Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Wojciech Kasza: Trzeba grać po męsku

Wojciech Kasza: Trzeba grać po męsku

fot. Damian Wójcik

W meczu przedostatniej kolejki I ligi mężczyzn akademicy z Krakowa niespodziewanie ulegli drużynie z Tychów. - Czasami jak się za bardzo czegoś chce, to wychodzi jak wychodzi - ocenia trener AGH 100RK AZS Kraków, Wojciech Kasza.

W meczu z TKS-em Nascon Tychy udało wam się wygrać tylko pierwszego seta, w kolejnych lepsi okazali się przyjezdni. Jaki element o tym zadecydował?

Wojciech Kasza: – Mecz przede wszystkim przegraliśmy własnymi błędami, popełniliśmy ich trzydzieści pięć, zepsuliśmy aż dwadzieścia dwie zagrywki, to ilość błędów, która na pewno jest niedopuszczalna. To właśnie one były główną przyczyną naszej porażki. Myślę, że podeszliśmy do tego meczu za bardzo ambicjonalnie, chłopaki byli zmotywowani aż za bardzo. Cały czas powtarzaliśmy im, że mają być w pełni skoncentrowani i to chyba miało odwrotny od zamierzonego skutek. Czasami jak się za bardzo czegoś chce, to wychodzi jak wychodzi.

Przed meczem byliście niewątpliwie stawiani w roli faworyta, niestety, jak doskonale pokazuje wynik, ta rola nie zawsze sprzyja…

– Można powiedzieć, że byliśmy faworytem w tym spotkaniu, ale tak to już jest w tej lidze, że nie ma faworytów, a każdy tak naprawdę może wygrać z każdym. Trzeba po prostu wyjść na mecz maksymalnie skoncentrowanym, zagrać dobrą siatkówkę, by mieć jakiekolwiek szanse na wygranie pojedynku z rywalem, bez względu na miejsce, które aktualnie zajmuje w tabeli. Jeśli popełniamy taką ilość błędów własnych, o wygranej nie ma mowy, nawet z tak dobrym przyjęciem, jakie mieliśmy w meczu z tyską drużyną. Na treningach pracujemy nad tym, by grać na zagrywce seriami, powtarzalność w tym elemencie może bezpośrednio przełożyć się na wynik w całym meczu.

Przegrywając ten mecz, niemal pozbawiliście się szans na pewny awans do ósemki najlepszych drużyn pierwszej ligi. Czy pana zawodnikom udało się już zapomnieć o tej przegranej?

– Przegrana z TKS-em Nascon Tychy przeszła już do historii, staramy się już o niej nie myśleć. Uciekła nam ogromna szansa spokojnej walki o ósemkę, teraz tak naprawdę mamy już tylko czysto teoretyczne szanse na bezpośrednie utrzymanie w pierwszej lidze. Mamy natomiast jasno wyznaczony cel, gramy o utrzymanie. Nigdy nie bawię się w jakieś tam liczenie i zastanawianie się, czy mamy jeszcze szanse, czy nie mamy. Naszym głównym zadaniem jest pilnowanie swojej własnej gry. Jeśli będziemy grali dobrze, to nie będziemy musieli liczyć na wyniki innych spotkań. Chłopaki potrafią grać w siatkówkę, po prostu czasami o tym zapominają.

W czasie dwutygodniowej przerwy trenowaliście jeszcze więcej? Jak wyglądały przygotowania do tej najważniejszej części sezonu?

– Trenowaliśmy bardzo solidnie, zagraliśmy sparing w Rybniku, który wygraliśmy 4:1. Mieliśmy trochę więcej czasu na doskonalenie naszej gry, mam nadzieję, że to zaprocentuje w kolejnych meczach. Mój zespół wygrywa tylko wtedy, kiedy grają wszyscy, jeśli gra tylko jeden zawodnik, to niestety przegrywamy, jeśli gra trzech, to też przegrywamy, muszą zawsze grać wszyscy zawodnicy, na 100% swoich możliwości. Na szczęście do treningów powrócił już Karol Galiński, który ostatnio miał problemy z plecami, także póki co mam czternastu gotowych do gry zawodników.

W niedzielę zmierzycie się w Kętach z tamtejszym Kęczaninem. Jaka jest pana recepta na sukces w tym pojedynku?

– Dokładnej taktyki jeszcze nie ustaliliśmy, mamy materiał z czterech ostatnich meczów Kęczanina, nasz statystyk już go opracował. Znamy się dobrze z tą drużyną, graliśmy już z nią mecze. Musimy zagrać dobrą siatkówkę, przede wszystkim z małą ilością błędów własnych. Jeśli uda nam się je wyeliminować, to o wynik będę spokojny. Ja już dawno powiedziałem moim zawodnikom, że muszą przestać mówić i tłumaczyć się swoim młodym wiekiem czy tym, że niektórzy pierwszy raz występują w I lidze mężczyzn. To jest męska siatkówka, pierwsza liga mężczyzn, a nie dzieci, tak więc trzeba grać po męsku.

Dodatkowym smaczkiem niewątpliwie będzie stawka tego meczu, wygrana może dać obu drużynom awans do ósemki albo polepszyć ich miejsce w tabeli przed fazą play-out.

– Ten mecz na pewno będzie dużo ważniejszy niż ten z poprzedniej rundy, tutaj gramy już o konkretny cel. Wiemy jak ważny jest ten mecz dla układu tabeli, nawet jeśli nie uda nam się awansować do ósemki, to wygrana na pewno zmotywuje nas do walki w fazie play-out. Niestety nasi przeciwnicy też grają o bardzo wiele, tym bardziej że zajmują lepsze miejsce w tabeli niż my. Jeśli obie drużyny wytrzymają nerwowo, to może być dobry mecz.

W niedzielę w hali w Kętach obecne będą również kamery telewizji Orange Sport. To dodatkowa mobilizacja? Jak pan ocenia sam pomysł transmisji z pierwszoligowych parkietów?

– Trudno mi powiedzieć jak zareagują moi zawodnicy. Niektórzy z nich przez pierwszą rundę oswajali się z tym, że grają w pierwszej lidze, więc może być tak, że na początku meczu będą się oswajali z tym, że w hali są kamery. W tej lidze mają się pokazywać młode osoby, które kiedyś trafią do wyższej ligi i powinny oswajać się z całą tą otoczką, z różnymi, często pozasportowymi aspektami. Uważam, że właśnie taki jest cel pokazywania siatkówki w telewizji. Na pewno jest to obciążenie finansowe dla klubów, a czy przynosi to jakieś korzyści…? Trzeba o to zapytać po sezonie.

Skąd pana zdaniem tak słaby początek sezonu w wykonaniu krakowskiego beniaminka? Trzeba przyznać, że gdyby AGH grał przez cały sezon tak, jak na jego końcu, o miejsce w ósemce wszyscy zawodnicy mogliby być spokojni.

– Zobaczymy jak się wszystko ułoży po niedzielnym meczu, być może zdarzy się jakiś mały cud i uda nam się jeszcze wskoczyć do ósemki. Jak powtarzam, my mamy tylko jeden podstawowy cel. To, że powiedziałem chłopakom, że stać ich na granie o miejsce w ósemce, to było dodatkowe. Wyniki pokazały, że stać nas na walkę z każdą drużyną w tabeli. Można powiedzieć, że nie wygraliśmy ani jednego meczu tylko z drużynami z Będzina, Wyszkowa i Lubina. Gdybyśmy przez cały sezon grali swoją własną siatkówkę, mogłoby się okazać, że bylibyśmy na czwartym miejscu w tabeli, skoro beniaminek z Wrześni może być na szóstym.

Jak pan ocenia tegoroczny poziom pierwszej ligi mężczyzn?

– Liga jest wyrównana, pierwsze dwa, trzy zespoły są bardzo mocne. Wiadomo, że pieniądze i nazwiska nigdy nie grają, ale trzeba głównie na tych nazwiskach się koncentrować. Mamy w lidze reprezentantów kraju czy zawodników grających jeszcze niedawno na plusligowych parkietach, to świadczy o tym, że liga jest mocna.

Jest pan bardzo dynamicznym i ekspresyjnym trenerem, w ten sposób stara się pan pobudzić swoich zawodników do walki?

– To jest sport, to są emocje. Na pewno nikt nie chciałby oglądać trenera, który siedzi smutny. Ja taki po prostu jestem i nie zamierzam się zmieniać. Takie są teraz czasy – są media, dziennikarze, kamery i mikrofony, trzeba uważać co się robi i mówi. Niestety przyjęło się, że jak polski trener przeklina, to spotyka się to z dużą dezaprobatą, natomiast trener zagraniczny w innym języku może mówić co tylko chce.

Rozmawiała: Kaja Stefaniak (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved