Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Czy kędzierzynianie przypieczętują awans już w piątek?

PlusLiga: Czy kędzierzynianie przypieczętują awans już w piątek?

fot. archiwum

Gracze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle są o krok od wejścia do finału PlusLigi. Dwa zwycięstwa w Rzeszowie z mistrzem Polski dały zespołowi Sebastiana Świderskiego idealną pozycję wyjściową przed meczami w hali Azoty. A czy wykorzystają tę sytuację?

Siatkarze z Kędzierzyna-Koźla mają za sobą bardzo dziwny sezon. Podopieczni trenera Sebastiana Świderskiego dosyć dobrze zaczęli ligowe i pucharowe rozgrywki, jednak wraz z biegiem czasu ich dyspozycja stawała się coraz bardziej niepewna i niestabilna. Pierwszym rozczarowaniem było odpadnięcie z rozgrywek Ligi Mistrzów i brak kwalifikacji chociażby do Pucharu CEV. Po tej „”wpadce” przyszedł słabszy czas na krajowym podwórku. Na przełomie stycznia i lutego ZAKSA przegrała z Transferem, Skrą i Effectorem i po raz pierwszy pojawiły się pytania, czy ten zespół stać na osiągnięcie w tym sezonie jakiegokolwiek sukcesu. Przełom w grze wicemistrzów Polski przyszedł w marcu, gdy rozpoczął się kędzierzyńsko-olsztyński maraton meczowy i wielkimi krokami zbliżał się finał Pucharu Polski. To właśnie turniej rozgrywany w Zielonej Górze był momentem przełomowym. Udana obrona tego trofeum potwierdziła, że z ZAKSĄ w tym sezonie trzeba się jeszcze będzie liczyć.

Nieco inaczej wyglądał sezon w wykonaniu Asseco Resovii, która od początku rozgrywek ligowych prezentowała mniej więcej podobny poziom. Oczywiście rzeszowianie nie uniknęli wpadek. Jedną z nich była porażka 1:3 w Warszawie z miejscową Politechniką, jednak w ogólnym ligowym rozrachunku ekipa trenera Andrzeja Kowala się obroniła i zajęła pierwszą lokatę. W europejskich pucharach mistrzom Polski, nie bez problemów, udało się wyjść z grupy i plan zawojowania kontynentu można było dalej kontynuować. O ile pierwsza faza play-off poszła im dosyć gładko, o tyle zaporą nie do przejścia okazał się zespół Jastrzębskiego Węgla i rzeszowianie musieli po raz kolejny obejść się smakiem rywalizacji w Final Four. Drugim gwoździem do trumny Resovii była porażka w półfinale krajowego pucharu, gdzie drzwi po raz drugi zamknął jej zespół z Jastrzębia-Zdroju. Tak więc krajowe rozgrywki to ostatni front, na którym rzeszowianie mogą jeszcze coś ugrać.

Pierwsze spotkania Resovii i ZAKSY były prawdziwą gratką dla wszystkich fanów siatkówki. Było w nich wszystko – kunsztowne zagrania, nieustępliwa walka, popis siatkarskich indywidualności, a także trochę mniej pozytywny akcent związany z urazem Oliega Achrema, który od siatkówki będzie musiał odpocząć nawet 6 miesięcy. W boiskowej wymianie ciosów dwukrotnie lepsi okazali się siatkarze z Kędzierzyna-Koźla, którzy potrzebowali dziesięciu setów, by z Rzeszowa wywieźć dwa niezwykle cenne i być może kluczowe dla losów dalszej rywalizacji zwycięstwa. – Jesteśmy na dobrej drodze do awansu. To Resovia musi się teraz martwić i głowić, jak wyrównać stan rywalizacji. My myślimy o tym, żeby dobrze odpocząć po dwóch ciężkich spotkaniach w Rzeszowie – mówił Strefie Siatkówki po drugim spotkaniu środkowy ZAKSY, Marcin Możdżonek. Dwa niekorzystne wyniki uzyskane na własnym boisku stawiają Resovię w bardzo trudnej sytuacji przed jednym lub dwoma meczami w hali Azoty. – Jesteśmy pod ścianą, bo w Kędzierzynie-Koźlu nie możemy zrobić kroku wstecz. Trzeba być dobrej myśli i walczyć do końca, bo nie jest powiedziane, że skoro kędzierzynianie wygrali u nas dwa razy po tie-breaku, to my nie możemy tam wygrać chociażby w takim samym stosunku. Każdy z nas wierzy, że jeszcze możemy pokonać ZAKSĘ – tłumaczył Dawid Konarski.



W meczach w Rzeszowie z bardzo dobrej strony pokazał się Michał Ruciak, który wreszcie pokazał, że potrafi być liderem kędzierzynian. Reprezentant Polski był dosyć pewnym punktem w przyjęciu, a najwięcej szkody rzeszowianom zrobił zza linii dziewiątego metra. W hali Azoty z jego strony również będzie płynęło wielkie niebezpieczeństwo. Na ciepłe słowa zasłużył także mózg ZAKSY, Paweł Zagumny, który błyszczał jak za dawnych lat. Popularny „Guma” nie ustrzegł się błędów, jednak wielokrotnie rozgrywał piłki w kompletnie nieczytelny dla bloku sposób. Wiele dobrego można także powiedzieć o Dominiku Witczaku, który w ostatnich tygodniach znajduje się w wyśmienitej dyspozycji. Formę atakującego ZAKSY docenił także duet Antiga-Blain, powołując go do szerokiej reprezentacji Polski. W szeregach rzeszowian niekwestionowanym liderem był Olieg Achrem, który decydował o obliczu mistrzów Polski do momentu kontuzji. Jego brak wyraźnie odbił się na grze całego zespołu z Rzeszowa, któremu momentami brakowało potężnych i czasami nieco szalonych ataków Białorusina. Nieco poniżej oczekiwań zagrała para atakujących Resovii. W pierwszym spotkaniu dosyć dobrze prezentował się Jochen Schoeps, jednak w drugim Niemiec zaprezentował się dużo słabiej. Furory nie zrobił także Dawid Konarski, od którego oczekiwano nieco więcej.

– My nie jesteśmy jeszcze w finale. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale wciąż jest jeszcze jeden krok do zrobienia – przypominał libero wicemistrzów Polski, Piotr Gacek. Mimo prowadzenia 2:0 i dwóch spotkań u siebie mało kto jest w stanie już teraz powiedzieć, że ZAKSA ma pewne miejsce w finale. Siatkarska historia zna już przypadki, w których dochodziło do odwrócenia rywalizacji o 180 stopni. Wystarczy przypomnieć rywalizację obu zespołów z sezonu 2009/2010, kiedy to ZAKSA prowadziła 2:0, a w trzecim meczu w Rzeszowie także 2:0 w setach i ostatecznie przegrała w tie-breaku, a cała rywalizacja zamknęła się w pięciu spotkaniach i brązowe medale zawisły na szyjach siatkarzy z Podkarpacia. Czy i tym razem historia się powtórzy?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved