnim meczu obaj rozgrywający Resovii dosyć dużo piłek kierowali do środkowych, w szczególności do Łukasza Perłowskiego. To była skuteczna broń na kędzierzynian. Taka była taktyka, czy wszystko zrodziło się w trakcie spotkania?

– Dobra gra środkowych była naszym atutem, ale przede wszystkim musimy podziękować ZAKSIE za tak dużą ilość błędów własnych. Początek spotkania ZAKSA miała niezły, ale w ostatnich dwóch setach oddała nam bardzo dużo punktów za darmo i tym samym ułatwiła nam zadanie. Jeśli chodzi o środkowych, to muszę powiedzieć, że ich częste wykorzystanie było naprawdę bardzo dobrym pomysłem. W piątek większość piłek było kierowanych do atakującego albo do strefy czwartej. Jeśli dobrze pamiętam, to Dawid Konarski otrzymał około 50 piłek, a jego vis-a-vis chyba o 10 więcej. Gra przez środek była dobrym wyborem, bo ZAKSA często nie potrafiła wywnioskować, kto będzie atakował i to przynosiło nam cenne punkty.

Masz bardzo bogatą karierę siatkarską za sobą, ale to jest twój pierwszy sezon w Polsce, w Rzeszowie. Trafiłeś do klubu, w którym na każdym z zawodników ciąży duża presja przed każdym meczem. Jak się z tym czujesz, mając przed sobą piąte spotkanie przed własną publicznością?

Przede wszystkim to jest mój pierwszy sezon, w którym gram przed tak liczną publicznością. Wydaje mi się, że nigdzie na świecie do hal na mecze siatkówki nie przychodzi aż tak wiele osób. Moje gratulacje z tego powodu, oby to trwało u was jak najdłużej. Wracając do tematu, nie mogę być tutaj do końca sobą, bo trochę ciężko jest stworzyć z rozgrywającymi taką nić połączenia i zrozumienia, jak było to w moich wcześniejszych klubach. Przez całe rozgrywki ligowe obaj rozgrywający grają mniej więcej równo, po 50 procent spotkań, a trzeba powiedzieć, że ich charakterystyka jest zupełnie inna. My, jako atakujący, jesteśmy zależni od rozgrywających i to wcale nie jest takie łatwe zadanie. Dla Fabiana jest to pierwsze doświadczenie z grą o medale PlusLigi, natomiast Lukas gra już chyba siódmy rok z rzędu w najlepszej czwórce. Na przestrzeni sezonu było tak, że jeden z rozgrywających grał nieco lepiej, później nieco gorzej, następnie była zmiana zawodnika na tej pozycji i trzeba było szybko się dopasować. Na mnie, jak i na innych zawodnikach ciąży ogromna presja, ponieważ Resovia w ostatnich dwóch latach zdobywała mistrzostwo. Wszyscy oczekują od zespołu i ode mnie kolejnego sukcesu. Wszyscy liczą na mnie, że będę grał zawsze najlepiej ze względu na moje nazwisko czy karierę, którą mam za sobą. Przepraszam wszystkich za te ostatnie dwa mecze, w których nie pokazałem tego, co naprawdę potrafię. Dla mnie to też jest trudne i dziwne, bo przez te wszystkie lata właśnie atak był moim najmocniejszym punktem. Teraz nie ma już jednak czasu na poprawianie zbyt wielu rzeczy, bo kolejny mecz tuż tuż. Porozmawiamy pewnie w szatni i na treningach, postaramy się pewne rzeczy poprawić i zagrać lepiej następnym razem.

Przez cały sezon dostajesz od rozgrywających niezwykle szybkie i płaskie piłki w ataku. Wszyscy wiedzą, że właśnie takie piłki lubisz i takich rozegrań oczekujesz. Może nie jestem siatkarskim ekspertem, ale wydaje mi się, że to bardzo ryzykowne zagrania, które czasami nie przynoszą tak wielu punktów, jak można byłoby się spodziewać.

– Oczywiście zgodzę się, że jest to bardzo trudna piłka do zaatakowania. Jeśli jednak otrzymasz ją w odpowiednim tempie i na odpowiedniej wysokości przy dobrym zrozumieniu z rozgrywającym, to przynosi to dobre efekty. Takie zgranie wymaga czasu, tego nie da się ukryć. Z poprzednimi rozgrywającymi także miałem z tym problemy, bo to są bardzo specyficzne piłki. To jest trudne dla rozgrywającego i dla mnie, ale jest też niezwykle trudne dla bloku rywali. Jeśli ma się dobre przyjęcie, niekoniecznie idealne, ale w okolicach trzeciego metra, to takie przyspieszone piłki posyłane na skrzydło stwarzają wielkie problemy środkowym, a atakujący powinien mierzyć się z pojedynczym blokiem. ZAKSA przygotowała dobrą taktykę na mnie, często miałem przed sobą dwublok i byłem tym bardzo zaskoczony (śmiech). Cóż mogę więcej powiedzieć – brawo dla bloku rywali.

Odrywając się od tematu półfinałów pomiędzy ZAKSĄ i Resovią, przenieśmy się do rywalizacji bełchatowsko-jastrzębskiej. Jak myślisz, która z tych dwóch drużyn awansuje do finału?

– Na ten moment ciężko powiedzieć coś innego niż to, że faworytem jest Skra. Wydaje mi się, że aktualnie są w lepszej formie. Może dla Jastrzębskiego Węgla brązowy medal Ligi Mistrzów to już wystarczający sukces? Nie wiem, może się mylę. Skra będzie chciała pokazać, że po dwóch latach, w których najlepsza była Resovia, ona znów może być na topie. Po kilku tytułach z rzędu, które bełchatowianie zdobyli kilka lat temu, znów chcą wrócić na tron. Tak więc według mnie faworytem jest Skra.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved