Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga kobiet > W Łodzi i Gorlicach osiem drużyn zagra o awans do I ligi kobiet

W Łodzi i Gorlicach osiem drużyn zagra o awans do I ligi kobiet

fot. archiwum

Od jutra do niedzieli w Łodzi oraz w Gorlicach odbędą się dwa turnieje finałowe II ligi kobiet. Weźmie w nich udział osiem zespołów, a po dwa najlepsze w każdym turnieju wywalczą promocję do wyższej klasy rozgrywkowej.

W tym sezonie minimum cztery zespoły wywalczą awans do I ligi. Wszystko przez reformę ORLEN Ligi, która od następnych rozgrywek zostanie poszerzona i zamknięta. Taki ruch spowodował, że na jej zapleczu będą dwa dodatkowe miejsca, które zajmą drugoligowe zespoły. Stąd Polski Związek Piłki Siatkowej zrezygnował z przeprowadzenia turniejów półfinałowych II ligi. Po pierwszej rundzie play-off po dwie najlepsze drużyny z każdej z czterech grup od razu zagrają o przepustki do gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Awans do niej wywalczą po dwie najlepsze drużyny w obu turniejach, zaś ekipy, które zajmą trzecie miejsce rozegrają baraż z dziewiątym zespołem I ligi.

Gospodarzem pierwszego turnieju finałowego będzie ŁKS Commercecon Łódź, który o prawo rywalizacji w I lidze w następnym sezonie zagra z Jokerem Mekro Świecie, AZS-em Politechnika Śląska Gliwice oraz Pogonią Proszowice. Łodzianki dotychczas walczyły w grupie trzeciej. W rundzie zasadniczej zajęły drugie miejsce, ale w play-off rozegrały cztery pasjonujące pojedynki z Energetykiem Poznań. Wydawało się nawet, że początkowo w lepszej sytuacji są siatkarki z Wielkopolski, które wygrały jeden mecz na wyjeździe, jednak u siebie dwukrotnie poległy po tie-breaku, przez co to ŁKS został w grze o awans. Teraz ma doskonałą okazję, by go wywalczyć, tym bardziej że zaprezentuje się przed własną publicznością. – Od momentu, gdy w listopadzie przenieśliśmy się do hali MOSiR-u, przegraliśmy tu tylko jedno spotkanie z Energetykiem Poznań w play-off. Wszystkie pozostałe mecze udało nam się wygrać. Dlatego też sądzę, że hala będzie naszym atutem. Trzeba jednak pamiętać, że hala nie wygra za nas tego turnieju. Na boisku to my będziemy musieli udowodnić swoją wyższość – podkreślił szkoleniowiec łodzianek, Michał Cichy.

Spore ambicje mają także zawodniczki AZS-u Politechnika Śląska Gliwice. Do tej pory akademiczki rywalizowały w drugiej grupie. W rundzie zasadniczej okazały się najlepsze, ale po piętach deptały im zespoły z Opola oraz Pszczyny. W play-off siatkarki Politechniki nieco męczyły się z Sokołem 43 Katowice, ale po czterech spotkaniach wykazały nad nim wyższość. Zatem otworzyła się przed nimi szansa na awans do I ligi. Gliwiczanki wierzą, że są w stanie zrealizować to zadanie, ale z ostrożnością podchodzą do turnieju finałowego. – W kwestii indywidualności zawodniczek bezapelacyjnie awans jest w naszym zasięgu. Niestety, nie tylko to decyduje o zwycięstwie. Ostatni turniej zweryfikuje, co udało nam się wypracować przez cały sezon – powiedziała Natalia Perlińska, środkowa gliwickiego zespołu.

Chrapkę na wejście do grona pierwszoligowców ma także Joker Mekro Świecie. Siatkarki z województwa kujawsko-pomorskiego od kilku lat bezskutecznie starają się o awans do I ligi. Wydaje się, że obecnie dysponują na tyle solidnym składem, by zrealizować ten cel. Podopieczne trenera Nadolnego w rundzie zasadniczej okazały się najlepsze w pierwszej grupie, tracąc zaledwie pięć punktów. Z jeszcze lepszej strony pokazały się w play-off, w którym odprawiły z kwitkiem Pałac II Bydgoszcz. W trzech meczach nie oddały rywalkom nawet seta, a tylko w jednej partii pozwoliły im przekroczyć barierę 20 oczek. W okresie poprzedzającym grę w turnieju finałowym świecianki rozegrały kilka sparingów z pierwszoligowcami z Torunia i Murowanej Gośliny, w których pokazały się z dobrej strony. Mimo że kilka zawodniczek nie uniknęło infekcji i przeziębień, to do Łodzi Joker pojechał w bojowych nastrojach. – Od kilku lat staramy się o awans do I ligi. Teraz jest ku temu okazja. Nie jesteśmy faworytem turnieju, ale uważam, że w końcu nadszedł czas, abyśmy zrobili kolejny krok do przodu – powiedział Andrzej Nadolny. – Dla naszej lokalnej społeczności gra siatkarek w I lidze byłaby dużym wydarzeniem. To chyba takie maksimum, na które stać nasze środowisko – dodał trener świecianek.



Najmniejsze szanse na podbicie Łodzi daje się siatkarkom Pogoni Proszowice, dla której już sam awans do turnieju finałowego jest olbrzymim sukcesem. W rundzie zasadniczej podopieczne trenera Pomykalskiego uplasowały się dopiero na trzeciej pozycji, ale w play-off uporały się z Tomasovią Tomaszów Lubelski. W trzech pojedynkach oddały przeciwniczkom tylko dwa sety i stosunkowo pewnie wyeliminowały je z dalszej rywalizacji. Teraz proszowianki będą miały okazję zmierzyć się z czołowymi ekipami innych grup. Nie ciąży na nich żadna presja, więc w Łodzi mogą zagrać na luzie i spróbować pokusić się o jakąś niespodziankę. – W tym roku nasza grupa nie była zbyt silna, dlatego też doszliśmy tak daleko. Jest to dla nas spory sukces. Nie zdobyliśmy jeszcze wyższego miejsca w II lidze – powiedział Dariusz Pomykalski. – Potraktujemy ten turniej jako sympatyczną wycieczkę i możliwość pogrania z innymi zespołami niż z tymi, z którymi ciągle gramy – dodał.

Drugi turniej finałowy odbędzie się w Gorlicach, gdzie o awans do I ligi zagra miejscowy Ekstrim, Nike Węgrów, PLKS Pszczyna oraz Chemik II Police. Wydaje się, że faworytem tych zmagań będą podopieczne trenera Kupisza, które od początku sezonu stawiane są w gronie kandydatów do gry w I lidze. W Nike jest sporo doświadczonych zawodniczek, które mogą przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. – Dziewczyny dzięki swojemu doświadczeniu potrafią zachować zimną krew i być opanowane w trudnych momentach. Odporność na stres i świeży umysł w kryzysowych sytuacjach mogą być naszym dużym atutem – podkreśliła libero mazowieckiego zespołu, Paulina Snopkiewicz. Węgrowianki rundę zasadniczą zakończyły na pierwszym miejscu w trzeciej grupie. W play-off zmierzyły się z MOSiR-em Nowy Dwór Mazowiecki. W trzech spotkaniach nie pozostawiły złudzeń przeciwniczkom, kto jest lepszym zespołem. Zwycięstwa po 3:0 zapewniły im udział w ostatecznej rozgrywce o prawo gry w wyższej klasie rozgrywkowej.

O sukcesie marzą również zawodniczki Ekstrimu Gorlice, które przed rozpoczęciem sezonu nie były zaliczane do grona faworytek. Jednak trenerowi Silczukowi udało się zbudować ciekawą drużynę, która wygrała rundę zasadniczą w czwartej grupie. W play-off przytrafiło się jej jedno potknięcie z Bronowianką Kraków, ale w trzech pozostałych pojedynkach okazała się lepsza od tego rywala. Teraz ma możliwość zrobienia kolejnego kroku i sprawienia miłej niespodzianki swoim licznym sympatykom. – Udało nam się zorganizować turniej finałowy. Jest to dla nas spory sukces i dobra promocja dla Gorlic. Własna hala na pewno będzie naszym atutem, podobnie jak kibice. Na nasze mecze przychodzi bardzo dużo ludzi. Nawet będziemy jeszcze dostawiać dodatkowe krzesełka, aby więcej kibiców mogło obejrzeć poszczególne spotkania – powiedział Marek Wójtowicz. Jak tworzyliśmy drużynę, to nie myśleliśmy o awansie do I ligi. Chcieliśmy po prostu złożyć fajny zespół, który powalczy o czołową czwórkę. Udało się zrealizować to zadanie z nawiązką, więc nie ciąży na nas żadna presja. Jak uda nam się wywalczyć awans, to będzie super – dodał prezes gorlickiego klubu.

Teoretycznie nieco mniej argumentów na zawojowanie Gorlic mają dwa pozostałe zespoły. Ale tak naprawdę przed rozpoczęciem zmagań każda drużyna ma po 25 procent szans na uplasowanie się w czołowej dwójce na koniec rywalizacji. Pszczynianki do tej pory walczyły w grupie drugiej. Wprawdzie w rundzie zasadniczej zajęły dopiero trzecie miejsce, ale w play-off zdołały wykazać wyższość nad SMS-em LO2 Opole. Kluczem do ogrania młodych opolanek był jeden triumf na ich parkiecie. We własnej hali zawodniczki PLKS-u nie miały już większych problemów z ograniem przeciwniczek, co zaowocowało możliwością występu w turnieju w Gorlicach.

Do faworytek nie są również zaliczane policzanki, które w pierwszej grupie uplasowały się na drugiej pozycji w rundzie zasadniczej. W kolejnym etapie zmagań mierzyły się z Wybrzeżem APS Rumia. Wprawdzie rumianki stosunkowo wysoko zawiesiły im poprzeczkę, bowiem aż dwa z trzech meczów kończyły się po tie-breaku, ale ekipie z Pomorza nie udało się odnieść ani jednego zwycięstwa. Przed turniejem finałowym w szeregach Chemika pojawiło się kilka urazów, ale wszystkie zawodniczki powinny być do dyspozycji trenera w najbliższy weekend. Mimo drobnych perturbacji zachodniopomorski zespół zapowiada walkę o każdą piłkę. – Nie położymy się przed pozostałymi zespołami. Jak będzie walka, to może z niej zrodzić się coś pozytywnego. Poza tym trzeba pamiętać, że to będzie turniej. Jeden zespół może mieć jednego dnia słabszy moment, a drugi może to wykorzystać. Już widziałem takie przypadki, w których drużyna wygrywała jeden mecz w turnieju i awansowała dalej, mimo tego, że miała na swoim koncie dwie porażki – powiedział Zdzisław Gogol. Na takich turniejach każdy pojedynek gra się o wielką stawkę. W każdym spotkaniu jest duża presja, a czasami ona zabija niektóre zespoły – dodał szkoleniowiec policzanek.

W ciągu trzech najbliższych dni okaże się, które zespoły przygotowały najlepszą formę i najlepiej poradziły sobie z presją. Czy będą to faworyci? Czy gospodarze turniejów wykorzystają atut własnego parkietu? A może pojawi się jakiś czarny koń?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
II liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved