Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Challenge Cup M: Pierwszy mecz dla Andreoli Latina

Challenge Cup M: Pierwszy mecz dla Andreoli Latina

fot. CEV

W pierwszym finałowym pojedynku Pucharu Challenge górą okazali się siatkarze Andreoli Latina. Podopieczni Dario Simoniego przegrywali w meczu już 0:2, ale zdołali doprowadzić do tie-breaka i rozstrzygnąć go na swoją korzyść. Rewanż w sobotę w Stambule.

Starcie pomiędzy Andreoli Latina a Fenerbahçe Stambuł rozpoczęło się dość zaskakująco, bowiem początkowo faworyzowani Turcy nie potrafili znaleźć recepty na lepiej spisujących się rywali. Miejscowi za sprawą punktowych zagrywek Davide Candellaro prowadzili 2:0. Z czasem powiększyli tylko dystans dzielący ich od rywali, bowiem blokiem punktować zaczął Pieter Verhees (8:2). Po powrocie na parkiet przyjezdni jednakże zabrali się za odrabianie strat i dzięki dobrej dyspozycji Arslana Ekşi za linią dziewiątego metra, a także udanym kontratakom w wykonaniu Ivana Miljkovicia zmniejszyli straty (7:9) i o czas poprosił Dario Simoni. Gospodarzom udało się jeszcze zapunktować zagrywką (11:8), ale gdy dwoma blokami z rzędu popisał się Emin Gök, na tablicy wyników widniał remis (12:12), po czym rozgorzała walka punkt za punkt. Przyjezdni po raz pierwszy wyszli na prowadzenie, gdy w ataku zapunktował Leonel Marshall (18:17), lecz kilka chwil później kontrę wykorzystał Sergio Noda (23:22). Gospodarze jednakże nie potrafili wykorzystać swojej szansy na objęcie prowadzenia w całym meczu, a ostatnie słowo należało do Ibrahima Basarana, który zatrzymał rywali blokiem (32:30).

Druga partia już od początku przebiegała pod dyktando podopiecznych Daniela Castellaniego. I choć Sergio Noda wraz z Pieterem Verheesem starali się odrobić straty (7:7), to jednak inicjatywa należała do ich rywali. Świetnie spisywał się zwłaszcza duet skrzydłowych Marshall/Fonteles (14:9). Miejscowi zaś nie potrafili znaleźć recepty na zatrzymanie przeciwników i w dużej mierze zdobywali punkty jedynie po ich błędach. W końcówce jednakże Turcy byli nie do zatrzymania i dzięki dobrej dyspozycji na siatce jeszcze powiększyli dystans, a całą partię zakończyli, punktując zza linii dziewiątego metra.

Podopieczni Dario Simoniego, nie mając nic do stracenia, trzecią partię rozpoczęli z wysokiego C (3:0). Daniel Castellani co prawda natychmiast zareagował, przywołując do siebie swych zawodników, lecz na nie wiele się to zdało, bowiem po powrocie na parkiet zza linii dziewiątego metra zapunktował Todor Skrimow. Dopiero gdy ciężar gry na swoje barki wziął duet Miljković/Marshall, gra się wyrównała (4:4). Na pierwszą przerwę techniczną, z jednym oczkiem zapasu, jednakże schodzili miejscowi, w czym duża zasługa Davide Candellaro. W tej fazie meczu prowadzenie zmieniało się niczym w kalejdoskopie, bowiem raz jedni, raz drudzy popisywali się udanymi zagrywkami, lecz gdy kontratak wykorzystał Ivan Miljković, a z pipe’a zaatakował Felipe Fonteles, to przyjezdni byli na czele (18:14). Na odpowiedź graczy Andreoli jednakże nie trzeba było długo czekać – Verhees, punktując zagrywką, zmniejszył straty (16:18) i o czas poprosił trener Castellani. Świetnie radził sobie również Saša Starović, doskonale dysponowany nie tylko w polu serwisowym, ale i w ataku (22:23). Ostatnie słowo natomiast należało do Skrimowa, który ustalił wynik seta, punktując zagrywką (26:24).



Niesieni na fali zwycięstwa miejscowi kolejną partię rozpoczęli po swojej myśli. Świetnie dysponowani byli zwłaszcza Todor Skrimow i Pieter Verhees, po których udanych zbiciach gospodarze prowadzili 7:4. Turcy natomiast nie potrafili nawiązać walki, myląc się raz za razem w ataku i oddając rywalom „darmowe” punkty (11:16). Włosi wykorzystywali to bez skrupułów, pewnie krocząc po zwycięstwo w tej odsłonie. Gdy zaś kolejnym blokiem popisał się Daniele Sottile, prowadzili już 20:13. Wówczas przypomniał o sobie Ivan Miljković, lecz było już zbyt późno na odrabianie strat, zwłaszcza że na siatce nie do zatrzymania był Skrimow, który to też postawił kropkę nad i, popisując się efektywnym zbiciem (25:21).

Podrażnieni takim obrotem spraw gracze Fenerbahçe dobrze, bo od prowadzenia 2:0 rozpoczęli tie-breaka. Po kontrze w wykonaniu Felipe Fontelesa ich przewaga jeszcze wzrosła (5:2) i o przerwę poprosił Dario Simoni. Przyniosło to spodziewany efekt, gdyż po powrocie na boisko asem popisał się Sergio Noda (4:5). Mimo to Turcy przy zmianie stron mieli dwa oczka zapasu. Nie cieszyli się jednak z nich długo, gdyż doskonale w polu zagrywki radził sobie Todor Skrimow (9:8). Na jego udane akcje starał się jeszcze odpowiadać Leonel Marshall, punktując czy to blokiem, czy serwisem (14:11), lecz gdy pomylił się Basaran, a kontrę wykorzystał Saša Starović, miejscowi doprowadzili do remisu. W końcówce pomylił się jeszcze Fonteles, a pierwszą piłkę meczową wykorzystał Andreas Fragkos, przechylając szalę zwycięstwa na stronę swojej ekipy.

Andreoli Latina – Fenerbahçe Stambuł 3:2
(30:32, 18:25, 26:24, 25:21, 16:14)

Składy zespołów:
Andreoli: Candellaro (7), Sottile (2), Skrimow (21), Verhees (14), Noda (13), Starović (21), Rossini (libero) oraz Michalovič i Fragkos (1)
Fenerbahçe: Basaran (12), Marshall (20), Ekşi (9), Fonteles (16), Gök (9), Miljković (26), Kilic (libero) oraz Tendar, Günes i Soares

Zobacz również:
Wyniki finału Challenge Cup mężczyzn

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved