Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Maciej Pawliński: Piąte miejsce jest realne

Maciej Pawliński: Piąte miejsce jest realne

fot. Joanna Skólimowska

AZS Politechnikę Warszawską czekają teraz mecze o miejsca 5-8. O rywalizacji w play-off, o tym jak się gra w Warszawie, o początkach przygody z siatkówką i dlaczego tak często wybierano go kapitanem Strefa Siatkówki rozmawia z Maciejem Pawlińskim.

Zacznijmy może od meczów fazy play-off ze Skrą Bełchatów. W trzech spotkaniach wygraliście dwa sety. Dało się ze Skrą powalczyć o coś więcej?

Maciej Pawliński: Trochę by się dało, nawet nie graliśmy źle momentami, zabrakło jednak równej gry, bo naprawdę momentami wchodziliśmy na fajny pułap, graliśmy nieźle, ale przydarzały się nam dziwne przestoje, chwilowo nam w ogóle gra padała i dlatego tak to wyglądało. Myślę, że jeden mecz był w naszym zasięgu, na pewno ciężko by było wygrać z nimi trzy spotkania, wiadomo, to jest bardzo dobry zespół.

Już nawet w tym waszym ostatnim meczu wasza gra dobrze wyglądała, chyba te dwa tygodnie przerwy wam pomogły?



– Trochę tak, ale nawet przed tą przerwą, w Bełchatowie, to nie najgorzej wyglądało. W tym drugim meczu to trochę gorzej, ale w tym pierwszym walczyliśmy równo i naprawdę nam niedużo brakowało, żeby coś ugrać, no ale tak się zawsze mówi, że niedużo, a niestety przegraliśmy.

– Zabrakło nam umiejętności, rywale lepsi byli w każdym elemencie, nie grali może nie wiadomo jakiej siatkówki, ale lepiej grali na zagrywce, spokojnie w ataku i to wystarczyło na nas.

Teraz zostaje wam walka o piąte miejsce. Jest możliwe twoim zdaniem, żebyście to piąte miejsce zajęli?

– Jest to możliwe. Będziemy teraz rywalizować z Radomiem w pierwszym etapie, myślę, że jest jak najbardziej możliwe z nimi wygrać, mimo że oni ograli nas dwa razy i byli wyżej od nas w tabeli, ale są w naszym zasięgu, żeby z nimi rywalizować i sportowo wygrać. Potem następny zespół, czy to będą Kielce, czy Olsztyn, to tak samo z jedną i z drugą drużyną już wygrywaliśmy w tym sezonie, więc jest to realne.

Jest wprawdzie za wcześnie na podsumowanie sezonu, ale gdybyś miał wybrać jeden najlepszy mecz, który rozegraliście w tym roku, to który byś wybrał?

– Chyba najlepszy to zagraliśmy jednak z Resovią Rzeszów, naprawdę wtedy zagraliśmy niezłe spotkanie, zdobyliśmy dwadzieścia kilka punktów blokiem – to już jest coś. To było takie spotkanie, w którym wszyscy grali na boisku bardzo dobrze, nie było tak, że jedna osoba „krwawiła”, tylko naprawdę wszyscy trafili z formą i zagraliśmy super. Z AZS-em Olsztyn u siebie też był bardzo dobry mecz, z zespołem z Gdańska, było parę takich meczów, w których naprawdę nieźle się prezentowaliśmy, ale ten z Rzeszowem wydaje mi się, że był najlepszy.

To siódme miejsce po rundzie zasadniczej jest jakimś zaskoczeniem dla ciebie? Jakub Bednaruk powiedział, że jego zdaniem to mistrzostwo świata, biorąc pod uwagę te wszystkie uwarunkowania, zgodzisz się z tym?

– Nie zgodzę się z tym w ogóle.

Od początku uważałeś, że w tym składzie i w tych uwarunkowaniach jesteście w stanie sobie ten play-off zapewnić?

– Od początku tak uważałem, stawka była bardzo wyrównana. Wyrównany był poziom drużyn, które walczyły o ósemkę, o czym świadczy fakt, że Bydgoszcz czy Gdańsk nie znalazły się w tym gronie. Ja wierzyłem od razu od początku, że nam się uda tę ósemkę ugrać i dla mnie to nie jest mistrzostwo świata, dla mnie to jest to osiągnięcie naszego celu, którym było właśnie znaleźć się w play-off.

Przychodząc do Politechniki dwa lata temu, spodziewałeś się, że to będzie tak wyglądać? W zeszłym sezonie przez pierwszą jego część byliście rewelacją rozgrywek, w tym też radziliście sobie dobrze.

– Jak tu przychodziłem w tamtym roku, to jako jeden z ostatnich dołączyłem do drużyny i tak myślałem, że będziemy mieli ciekawy skład, ale nie wiedziałem, że aż tak dobrze będziemy grać. W tym roku miałem jednak więcej obaw, jeśli chodzi o naszą sportową dyspozycję i jak będziemy się prezentować, ale jak zaczęliśmy trenować, to jednak zobaczyłem, że mamy spory potencjał i że naprawdę możemy nieźle grać. Na pewno mamy mniej doświadczony zespół niż w tamtym roku i z tym wiąże się taki problem, że trochę nam momentami brakuje jakości w grze.

A przychodząc tutaj, nie bałeś się, jak to będzie z finansami? Problemy Politechniki nie są tajemnicą…

– Obawiałem się o to, w sumie słusznie, moje obawy się sprawdziły. Nie da się ukryć, nie wszystko jest różowe, ale też jak przychodziłem do Warszawy, zależało mi na tym, by jak najwięcej grać i to akurat mi się udało, gram sporo.

To fakt, w tym sezonie nie zagrałeś może w jednym czy dwóch meczach.

– W tamtym sezonie w jednym meczu nie zagrałem i teraz w drugim, czyli dwa mecze w przeciągu dwóch lat. Zaś co do pieniędzy to mam nadzieję, że wszystko się ułoży i będzie dobrze.

To jest w sumie drugi rok, kiedy grasz w Warszawie. To jest specyficzne miasto, jednym się podoba, innym nie, bo za duże, za głośne, za bardzo zakorkowane. A jak się tobie tutaj żyje?

– Nie, mi się dobrze mieszka tutaj na Ursynowie. Warszawę znałem trochę wcześniej, też może nie tak dobrze jak teraz, ale parę lat mieszkałem w Radomiu, moi rodzice pochodzą z Kozienic, oba te miasta są w sumie niedaleko, więc zawsze gdzieś ta Warszawa się przewijała, a jak tu przyjechałem, to tak się trochę obawiałem Warszawy, właśnie tego zgiełku, tego pędu, ale powiem szczerze, że spodobało mi się tutaj i polubiłem to miasto.

W tym sezonie pełnisz funkcję kapitana drużyny. W jednym z wywiadów mówiłeś, że niesie to ze sobą także większą odpowiedzialność za zespół, za wyniki. Co jeszcze się wiąże z tym, że jesteś kapitanem?

– Co jeszcze się wiąże? Odpowiedzialność na pewno, konieczność chodzenia na konferencje pomeczowe (śmiech). Jestem chyba jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w zespole, oprócz Marcina (Nowaka – przyp. red.) oczywiście, bo on jest troszkę starszy ode mnie, ale też nie czuję takiego wielkiego ciężaru, bo jest jeszcze Marcin, który może nie jest formalnie kapitanem, ale jest takim dobrym duchem w drużynie i on też pełni powiedzmy taką funkcję, trzyma wszystkich razem i jest też mi tę rolę łatwiej pełnić. Generalnie to chyba wszystko, co się z tym wiąże, trochę jest większa odpowiedzialność za zespół, za wyniki i tyle.

Trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje do tego, żeby być kapitanem? W sumie to nie jest twój pierwszy sezon w tej roli.

– Nie wiem czemu, tak szczerze mówiąc, nigdy się nie pchałem. Mam spokojny charakter, może to, że jestem taki spokojny i zrównoważony, ma wpływ.

Skąd się w ogóle w twoim życiu wzięła siatkówka, dlaczego zacząłeś ją trenować?

– To się zaczęło w podstawówce w Kozienicach, w czwartej klasie, mój nauczyciel WF-u był takim zapaleńcem – siatkarzem. Generalnie miałem predyspozycje do siatkówki, byłem jednym z najwyższych w klasie i chodziłem na SKS-y. Na początku też zaczynałem od piłki nożnej, ale jakoś mi się za bardzo nie spodobało i zostałem przy siatkówce.

A potem trafiłeś do Czarnych Radom – jak to się stało? Ktoś cię wypatrzył na jakimś turnieju?

– Spotykaliśmy się jako młodzicy z Kozienic z drużynami z Radomia, chyba nie mogli przeboleć, że przegrywali z nami (śmiech) i działacze Czarnych postanowili mnie ściągnąć do siebie.

To wiązało się z wyjazdem do innego miasta w wieku 15 lat – bez rodziców, trzeba samemu o siebie zadbać, nie bałeś się wyjechać?

– Trochę się obawiałem, wiadomo jak się odchodzi z domu w wieku 15 lat i idzie się do obcego miasta, gdzie się nikogo nie zna. Miałem sporo obaw na początku, później jak już poznałem chłopaków z drużyny, zacząłem chodzić do szkoły średniej, jakoś się to wszystko w końcu ułożyło. Ale na początku pamiętam, jak przyjechałem do Radomia, rodzice mnie zostawili w internacie, pogadaliśmy chwilę, oni wyszli i pojechali do domu, ja zostałem w pewnym momencie sam i tak mówię: co ja tu robię, co ja mam dalej robić?

Na stronie internetowej Politechniki przeczytałam, że mecz, którego nigdy nie zapomnisz, to twój debiut w ekstraklasie w wieku 17 lat. To prawda? Opowiedz coś więcej o swoim debiucie.

– To był mecz z Olsztynem w Radomiu, naszym trenerem był wtedy chyba Wojciech Drzyzga i był taki moment, że spotkanie nie układało się po naszej myśli, przegrywaliśmy, Olsztyn dosyć pewnie sobie z nami radził. Nie pamiętam czy przy stanie 2:0 w setach, wiem, że przegrywaliśmy trzeci set kilkoma punktami i trener postanowił, że wpuści kogo tam ma na ławce. Udało mi się zagrać parę jakichś dobrych akcji i losy partii się odwróciły. Nie pamiętam właśnie, czy wygraliśmy ten mecz, ale na pewno wygraliśmy tego seta i dalej walczyliśmy.

A jakieś inne mecze, które przez te wszystkie lata zapadły ci w pamięć?

– Mecze o awans też były fajne, taki bardzo nerwowy z Bydgoszczą, to był chyba piąty mecz, wszystko na styku, bardzo nerwowo wtedy było, tylko też nie pamiętam tak dokładnie wyników i poszczególnych akcji, ale pamiętam atmosferę na tych meczach, emocje. To było takie ciężkie spotkanie, które wygraliśmy i awansowaliśmy wtedy do PlusLigi z Jadarem Radom.

W sumie w Radomiu spędziłeś parę lat. Potem jak AZS PW wykupił licencję od Jadaru, to wasze kontrakty przeszły do Warszawy, jednak ty nie poszedłeś grać do Politechniki.

– Generalnie tak było. Pamiętam, jak prezes Kupidura mnie wezwał i powiedział właśnie, że jest taka sytuacja, ale ze względu na to, że tak długo grałem w Radomiu i ma szacunek do tego, ile pomogłem temu klubowi, to mogę sobie wybrać jakiś inny klub w Polsce, jaki będę chciał i zapytał, czy mam jakieś inne propozycje. I wtedy wybrałem Jastrzębski Węgiel.

W Jastrzębskim Węglu za dużo okazji do grania nie było. Jak podsumujesz ten sezon?

– Dla mnie to był taki ciężki okres, bo właśnie prawie w ogóle nie grałem, a jak się nie gra, to brakuje pewności siebie, potem ciężko się odnaleźć i pod tym względem to był ciężki sezon, ale z drugiej strony zobaczyłem, jak działa taki dobry klub, mieliśmy też okazję grać w Final Four Ligi Mistrzów, to też było coś nowego i mimo że tam nam za dobrze nie poszło, to fakt, że doszliśmy do turnieju finałowego, to też było coś. Później znów musiałem znaleźć klub, w którym trochę więcej pogram.

W Kielcach już trochę więcej było tego grania.

– Troszkę, może nie non-stop, ale było więcej.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co byś robił, gdybyś nie grał w siatkówkę?

– To jest ciężkie pytanie, bo różnie mogło być, nie wiem, co bym robił. Nie wiem, gdzie bym był, gdzie bym mieszkał, bo siatkówka dużo zmieniła, w ogóle wyprowadziłem się z rodzinnego miasta, poznałem nowych ludzi, nowe środowisko, już się praktycznie zakorzeniłem w Radomiu, a nie wiem, czy jak ja bym nie grał w siatkówkę, czy bym może wyjechał do jeszcze innego miasta, może bym poznał w ogóle inne środowisko, które by na mnie jakoś wpłynęło.

W tym sezonie debiutowało w PlusLidze wielu młodych zawodników, 18-, 19-letnich. Spotkałam się z opinią, że oni mają teraz łatwiej, niż to było kiedyś. Co sądzisz na ten temat? W końcu sam debiutowałeś na najwyższym szczeblu rozgrywek w młodym wieku.

– Może teraz mają łatwiej w szatni, bo nie sądzę, że pod względem sportowym. Kiedyś te stare ekipy były ze sobą bardziej zżyte i ciężej się wchodziło do szatni, jak siedziała taka zgrana ekipa starych wyg. Tera, co sezon się zmieniają ludzie w klubach i łatwiej tym młodym zawodnikom wejść do szatni, czuć się bardziej swobodnie, kiedyś było ciężej z tym, ale sportowo to nie. Po prostu jak ktoś jest dobry, ma potencjał, to gra, tak jak w tym roku Artur Szalpuk się pokazał. Jeszcze ma sporo pracy przed sobą, ale ma duży potencjał, żeby grać.

*rozmawiała Anna Bagińska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-04-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved