Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Stephane Antiga: Oni też mogą grać i co ważne grać dobrze

Stephane Antiga: Oni też mogą grać i co ważne grać dobrze

fot. archiwum

W ostatnim meczu fazy zasadniczej bełchatowianie zaskoczyli składem, który zaprezentowali przeciwko Effectorowi. Kielczanie wygrali w Bełchatowie 3:2. - Skra mogłaby wystawić drugi skład w PlusLidze i dałby sobie radę - ocenił zmienników Skry Piotr Lipiński.

Rzutem na taśmę siatkarze Effectora Kielce awansowali do fazy play-off PlusLigi. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza w Bełchatowie pokonali w pięciu setach odmienioną PGE Skrę. – Cieszymy się na pewno z tych dwóch punktów, które dają nam awans do fazy play-off. Trener Falasca dał odpocząć kluczowym zawodnikom, w meczu zagrał zdecydowanie drugi garnitur Skry. Jednak chłopaki zagrali naprawdę dobry mecz, zdecydowanie Skra Bełchatów mogłaby wystawić drugi skład w PlusLidze i ten dałby sobie radę – chwalił młodych przeciwników kapitan Effectora Piotr Lipiński. Kielczanom w Bełchatowie nie było łatwo i mimo że nie grali przeciwko najmocniejszej Skrze, potrzebowali wiele sił, by rozstrzygnąć ten pojedynek na własną korzyść. Przestoje w grze ekipy z Kielc pozwalały bełchatowianom się rozpędzić, a potem Effector musiał gonić rywali. – Na pewno bardzo nas wymęczyli, a wynik 3:2 padł, ponieważ mieliśmy więcej szczęścia w końcówce i udało się nam to wygrać. My chcieliśmy bardzo to wykorzystać, gdyż tak jak powiedziałem wcześniej, trener dał odpocząć kluczowym zawodnikom, niektórzy z nich mają kontuzje. Udało się nam to wygrać, szczęście uśmiechnęło się do nas, ale brawa dla młodych zmienników Skry, którzy też pokazali, że naprawdę potrafią grać jak równy z równym. Nie poddali się, chcieli pokazać, że są naprawdę wartościowymi zawodnikami – dodał zadowolony z wygranej Piotr Lipiński.

W meczu po stronie bełchatowskiej nie zagrali Wlazły, Wrona, Pliński, którzy znaleźli się poza składem meczowym, natomiast w rezerwie pozostali Uriarte, Conte i Antiga. Francuz, w zastępstwie za Wlazłego, był kapitanem PGE Skry w tym spotkaniu. Co jest też ważne, w meczowej dwunastce po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się wracający po kontuzji Maciej Muzaj, jednak atakujący nie pojawił się jeszcze na boisku. – Dzisiejszy mecz był bardzo trudny, oczywiście nie zagraliśmy pierwszą drużyną, ponieważ niektórzy zawodnicy są chorzy albo kontuzjowani. Dla Miguela była to okazja, by zmienić i sprawdzić drużynę, która zagrała w tym meczu na sto procent i była to okazja, by pokazać, że oni też mogą grać i co ważne grać dobrze – ocenił francuski przyjmujący.

Kielczanie choć nie radzili sobie z atakiem, to jednak w ważnych momentach wykorzystywali swój blok. Sporo punktów otrzymali też w prezencie od drużyny PGE Skry – w sumie w całym meczu aż 50 (!) oczek (z samej zagrywki 29). – Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało się nam to spotkanie wygrać i awansować do fazy play-off. To było naszym głównym celem, naszym marzeniem, by w tej najlepszej ósemce się znaleźć. Udało nam się to zrealizować i z tego powodu jesteśmy bardzo szczęśliwi. Ja powiem tak – jeśli znałbym wynik przed tym spotkaniem – to dla mojego zespołu szkoleniowo byłby to mecz idealny. Mecz, w którym gramy pięć setów, ale też prowadzimy i wydaje się, że mamy już na wyciągnięcie ręki zwycięstwo i nagle sytuacja się odwraca i przegrywamy pierwszego seta, prowadząc 20:16, przegrywamy trzeciego, prowadząc 24:21. I to był bardzo ważny moment, gdy po tym przegranym trzecim secie nie poddaliśmy się i walczyliśmy dalej, a niemalże wszystkie sety rozstrzygały się po walce na styku. Na pewno było też sporo nerwowości z naszej strony, ale jesteśmy szczęśliwi, że udało się nam to spotkanie wygrać – powiedział po meczu Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec Effectora.



W drużynie Effectora również nie obyło się przed meczem bez problemów. Pod znakiem zapytania stał bowiem przyjazd chorego Bruno Romanuttiego. Jak się okazało, Argentyńczyk, który pojawił się w drugiej odsłonie spotkania, był motorem napędowym dla kieleckiej ekipy. Sam zdobył dla niej 24 punkty, utrudniając swoją zagrywką Skrze przyjęcie oraz świetnie spisując się w ataku. – Szczególne wyróżnienie należy się tutaj Bruno Romanuttiemu, który miał grypę żołądkową, jeszcze dwa dni temu był w szpitalu i tak na dobrą sprawę decyzję o jego przyjeździe podjąłem rano przed meczem. Troszkę w ciemno zdecydowałem się ściągnąć go do Bełchatowa. Okazało się, że to strzałem w dziesiątkę, bo dał znakomitą zmianę – chwalił po meczu swojego zawodnika Dariusz Daszkiewicz.

Było to ciężki mecz, mając w pamięci niedzielny mecz z rosyjskim zespołem. Staraliśmy się dać z siebie wszystko, moi zawodnicy cały czas walczyli na boisku. Mieliśmy możliwość dać pograć graczom, którzy nie grali w ostatnich meczach – dla nas ważne jest, by oni też byli w formie na turniej finałowy Pucharu Polski i fazę play-off, by utrzymać cały zespół w gotowości. Byłoby lepiej, gdybyśmy wygrali, ale nie mogę powiedzieć nic złego o zawodnikach, którzy zagrali, ponieważ starali się na 100%, walczyli do samego końca, a w tej końcówce Effector był w tym meczu lepszy – przyznał z kolei trener PGE Skry Miguel Falasca.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved