Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jolanta Dolecka: Jestem realistką

Jolanta Dolecka: Jestem realistką

fot. archiwum

- Mamy fajny zespół, z dobrą atmosferą, który na pewno jeszcze pokaże swój waleczny charakter - mówiła prezes AZS-u Politechnika Warszawska, Jolanta Dolecka, przed meczem z BBTS-em. - Wierzę, że nasi zawodnicy wywalczą awans do play-off - dodała.

Czy w porównaniu z poprzednim sezonem, kiedy AZS Politechnika Warszawska była nazywana „czarnym koniem” rozgrywek, ten można uznać za nieco rozczarowujący?

Jolanta Dolecka: – Ja tego sezonu nie nazwałabym rozczarowaniem. Na pewno doszło do zmiany składu personalnego zespołu, co jest podstawą do tego, że w tym sezonie nie jesteśmy „czarnym koniem” (śmiech). Właściwie to sezon po sezonie trudno utrzymać tak równą formę i być rewelacją rozgrywek. Uważam, że ten zespół, jaki mamy, z tym składem osobowym, radzi sobie i daj Boże, żeby poniedziałkowy mecz był ukoronowaniem naszego awansu do fazy play-off. Głęboko wierzę, że tak będzie, bo inaczej rzeczywiście ten sezon można byłoby nazwać rozczarowaniem. Jeśli zaś wejdziemy do rundy play-off, to przecież pozostaniemy w grze i myślę, że zawodnicy mogą sprawić jeszcze jakąś niespodziankę, oczywiście grając o miejsca 5-8. Teoretycznie mamy jeszcze szansę na wywalczenie mistrzostwa Polski, ale to jest tylko teoria (śmiech). Celem naszego zespołu było wejście do „ósemki” i wierzę, że mu się to uda, a wtedy uznam, że wykonał on swoje zadanie.

Na drodze AZS-u Politechnika Warszawska do play-off stanie teoretycznie rywal w jego zasięgu, ale pierwszy mecz z BBTS-em został niespodziewanie przegrany 1:3. Zadanie chyba więc nie jest łatwe.



– Ten mecz był bardzo niespodziewanie przegrany, bo prowadziliśmy już 1:0, a mimo to przegraliśmy. Ale wierzymy i liczymy, że przy pewnym układzie – tak można powiedzieć, bo jesteśmy uzależnieni od wyników innych spotkań – znajdziemy się w „ósemce”. Ja wierzę, że nasi zawodnicy wygrają z BBTS-em i sami sobie wywalczą awans do play-off.

– Mogę zresztą powiedzieć, że Politechnika Warszawska jest zespołem, który już do tej pory zdobył 25 punktów, a to przecież nie jest mało. Ta drużyna w niektórych meczach grała bardzo dobrze i wygrała ze znaczącymi zespołami, jak choćby z AZS-em Olsztyn, gdzie, szczerze powiedziawszy, nie liczyłam na zwycięstwo, nie wspominając już o Resovii, w meczu z którą sprawiła niespodziankę. Być może te punkty też w pewnym stopniu zadecydują o tym, że jednak znajdziemy się w „ósemce”? Wierzę w to.

W play-off jednak czekałaby na was Skra lub Resovia. Wspomniała pani o walce o miejsca 5-8 i rzeczywiście, o ile o jednym wygranym meczu moglibyście myśleć, o tyle zwycięstwo w trzech jest już wyzwaniem.

(śmiech) Będzie bardzo ciężko. Jestem realistką i wiem przecież o tym, że będzie trudno. Bez względu na to, czy trafimy na Skrę, czy na Resovię, to byłabym zadowolona, gdybyśmy zdołali wygrać choćby jeden mecz.

Puchar Polski również nie poszedł po waszej myśli – Politechnika poniosła porażkę z I-ligową drużyną, co stanowiło sporą sensację.

– Może rzeczywiście było to rozczarowanie, aczkolwiek w Pucharze Polski graliśmy rezerwowym składem. Widocznie ci nasi rezerwowi nie są jeszcze gotowi, by sprostać takiemu zadaniu, bo KPS Siedlce ma całkiem przyzwoity zespół i liczy się w walce o awans do PlusLigi, bo był w górnej części tabeli. Cóż, uważam, że Puchar Polski nie jest ani naszą porażką, ani naszym sukcesem. Zwyczajnie nie wyszedł nam mecz.

Jeśli mowa o pucharach, to w Pucharze Challenge los nie był dla was łaskawy – trafiliście na Fenerbahçe Stambuł. W drugim meczu udało wam się nawiązać walkę – można to uznać za cenne doświadczenie?

– Drugi mecz wyszedł nam o wiele lepiej niż ten pierwszy na Torwarze. W Turcji nasz zespół dość dzielnie powalczył i nawet gracze Fenerbahçe byli zaskoczeni, że postawiliśmy im taki opór. To jednak rzeczywiście dla nas zbyt wysokie progi – tam grają gwiazdy, ten klub posiada zupełnie inny budżet czy trenera, bo pracuje tam przecież Daniel Castellani, który wie, jak prowadzić zespół. To jest drużyna z zupełnie innymi celami niż nasze.

Challenge Cup to dość drogie rozgrywki, choć Politechnika rozegrała tylko jeden mecz wyjazdowy, więc to pewnie nie zdążyło nadwyrężyć budżetu.

– Zgadza się, to był tylko jeden mecz, więc to jest w tej chwili sprawa, która nie ma już jakiegokolwiek znaczenia. Natomiast myślę, że dla niektórych zawodników, szkoleniowo, była to fajna sprawa. Grali przeciwko takim gwiazdom jak Miljković czy Marshall i sądzę, że prędko nie powtórzy się, aby mogli grać przeciwko takim zawodnikom po drugiej stronie siatki. Pod względem szkoleniowym, doświadczenia było to pozytywne.

Jeśli chodzi o sytuację finansową klubu, to nie jest kolorowo. Czy w jakiś sposób przekłada się to na grę?

– Nie jest kolorowo, ale nie jest też tragicznie. Mamy zabezpieczone pieniądze, a ja też mówiłam zawodnikom, że – być może z opóźnieniem – wszyscy dostaną wypłaty. Niemożliwe jest to, aby opóźnienie w płatnościach miało przełożenie na grę siatkarzy. Oni są zawodowcami i wiedzą, że czekają ich nowe kontrakty, być może nowe kluby, więc każdy gra o swoją przyszłość.

Przed play-off zostaliście nieco osłabieni brakiem Szalpuka – kolejnego młodego zawodnika, który może się wypromować, grając w Warszawie.

– Być może mamy już taką rolę, że „dostarczamy” tych młodych, zdolnych zawodników do innych zespołów? No jest to przykre, bo chciałabym, żeby Artur Szalpuk, który u nas zaczął, grał u nas dłużej i zrobię wszystko, aby tak było. To jest naprawdę bardzo, bardzo zdolny chłopak.

Czyli trochą przywykła pani już do tego, że wielu zawodników traktuje Politechnikę jako „trampolinę” do kariery?

– Częściowo tak, ale szkoda, że tak się dzieje. Być może jednak wkrótce się to zmieni i uda nam się zbudować taki zespół, w którym przynajmniej przez dwa lata utrzymamy trzon, w którym ten podstawowy skład nie będzie zmieniany rokrocznie. To jest moje marzenie.

Forma drużyny faluje – mecze takie jak ten z Resovią wpływają pozytywnie na rozmowy z potencjalnymi sponsorami czy może przeciwnie – po ostatnich przegranych jest ich nieco mniej?

– Nie uważam, żeby było tak, żeby jeden mecz wpływał na to, aby nagle odzywało się mnóstwo nowych sponsorów. Tu, w Warszawie, musimy bardzo ciężko pracować na to, aby tych sponsorów pozyskać. Myślę, że jeśli ktoś chce wyłożyć jakieś pieniądze, utożsamiać się z siatkówką, to jest to inwestycja. Powiedziałabym, że rok 2014 jest rokiem siatkówki – mamy mistrzostwa świata – i na pewno zainteresowanie mediów, kibiców sprawi, że i biznes przyjdzie do siatkówki. To jest nasza szansa, a przecież poprzez siatkówkę jest super promocja. Wydaje mi się, że też ten, kto chce sponsorować zespoły siatkarskie, nie patrzy do końca tylko na to, co się dzieje na boisku, ale też na to, co może się dziać korzystnego dla niego.

W każdym razie, przynajmniej jeśli chodzi o kibiców, wygląda to nieco lepiej i na meczach ze Skrą czy Resovią coraz więcej miejscowych wspiera AZS.

– Zdecydowanie się z tym zgadzam, bo po raz kolejny idąc na mecz ze Skrą, myślałam sobie „Boże, znów wszyscy będą dopingować Skrę”, a tymczasem jednak kibice bardziej nas dopingowali, co musi cieszyć.

Politechnika zawsze słynęła z dobrej atmosfery, tymczasem po tych przegranych meczach słychać było opinie, że nie jest różowo. Jak sytuacja wygląda w tej chwili?

Odpowiedź na to pytanie powinien dać mecz z BBTS-em Bielsko-Biała. Zawodnicy i my wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jaka jest jego stawka. Ja sądzę, że atmosfera jest pozytywna, bo mamy tu naprawdę fajny zespół. Ci zawodnicy tworzą kolektyw. I choć momentami gra im nie wychodzi, co jest być może spowodowane tym, że jeden ma mniejsze możliwości w danym elemencie, drugi w innym, czy też nie zawsze wszystko da się odpowiednio zgrać, to jest dobrze. Na pewno też kontuzja Szalpuka nieco ograniczyła pole manewru w przyjęciu – zostaliśmy z trzema przyjmującymi, a Artur spełniał swoją rolę. Jest zawodnikiem śmiałym w ataku, ręka mu nie drży. Nieco gorzej radzi sobie w przyjęciu. Drugim zawodnikiem, który już dość długo nie gra, jest Mateusz Sacharewicz, skarżący się na kontuzję mięśni brzucha. To spowodowało, że i na środku nie możemy korzystać ze wszystkich swoich zawodników. Mateusz dopiero niedawno wznowił treningi, a uważam, że naprawdę ma on papiery na grę w PlusLidze. Troszkę zawirowań kadrowych mamy, ale podkreślę jeszcze raz – mamy fajny zespół, z dobrą atmosferą, który na pewno jeszcze pokaże swój waleczny charakter.

Rozmawiała: Michalina Tarkowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-03-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved