Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Waliński: Sami jesteśmy sobie winni

Marcin Waliński: Sami jesteśmy sobie winni

fot. Arkadiusz Buczyński

Ostatni mecz fazy zasadniczej pozbawił Transfer Bydgoszcz szans na grę w play-off. - Szukaliśmy swojej gry przez cały sezon. Jeszcze się nie skończył, ale w głowach trochę tak się stało. Grać w play-out to nic przyjemnego - zaznaczył Marcin Waliński.

Mimo wygranej, najbliższy czas nie będzie dla was szczególnie miły. Mieliście wszystko w swoich rękach, lecz ponownie zabrakło bardzo niewiele – jednego punktu…

Marcin Waliński: To prawda, ale tak jak mówisz, mieliśmy wszystko w swoich rękach. Sami jesteśmy sobie winni. Mimo wszystko, po tym meczu na pewno możemy podnieść głowę, bo znając wynik spotkania w Bełchatowie, walczyliśmy do końca, nie odpuściliśmy sobie. Chcieliśmy po prostu wygrać mecz, może troszkę osłodzić tę gorycz, która pozostała. Szkoda, ciężko powiedzieć coś więcej, bo to dla nas duża strata. To smutne, bo drużyna z Bydgoszczy przez długi czas zawsze była w play-off, walczyła i choćby dwa ostatnie sezony pokazały, że potrafi to robić skutecznie – a tu nagle taki spadek, że gramy w play-out. Myślę, że nawet do mnie jeszcze nie dochodzi, że tego zespołu nie będzie w play-off… Mimo wszystko, ciężko to do siebie przyjąć. To trudne dla sportowca, zawsze gra się o możliwie najwyższe cele. Teraz mamy jednak nowy cel przed sobą: musimy zwyczajnie zająć jak najlepszą lokatę. Wiadomo, że jest nią w tej chwili miejsce numer dziewięć. Ponadto, zagramy z drużyną z Częstochowy, z którą nie wygraliśmy dotąd żadnego meczu (uśmiech). Także na pewno będzie ciekawie, ale to już jest dalsza przyszłość.

Mówisz, że wiedzieliście o wyniku równoległego meczu. Czyli samą końcówkę rozegraliście już z pełną świadomością…



Tak, dowiedzieliśmy się w drugiej części tie-breaka. Jak już wznowiliśmy grę, to był chyba czas i trener nam powiedział. Po prostu chciał być z nami szczery. Wyjaśnił, że drużyna z Kielc wygrała 3:2 i nie mamy szans wejść do play-off. Mieliśmy wygrać to dla siebie, ostatecznie zostawiliśmy na boisku sporo serca, walki, spędziliśmy na nim naprawdę dużo czasu. Mimo że w pierwszych dwóch setach nie wyglądało to dobrze z naszej strony, to w pewnym momencie się podnieśliśmy, pokazaliśmy, że potrafimy walczyć. Wiedzieliśmy, znając klarowną sytuację, że nie wejdziemy do play-off, graliśmy do końca i to właśnie pozwala nam chodzić z podniesioną głową – mimo wszystko.

Od początku sprawialiście wrażenie, że walczycie sami ze sobą, nie mogliście skończyć ataków przy nie najgorszym przyjęciu. Z czego to wynika?

Nie mam pojęcia. Pewnie każdy może odbierać to inaczej. Gdyby spojrzeć na rozgrywającego: jedno skrzydło nie kończy, drugie skrzydło nie kończy, zamyka mu się pole manewru. On też myśli i chce jak najlepiej. Wszyscy chcą pomóc, to jasne, ale czasami jest tak, jak dzisiaj, że zespół z Gdańska grał bardzo dobrze w ataku w pierwszym i w drugim secie, grał też świetnie w bloku. Było wyraźnie widać, że niektóre zagrania stosowane przez nas przeciwnicy po prostu odczytywali. Byli dobrze przygotowani taktycznie, mieli świeże umysły… nie umiem tego wytłumaczyć, czasami tak się po prostu zdarza. Albo ci idzie – i trwa to konsekwentnie, albo nie idzie i… nic się nie zmienia. Jest jeszcze trzecia opcja: że nie idzie, ale później dajesz radę się podnieść (uśmiech).

I tę trzecią opcję wykorzystaliście?

Szkoda, że tak późno. Gdybyśmy wygrali drugiego seta, to byłaby jeszcze możliwość… ale teraz będziemy gdybać, a nie ma co. Sami jesteśmy sobie winni, taka jest prawda. Zaczęliśmy grać dopiero, gdy ktoś zaczął na nas wywierać jakąś presję, tak jak chociażby trener. Wymagał określonych rzeczy – i wtedy zaczęliśmy myśleć o pewnych sprawach: co zrobić w danym momencie, sytuacji. Szkoda, że nie zaczęliśmy grać wcześniej. Ciągle coś nam się nie kleiło, ale i tak chwała nam za to, że podnieśliśmy się z tego, co prezentowaliśmy, do pewnego poziomu. Gdybyśmy grali tak, jak na początku sezonu, to znaleźlibyśmy się na dwunastym miejscu. Mam szacunek do chłopaków, wykonaliśmy mimo wszystko dobrą robotę. Było ciężko, ale jak się poddasz, to co? Nic ci z tego nie zostanie. A tak, walczyliśmy do końca, szukaliśmy swojej gry – nieustannie, przez cały sezon. Jeszcze się on nie skończył, to jasne – lecz w głowach trochę tak się stało. Grać w play-out to nie jest nic przyjemnego dla sportowca. Tym bardziej, tak jak już powiedziałem, dla drużyny z Bydgoszczy.

Wasze początkowe problemy mogły wynikać z presji, pod jaką się znajdowaliście?

Na pewno, ale niektórych rzeczy nie rozumiem. Dlaczego porównuje się ten zespół z ekipą, która już nie istnieje? Nie ma tej drużyny, nie ma tych zawodników. Jeżeli ktoś tęskni za takim sezonem, jak poprzedni, to jest to w porządku, to normalne. Ja też mogę tęsknić za takimi sezonami, bo naprawdę graliśmy w nich bardzo dobrze. Ale żeby porównywać sezon Delecty i Transferu Bydgoszcz – to chyba trochę nie na miejscu. W sztabie zmienił się akurat tylko trener, ale na boisku nie ma tych samych ludzi. Można powiedzieć, że my się znaliśmy jak łyse konie. Mieliśmy też wiele osobistości w swojej drużynie, nie oszukujmy się. Stephane Antiga, Michał Masny – oni porozchodzili się do aktualnie najlepszych klubów w Polsce i tam kontynuują karierę. Szkoda, że nie potrafiliśmy tego zatrzymać, ale nie można cały czas narzekać. Musimy iść dalej. Nie będziemy płakać z tego powodu, że nam się nie udało. Będą na pewno takie dni, kiedy pokażemy, że bydgoska siatkówka potrafi się podnieść. Przez jakiś czas trwał pewnego rodzaju bilans: mieliśmy danych zawodników, kogoś dokupiliśmy, ale cały czas trzon zespołu tworzyli ci sami ludzie. A teraz kompletnie wszystko się zmieniło. Na to, jak będzie, trzeba bez wątpienia poczekać. Mam nadzieję, że to wszystko będzie szło w dobrą stronę.

Pozytywnym akcentem, nawet w porównaniu do poprzedniego sezonu, może być to, że w ostatnim spotkaniu udało wam się pobudzić publiczność do głośnego dopingu. Atmosfera przypominała chwilami tę sprzed roku.

Gdy słyszało się wszystkich ludzi, którzy klaszczą, gwiżdżą, albo wtedy, kiedy my się cieszymy, oni cieszą się razem z nami – to właśnie było fajne i dodawało sił, naprawdę. Wiadomo, że przy wyniku 23:23, 24:24 są ogromne emocje i jak się zdobędzie punkt w takiej sytuacji, to następuje ich wybuch. Cieszymy się, że potrafiliśmy jeszcze pokazać siatkówkę przyjemną dla oka. Mam nadzieję, że to się nie najgorzej oglądało, bo z mojej perspektywy jako siatkarza wydaje się, że chyba tak nie było. Stojąc na boisku, miało się wrażenie, że gramy naprawdę brzydko i to nie cieszy oka. Ufam, że było tak, jak mówisz, że skoro mimo wszystko pobudziliśmy publiczność, to chyba było w porządku (uśmiech). Mam nadzieję, że z czasem zostanie właśnie tak, jak w tym meczu. Że kibice będą do nas przychodzić, że będą chcieli nas oglądać i że nie skreślą nas po jednym nieudanym sezonie. Skra też nie miała pomyślnego sezonu rok temu. Zajęła piąte miejsce, co dla niej na pewno było pewnego rodzaju ujmą przy takim składzie. Zespół z Bełchatowa był przecież cały czas „w czubie”. A dla nas, liczę na to, że jeszcze nastaną dobre czasy (śmiech).

Drogę, którą przebyliście od połowy sezonu, pokazały końcówki setów w meczu z Lotosem, wygrane mimo tego, że nie prezentowaliście swojego najwyższego poziomu. To chyba prognozuje dość dobrze na play-out.

Wiadomo, że to prognozuje dobrze, a jednak ciężko też nie zauważyć, że cały czas szukamy tej właściwej gry. To jest najgorsze. Zamiast zacząć z wysokiego „C”, my startujemy z niskiego „A” i dopiero później wspinamy się na nasz szczyt możliwości. Akurat w tym spotkaniu go nie osiągnęliśmy, ponieważ mieliśmy jednocześnie bardzo dużo problemów. Jak mówiłem, czasami jest tak, że istotną rolę odgrywa przeciwnik, dyspozycja dnia, szczęście, które też jest ważne w sporcie, nie ma co ukrywać. Nam tego szczęścia zabrakło, mimo że wygraliśmy mecz.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved