Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wiktor Krebok: Chcemy wyjść z tego wszystkiego z twarzą

Wiktor Krebok: Chcemy wyjść z tego wszystkiego z twarzą

fot. archiwum

Po kolejnej porażce zespołu trener BBTS-u Bielsko-Biała nie traci wiary w bielską ekipę. - Chcę, by mój zespół cieszyła siatkówka, którą gra - powiedział po meczu z Resovią Rzeszów szkoleniowiec siatkarzy ze stolicy Podbeskidzia.

Dziś w zmaganiach z rzeszowianami było widać, że bielski zespół jest o wiele bardziej zmotywowany niż w pojedynku z Effectorem Kielce. Wynika to z tego, że beniaminkowi łatwiej jest grać bez presji z wyżej notowanym przeciwnikiem niż drużyną z dołu tabeli?

Wiktor Krebok: – Nie powiedziałbym, że taki zespół gra bez presji, bo zawodnicy zawsze ją odczuwają, ale grając z lepszym przeciwnikiem, bardziej się mobilizują. W naszym przypadku pierwszy set decydował o przebiegu spotkania, ponieważ nastawiałem swój zespół na to, że z mistrzami Polski może powalczyć, a nawet wygrać seta czy dwa. Niestety, nie udało się, a główną tego przyczyną nie był brak umiejętności, a warunki fizyczne. Rzeszowianie są bardzo wysoką, skoczną, dobrze zbudowaną drużyną, mają ogromną przewagę w kwestiach motorycznych. Od tej strony dzisiejszy pojedynek wyglądał jak rywalizacja Dawida z Goliatem. Narzuca mi się od razu myśl, że gdybyśmy zagrali w ten sposób z kielczanami, to środowy pojedynek mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiem, co się wtedy stało. Effector przyjechał do nas, przyjmowaliśmy ich – idąc tym tropem, to my powinniśmy podyktować im takie warunki, jakie oni sprezentowali nam. W drugim secie mocno zbili nas zagrywką, kolejnego wygraliśmy, a w ostatnim było podobnie jak w pierwszym – moich chłopaków zbiło z tropu to, że w pewnym momencie w boisko wpadła „bezpańska” piłka. Prowadziliśmy wtedy trzema punktami, a przegraliśmy zarówno set, jak i mecz. Myślę, że przed nami jeszcze dużo pracy i to nie koniec rundy zasadniczej – jedziemy jeszcze do Warszawy, a później będziemy grali o jak najlepszą pozycję wśród czterech ostatnich zespołów PlusLigi. Pracujemy bardzo mocno, jesteśmy nadzwyczaj zmotywowani i chcemy pokazać, że zasługujemy na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Chcemy wyjść z tego wszystkiego z twarzą.

BBTS w pierwszy set wszedł z bardzo dużą dozą energii, którą widać, odkąd w zespole nastąpiła zmiana na pozycji trenera. W kolejnej odsłonie spotkania nieco spuściliście z tonu. Przegrana podłamała bielszczan?



– Nie zgadzam się z tym, że tak było – nie podłamało to nas. Zaczęliśmy od stanu 2:8. Ujawniła się jedynie różnica poziomów między zespołami. Można to zobrazować w dość prosty sposób – ja nie byłem nigdy bokserem. Gdyby ktoś kazał mi stanąć do pojedynku z Kasprzykiem (Marian Kasprzyk, polski bokser, mistrz olimpijski, przyp. red.), to ja bym się go bał, on by mnie bił. Różnice między drużynami działają właśnie na tej zasadzie. Ktoś, kto jest troszeczkę słabszy, musi grać na maksymalnych obrotach, a wtedy zwiększa się możliwość popełnienia błędów. Tu nie chodzi o odpuszczenie, zmartwienie się nieudanym setem – w tym właśnie miejscu wychodzi różnica poziomów.

Czy nie jest tak, że w kluczowych momentach ujawnia się wspomniana przez pana presja, która ciąży na BBTS-ie?

– Nie, moi chłopcy już nie grają pod presją. Ja jej na nikim nie wywieram. Chcę, by oni wyszli na boisko i siatkówka, którą grają ich cieszyła. Nie mogą być sparaliżowani. Mają robić to, co ćwiczymy na treningach. To ma właśnie im sprawiać radość. Ja w życiu nie pracowałem za karę – jakby mi się to nie podobało, to rzuciłbym trenowanie. Tego samego wymagam od swoich podopiecznych. Błędy, które się pojawiają, wynikają tylko z różnicy poziomów, czyli lepszego wyszkolenia technicznego, warunków fizycznych, cech motorycznych.

Widać było, że znaleźliście dziś remedium na nieobecność Adama Swaczyny. Kiedy wróci on do grania i jak w pana ocenie prezentuje się w tej chwili jego zmiennik – Przemysław Czauderna?

– Jak było widać – chłopak daje radę. Adam nie wróci już w tym sezonie do grania – jest mi bardzo przykro z tego powodu. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że obejmując to stanowisko, zastanę sytuację, w której podstawowy libero nie będzie mógł grać. Po poprzednim spotkaniu wszyscy położyli krzyż na Czaudernie. Ja na niego postawiłem. Muszę przyznać, że pokazuje się z bardzo dobrej strony – w przyjęciu miał 57 procent – zrobił dwa błędy na 28 odebranych piłek.

Jest już dużo lepiej niż w meczu z kielczanami…

– Pewnie zaważyła motywacja tego zawodnika. Poza tym z Effectorem grał także młody Bartosz Bućko i Martin Vlk. W dzisiejszym spotkaniu występowali Błoński ze Słowakiem, którzy zasłonili większą część boiska, więc Czauderna miał do obrony nie 1/2, a 1/3 naszej połowy. To właśnie dlatego od razu grało się mu lepiej.

Radzicie sobie jak bełchatowianie z Facundo Conte, z ty, że on nie gra na pozycji libero.

– (śmiech) No tak, musimy wykorzystywać wszystkie możliwości, które pozwolą nam zaprezentować się jak najlepiej. Mnie również się to udało w dzisiejszym meczu. Zażądałem pierwszego challenge’u w tym spotkaniu i zdobyliśmy punkt. Muszę pochwalić moich chłopaków za ambicję – potrafili wybronić kilka naprawdę mocnych ciosów i myślę, że w związku z tym wszyscy zgromadzeni kibice powinni być zadowoleni bez względu na wynik.

Czyli na nadchodzące spotkanie z warszawskim AZS-em zapatrujecie się pozytywnie, szczególnie mając w pamięci zwycięstwo, które odnieśliście z nimi w pierwszej części fazy zasadniczej?

– Myślę, że już w tej chwili nie ma znaczenia, czy wygraliśmy z nimi, czy nie. Musimy tam pojechać i spróbować zagrać jak najlepiej. Dywagacje na temat znaczenia przeszłości nie mają sensu, bo równie dobrze można powiedzieć, że wtedy wygraliśmy, bo nie było na boisku Marcina Nowaka, który świetnie blokuje i ma trudny serwis. Teraz będzie grał i mam nadzieję, że my co najmniej powalczymy.

Po dwunastu przepracowanych wspólnie roboczych dniach czuje się pan już w pełni członkiem bielskiej ekipy?

– Znam zespół z Bielska-Białej – przygotowywałem go w sezonie przed PlusLigą, gdy nie było jeszcze trenera. Czuję się jego częścią – pięćdziesięciu lat pracy nikt mi nie odbierze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved