Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Strefa Eksperta: Gra w play-off wygląda zupełnie inaczej

Strefa Eksperta: Gra w play-off wygląda zupełnie inaczej

fot. archiwum

Pierwsze dwie kolejki ćwierćfinałów przeszły do historii. O ich ocenę i podsumowanie pokusił się Jakub Novotny. Czech wspomniał, iż w każdym ze starć faworyci spełnili swoją rolę, a pomiędzy nimi a ich rywalami była widoczna duża różnica w jakości gry.

Myślę, że we wszystkich tych meczach faworyci nie zawiedli i udowodnili, że są ekipami silniejszymi niż ich rywale. W każdym z tych starć była widoczna ogromna różnica w jakości gry pomiędzy drużynami. Żadne spotkanie nie zakończyło się tie-breakiem, żadne też nie było specjalnie wyrównane. Myślę, że największe szanse spośród tych niżej notowanych mieli olsztynianie, ale ostatecznie ZAKSA pokazała, że w play-off gra wygląda zupełnie inaczej. Za dwa tygodnie przekonamy się, czy ktokolwiek pokusi się o niespodziankę. Teraz jednak pora na to, by skupić się na Pucharze Polski.

Jastrzębski Węgiel – Cerrad Czarni Radom 2:0

W pierwszym meczu absolutnie wszystko było w rękach jastrzębian. Miejscowi od samego początku bardzo mocno zagrywali, dzięki czemu w pierwszych dwóch setach szybko wypracowywali sobie wysoką przewagę. Największą różnicę pomiędzy obiema ekipami stanowił procent skuteczności w ataku z pierwszej akcji: Jastrzębski Węgiel w tym elemencie radził sobie naprawdę dobrze. Jedynie na początku trzeciego seta Wytze Kooistra popisał się kilkoma bardzo udanymi zagrywkami, sprawiając rywalom trochę problemów w przyjęciu. W przekroju całego meczu obaj atakujący zagrali dobrze, ale to Michał Łasko zdecydowanie miał swój dzień, atakując ze skutecznością 74%, co jest wynikiem godnym odnotowania. Ponadto, moim zdaniem, relacja blok-obrona w szeregach gospodarze funkcjonowała o wiele lepiej niż u radomian: jastrzębianie punktowali blokiem aż osiem razy, podczas gdy przyjezdni – wcale. Czarni co prawda w trzecim secie próbowali powrócić do gry, ale różnica w jakości gry na korzyść miejscowych była zbyt duża.



Drugi mecz był już nieco inny. Radomianie zaczęli zdecydowanie lepiej, ale ponownie to zagrywka i atak zadecydowały o tym, kto zwycięży. Kubiak, Pajenk czy Łasko zagrywali świetnie, a ponadto jastrzębianie o wiele lepiej spisywali się w defensywie, podbijając wiele piłek i wyprowadzając skuteczne kontrataki. Początek pierwszego seta był dość nerwowy, ale Łasko, biorąc na siebie ciężar zdobywania punktów, zrobił różnicę. Później jednak sytuacja uległa zmianie i miejscowi kontrolowali przebieg gry. Przy wyniku 11:3 w drugiej partii, po kontuzji Kooistry, stało się jasne, jakim wynikiem zakończy się ten mecz. I choć trzeci set, początkowo, był dość wyrównany, to jastrzębianie, dzięki zagrywkom Masnego i Kubiaka, nabrali tempa i wygrali 25:18. Świetne zawody rozegrał właśnie Michał Kubiak, skutecznie atakując, znakomicie zagrywając i dwa razy punktując blokiem. Myślę, że generalnie Jastrzębski Węgiel pokazał swoją siłę w przekroju tych dwóch spotkań i powinien bez większych kłopotów awansować do półfinałów. Czarni to jednak dobra ekipa, która pewnie u siebie jeszcze powalczy.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Indykpol AZS Olsztyn 2:0

ZAKSA była faworytem tego dwumeczu i ostatecznie udowodniła, że nie bez przyczyny za takiego ją uważano. W pierwszym spotkaniu tylko drugi set był nieco trudniejszy dla kędzierzynian, w pozostałych wygrali bez problemu. Podopieczni Sebastiana Świderskiego dużo lepiej spisywali się w defensywie, neutralizując zagrania Buszka i Szymańskiego. Duża różnica między obiema drużynami była także w zagrywce i w przyjęciu. W ZAKSIE bardzo dobrze zagrali Kooy, Zagumny i Ruciak. Świderski powoli też wprowadza do gry Boćka, ale Witczak gra dobrze, więc trener musi dokonać tu trudnego wyboru.

W drugim starciu pomiędzy obydwoma zespołami przepaść w fundamentalnych elementach gry była jeszcze większa. ZAKSA brylowała zwłaszcza w przyjęciu i zagrywce. Olsztynianie zaś fatalnie przyjmowali, wobec czego Dobrowolski znalazł się w trudnym położeniu. Również dla dwóch głównych bombardierów AZS-u, Buszka i Szymańskiego, sytuacja nie była komfortowa, gdyż musieli sobie radzić z dobrymi obronami i blokiem kędzierzynian. Generalnie ZAKSA cały mecz miała pod kontrolą, radząc sobie również o wiele lepiej od rywali w ataku – oba teamy dzieliło prawie 20% różnicy w skuteczności w tym elemencie, czyli o wiele za dużo. Mogę powiedzieć, że ZAKSA w przekroju obu meczów była zespołem lepszym pod każdym względem i wygrała je zasłużenie.

Asseco Resovia Rzeszów – Effector Kielce 2:0

Resovia w pierwszym meczu zagrała na bardzo wysokim poziomie, prezentując się kompletnie w każdym elemencie i, moim zdaniem, widać było ogromną różnicę w jakości gry obu zespołów. Rzeszowianie pomylili się tylko siedem razy w ataku, siedem razy punktowali zagrywką, mieli więcej bloków niż rywale. Generalnie cały mecz mieli pod kontrolą. Losy każdego z setów były jasne w zasadzie już na pierwszej przerwie technicznej. W podstawowym składzie Resovii wybiegł Ticháček, który bardzo dobrze kierował grą swojej drużyny. Cóż, ciekawe kto będzie pierwszym rozgrywającym rzeszowian w kolejnych meczach. Jakkolwiek, różnica w skuteczności w ataku na korzyść Resovii była ogromna, co było główną przyczyną tak łatwego jej zwycięstwa.

W drugim spotkaniu trener Kowal postawił na Paula Lotmana, a Veres usiadł na ławce. Resovia ponownie była o wiele lepsza, przede wszystkim w ataku, zagrywce czy w defensywie. Rzeszowianie dość szybko wypracowali sobie przewagę i w zasadzie w środkowej fazie każdego z setów jego losy były przesądzone. Ponownie bardzo dobrze zagrał Ticháček, ale też Achrem i Konarski (obaj atakowali ze skutecznością 60%). Kielczanie starali się podjąć walkę, ale zbyt duża liczba błędów w zagrywce, brak skuteczności atakujących sprawiły, że pokonanie będącej w dobrej formie Resovii było zbyt dużym wyzwaniem.

PGE Skra Bełchatów – AZS Politechnika Warszawska 2:0

W pierwszym meczu faworyzowana Skra przegrała jednego seta. Bełchatowianie zaczęli to spotkanie, popisując się efektownymi atakami ze skrzydeł z pierwszej akcji, a także bardzo ryzykowali w polu serwisowym. Ale również „inżynierowie” przyjechali tu z jednym celem – by zagrywać jak najmocniej, utrudniając wyprowadzenie akcji bełchatowianom i wykluczając ich największą broń, skrzydłowych. Pierwszy set padł dość łatwym łupem miejscowych, ale później warszawianie, wzmacniając serwis, sprawili rywalom trochę problemów w przyjęciu, co zaowocowało ich błędami w ataku. Z tej też przyczyny to stołeczni wygrali drugiego seta, lecz po tym ponownie dominowali faworyzowani bełchatowianie. W całym meczu jednakże przyjezdni dzielnie walczyli, a taktyczna zagrywka floatem przynosiła efekty. W Skrze zaś podobało mi się to, jak zaprezentowali się Antiga i Conte – zagrali bardzo pewnie.

Drugie spotkanie było inne niż poprzednie. Trener Falasca rozpoczął z Tuią w miejsce Antigi, a kluczem do wygranej całego meczu przez bełchatowian był rezultat pierwszego seta. Skra co prawda musiała gonić wynik, ale finalnie Mariusz Wlazły zrobił różnicę. I choć trener Bednaruk próbował zatrzymać go, dwukrotnie prosząc o czas, to Wlazły odwrócił losy seta swoimi zagrywkami. Przez resztę spotkania bełchatowianie byli nie do zatrzymania i w zasadzie na boisku istnieli tylko oni. W ataku, w bloku, przede wszystkim w zagrywce nieustannie wywierali presję na rywalach, pewnie krocząc po zwycięstwo. Zawodnikiem meczu, jak za starych, dobrych czasów, był Mariusz Wlazły.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved