Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Final Four Ligi Mistrzów: Jastrzębianie w starciu z gigantami

Final Four Ligi Mistrzów: Jastrzębianie w starciu z gigantami

fot. Joanna Skólimowska

Już jutro i pojutrze ostatnie akty walki o tytuł najlepszej klubowej drużyny w Europie. Wśród czterech ekip po raz piąty z rzędu zagra przedstawiciel PlusLigi. Tym razem będzie to Jastrzębski Węgiel, dla którego turniej finałowy to nie pierwszyzna...

To był nieudany sezon. Zespół pod wodzą Igora Prielożnego wcale nie grał źle, ale brakowało zwycięstw – tak na polskich parkietach, jak i w Europie. Bo czegóż innego niż wygranych można było oczekiwać od wicemistrza i zdobywcy Pucharu Polski? Na ratunek ściągnięto Lorenzo Bernardiego. W PlusLidze skończyło się na rozczarowującym siódmym miejscu. W Lidze Mistrzów za to osiągnęli jastrzębianie historyczny sukces: awansowali do Final Four. W meczach z potentatami (Trentino i Dynamem Moskwa) nie zabrakło walki, ale skończyło się na czwartym miejscu.

Grają jak nigdy

Z tamtej drużyny z sezonu 2010/2011 nie ma dzisiaj w zespole żadnego siatkarza. Pozostał trener. Trzy lata temu wywalczenie miejsca w czwórce najlepszych klubów Europy było wielkim sukcesem. Teraz to też osiągnięcie nie lada, ale… – Nie jedziemy do Ankary po naukę. Jastrzębski Węgiel to zespół klasy europejskiej. Naszą kadrę tworzą znakomici zawodnicy, reprezentanci swoich krajów. Jesteśmy doświadczoną drużyną, która wychodzi na boisko bez żadnych obaw – mówi Patryk Czarnowski w wywiadzie dla sport.pl. Na co stać jastrzębian w Turcji?



Pewnie w nieco innych nastrojach jechaliby na turniej finałowy po zwycięstwie w Pucharze Polski. W finale ich serię siedemnastu (!) zwycięstw z rzędu przerwała jednak ZAKSA. To świadczy o tym, jak świetnie spisują się w tym sezonie podopieczni Lorenzo Bernardiego. Grają szybko i nieszablonowo, kapitalnie bronią, nie boją się ryzyka nawet w beznadziejnych sytuacjach, na wyżyny swoich umiejętności wspina się Michał Masny, chyba w życiowej formie jest Michał Kubiak. W półfinale turnieju finałowego zmierzą się z gospodarzem – Halkbankiem Ankara, z którym wygrali na zakończenie fazy grupowej, mimo że poza składem był wówczas Michał Łasko.

Stworzyć historię tureckiej siatkówki

Turecka ekipa (zwycięzca Pucharu CEV sprzed roku) wzmocniła się przed sezonem czterema zawodnikami i trenerem Trentino. Mistrzowski zaciąg w osobach Mateja Kazijskiego, Osmany’ego Juantoreny, Raphaela i Mitara Djuricia (zmaga się z kontuzją) oraz Radostina Stojczewa ma przynieść historyczny sukces – jeszcze nigdy męski zespół z Turcji nie wygrał najważniejszego klubowego trofeum w Europie. W Final Four Ligi Mistrzów drużyna z tego kraju grała zresztą tylko raz – dwa lata temu Arkas Izmir zajął w Łodzi czwarte miejsce. Co więcej, tureckie miasto debiutuje jako gospodarz turnieju finałowego. W Ankarze odbyła się już jednak decydująca walka o Puchar Europy Mistrzów Krajowych (w 1980 roku) – rozgrywki zlikwidowane i zastąpione w sezonie 2000/2001 właśnie przez Ligę Mistrzów.

Nie graliśmy w ostatnim czasie z wieloma silnymi drużynami i może to działać na naszą niekorzyść w półfinale z Jastrzębskim Węglem – cytuje Radostina Stojczewa oficjalna strona CEV-u. Faktycznie, nie dość, że w lidze tureckiej nie ma zbyt wielu wymagających przeciwników, to Halkbank ze względu na organizację Final Four opuścił dwie rundy play-off. W zmaganiach na krajowych parkietach obowiązuje do tego limit obcokrajowców, więc siatkarze, którzy prawdopodobnie wystąpią jutro i pojutrze w pierwszym składzie, nie grają w takim zestawieniu na co dzień. W lidze tureckiej właśnie zakończyła się faza zasadnicza i tam Halkbank uplasował się na drugiej pozycji. Zgromadził tyle samo punktów co Fenerbahce, ale przy końcowej klasyfikacji seniorów brano pod uwagę również wyniki tamtejszego odpowiednika naszej Młodej Ligi, w której lepiej spisali się nastolatkowie ze Stambułu.

Tytani z Rosji

W drugim półfinale zmierzą się zespoły z Rosji i będzie to prawdziwa walka gigantów. Ani Halkbank, ani Jastrzębski Węgiel medalu Ligi Mistrzów jeszcze nie mają. Biełogorie Biełgorod i Zenit Kazań stawały na podium tych rozgrywek w sumie osiem razy. Drużyna z Biełgorodu ma na koncie zwycięstwa z 2003 i 2004 roku oraz brązowe medale z 2005 i 2006 roku. Siatkarze z Kazania puchar za wygraną w Lidze Mistrzów także wznosili dwukrotnie: w 2008 i 2012 roku, a w obu przypadkach podczas Final Four w Łodzi. Do tego mają jeszcze srebro za sezon 2010/2011 i brąz sprzed roku.

Zenit jest tym samym jedyną ekipą z ubiegłorocznego turnieju finałowego, która w najlepszej czwórce klubów Europy znalazła się i teraz. Wtedy bronili tytułu i byli faworytami. Zagrali jednak słabiej i w rosyjskim półfinale lepsi okazali się występujący w roli gospodarzy siatkarze Lokomotiwu Nowosybirsk. Teraz przyszedł czas na poprawę tamtego wyniku. Motywacja tym większa, że w ubiegłą niedzielę Ligę Mistrzyń wygrały zawodniczki Dynama Kazań. Kobieca i męska drużyna z jednego miasta wygrywające najważniejsze klubowe rozgrywki na Starym Kontynencie – ostatni raz takim wyczynem mogła się poszczycić Rawenna w 1992 roku, czyli wtedy, gdy rywalizowano jeszcze w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych.

Chcemy powtórzyć sukces Dynama i przywieźć do domu jeszcze jedno trofeum – zapowiada Maksim Michajłow, atakujący Zenitu, a jego wypowiedź cytuje oficjalna strona CEV-u. Podopieczni Władimira Alekny w drodze do finałów najpierw wygrali grupę śmierci (z Lube Bancą Marche Macherata i Lokomotiwem Nowosybirsk), a potem w dwóch rundach play-off nie stracili nawet seta w meczach z Berlin Recycling Volleys i Coprą Elior Piacenza. W lidze rosyjskiej przegrali w tym sezonie tylko raz – 2:3 właśnie z Biełogorie.

Zawodnicy z Biełgorodu też mają na swoim koncie tylko jedną ligową porażkę – 0:3 z Dynamem Moskwa. Na europejskich parkietach siatkarze Giennadija Szypulina nie znaleźli jeszcze pogromcy. Przez fazę grupową przeszli jak burza, nie tracąc nawet seta! Najwięcej problemów mieli w I rundzie play-off, gdy w pierwszym spotkaniu dopiero po tie-breaku ograli Budvanską Rivijerę Budva. Były to dwie pierwsze i – jak dotąd – jedyne partie przegrane w tej edycji Ligi Mistrzów przez Biełogorie. – Wiem, że zrobię wszystko, żeby trofeum wróciło z nami do Biełgorodu, a sam będę mógł zapisać kolejny tytuł w prywatnej kolekcji – zapowiadał na początku marca Gyorgy Grozer, cytowany na stronie cev.lu.

Kto wygra? Plan na sobotę i niedzielę

To w zwycięzcy rosyjskiego półfinału upatruje się triumfatora całych rozgrywek. Sukcesy tak klubów, jak i zawodników (w składach siedmiu aktualnych mistrzów olimpijskich i sześciu mistrzów Europy) faktycznie działają na wyobraźnię. Ubiegłoroczna wygrana zespołu z Nowosybirska szczególnie uczy jednak pokory. Turniej finałowy zapowiada się więc pasjonująco.

Czy Rosjanie potwierdzą w Ankarze dominację w światowej siatkówce? Czy mistrzowski zaciąg z Trentino da Turcji historyczny triumf w Lidze Mistrzów? Takie grupowe transfery przecież nierzadko kończyły się niepowodzeniem… Co pokażą imponujący w tym sezonie formą i stylem gry jastrzębianie?

Jutro czas na półfinały. O godz. 13.00 zagrają Biełogorie i Zenit, a o 16.00 Jastrzębski Węgiel zmierzy się z Halkbankiem Ankara. W tych samych godzinach w niedzielę mecz o brązowy medal i wielki finał. Unibet w półfinałach za każdą złotówkę postawioną na Zenit wypłaci 2,30 zł, w przypadku zwycięstwa Biełogorie – 1,55 zł. W meczu polskiej drużyny faworytem zdaniem bukmacherów jest zespół turecki (kurs 1,30 zł) – za wygraną Jastrzębskiego Węgla można uzyskać 3,20 zł za każdą postawioną złotówkę.

Zobacz również:
Kursy Unibet na mecze piłki siatkowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved