Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Konrad Piechocki: Naszej drużynie brakuje doświadczenia

Konrad Piechocki: Naszej drużynie brakuje doświadczenia

fot. archiwum

- Moim zdaniem zespół nie powinien być teraz atakowany, bo sobie na to po prostu nie zasłużył. Cały czas walczymy o najbardziej prestiżowe trofeum - mówi prezes PGE Skry, Konrad Piechocki. Zespół z Bełchatowa zakończył udział w PP w półfinale.

Po Pucharze CEV drużyna odpadła w półfinale Pucharu Polski. To już drugie ważne trofeum, którego nie zdobędziecie. Nie martwi to pana?

Konrad Piechocki: – Nie jest miło przegrywać, a porażka boli jeszcze bardziej, gdy przegrywa się wygrany mecz. Mecz z ZAKSĄ układał się po naszej myśli. Gdybyśmy odpadli po czymś takim, jak było w pierwszym półfinale [Resovia łatwo uległa Jastrzębskiemu Węglowi 0:3 – przyp. red.], byłyby większe powody do niepokoju. Staram się szukać pozytywów. Poziom sportowy finałów był wysoki. A to, że w decydującym spotkaniu o puchar zagrały trzecia z czwartą drużyną fazy zasadniczej PlusLigi, świadczy o tym, że czołówka jest bardzo wyrównana. Nie będę ukrywał, że jest mi przykro, bo liczyliśmy na więcej, ale poziom prezentowany przez naszą drużynę i to, że wciąż się rozwija, pozwala zachować optymizm.

Kibice są jednak przyzwyczajeni do sukcesów PGE Skry, dlatego się niecierpliwią.



Gdy emocje już opadły, zacząłem się zastanawiać, czy nie za dużo wymagamy od naszego zespołu. Przez lata podkreślałem, że naszym wielkim atutem była kiedyś stabilność składu. Przypominam, że pierwsze sukcesy przyszły po pięciu sezonach budowania drużyny. Teraz w kluczowych momentach zabrakło nam niewiele, praktycznie postawienia kropki nad i. Potencjał naszej grupy jest jednak naprawdę wysoki. Udało nam się w krótkim czasie stworzyć ciekawą drużynę, która stanowi kolektyw. Brakuje jej jednak doświadczenia, co wychodzi właśnie w takich pojedynczych, ale bardzo ważnych piłkach.

Odnoszę wrażenie, że w kluczowych akcjach siatkarze PGE Skry tracą głowę, stają się bezradni.

Prawda jest taka, że przy dużych umiejętnościach i potencjale naszych Argentyńczyków: Nicolasa Uriarte i Facundo Conte, oni nigdy nie grali w meczach o taką stawkę, przy tylu kibicach. To są młodzi ludzie, potrzebujący czasu i doświadczenia. W przypadku Uriarte widać to po wyborach w decydujących akcjach. W spotkaniu z ZAKSĄ zamiast wystawiać piłki świetnie grającemu Mariuszowi Wlazłemu, wybierał inne rozwiązania. Tego się musi jeszcze nauczyć.

W tym sezonie PGE Skra przegrała aż pięć z ośmiu tie-breaków, co źle świadczy o odporności psychicznej drużyny.

Powtarzam, że potrzeba czasu i nabrania doświadczenia. Gramy bardzo ładną siatkówkę, lecz nie zapominajmy, że oprócz Mariusza Wlazłego i Stephane’a Antigi w naszej drużynie są sami młodzi chłopcy, na czele z rozgrywającym. Niepowodzenia wynikają właśnie z tego. Brakuje im jeszcze cwaniactwa, wyrafinowania. Zamiast tego jest młodzieńcza fantazja.

Mam wrażenie, że Miguel Falasca trochę przekombinował, zdejmując z boiska Antigę, żeby oszczędzić jego siły na finał. Samuel Tuia nie zagrał źle, ale brak Antigi odbijał się choćby na grze w obronie.

Przypominam, że na początku meczu z ZAKSĄ rywale dopadli Stephane’a Antigę w przyjęciu… Inna sprawa, że w trzecim secie pokazał kilka świetnych obron. Przeszło mi przez głowę, że może za wcześnie poczuliśmy się zwycięzcami, uśpiliśmy się. Po fakcie jednak łatwiej się wszystko ocenia. Dla nas to jest kolejny sygnał, że koncentracja musi być zachowana do końca. Nie graliśmy lepiej, bo przecież przegraliśmy, ale wyglądało to nieźle. Przypominam, że rok temu też mieliśmy ZAKSĘ na widelcu, a przegraliśmy seta i cały mecz. Odniosłem wrażenie, że zespół z Kędzierzyna-Koźla też chyba był zdziwiony, że udało mu się wyrwać zwycięstwo.

Trener Miguel Falasca jest zewsząd chwalony za swoją pracę, a przecież niczego jeszcze nie wygrał z PGE Skrą.

Jestem bardzo zadowolony z jego pracy. Pokazuje rzeczy, jakich nie pokazywał, będąc zawodnikiem. Ma przede wszystkim doskonały kontakt z siatkarzami, przez co atmosfera w drużynie jest bardzo dobra.

Moim zdaniem czasami sprawia wrażenie za spokojnego. Może należałoby krzyknąć, pobudzić zawodników…

Przyznam, że czasami też się nad tym zastanawiam… W swojej karierze Miguel miał kilku mentorów, takich jak Julia Velasco czy Daniela Castellaniego. To trenerzy charyzmatyczni, a przy tym spokojni i wyważeni. Ja wolę takich niż furiatów, których zachowanie często negatywnie wpływa na drużynę.

A może zawodnikom brakuje jeszcze więcej determinacji, takiej jak mieli rywale.

Powtarzam, że nasz zespół cały czas się uczy. Jest jeszcze jedna ważna rzecz: nie wykreował się dotychczas taki prawdziwy lider tej grupy. Czasami taką rolę sprawuje Mariusz Wlazły…

Cały wywiad Jarosława Bińczyka w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved