Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jozef Piovarči: Kiedy oni muszą wygrać, my możemy

Jozef Piovarči: Kiedy oni muszą wygrać, my możemy

fot. Izabela Kornas

Czarni Radom jako beniaminek PlusLigi niejednokrotnie w tym sezonie byli autorami sporych niespodzianek. - Udowodniliśmy, że jesteśmy drużyną, która grając nawet z wyżej notowanym rywalem, walczy do końca - o postawie swojego zespołu mówił Jozef Piovarči.

Po wygranej z Jastrzębskim Węglem w pierwszej rundzie fazy zasadniczej, w meczu rewanżowym niewiele zabrakło, abyście sprawili kolejną niespodziankę. Jeden punkt „urwany” uczestnikowi Final Four LM daje dodatkowe powody do zadowolenia?

Jozef Piovarči: – Oczywiście, zdawaliśmy sobie sprawę z tego jak mocnym rywalem jest Jastrzębski Węgiel. Z tym że my do Jastrzębia-Zdroju przyjeżdżaliśmy z nastawieniem, że tak naprawdę nie mamy nic do stracenia. Po tym meczu mamy więc powody do radości, bo wywalczyliśmy punkt. Chociaż oczywiście zawsze szkoda tej straconej szansy, bo mogliśmy wygrać i wywieźć stąd nawet dwa oczka. Był to dość ciekawy mecz, trzeba przyznać, że też z perspektywy sędziowania… Nie powiedziałbym jednak, żeby sędziowie nas szczególnie skrzywdzili, ale było trochę nerwowości. O przegranej zadecydowały raczej nasze błędy, tak jak chociażby kilka gorszych zagrań w końcówce tie-breaka, ale nie ma co do tego wracać. Mamy jeden punkt, a i z samej gry możemy być zadowoleni.

Patrząc na przebieg tego spotkania, można powiedzieć, że był to dość rwany mecz. Uwagę zwraca też liczba punktowych zagrywek, zarówno u was, jak i w ekipie gospodarzy. Na ile wpływ na to, kto miał kontrolę nad przebiegiem danego seta, miała właśnie dyspozycja w polu serwisowym?

– Sama zagrywka oczywiście może skutecznie pomóc, jednak trudno wskazać na jeden konkretny element. Najbardziej wyrównany był chyba ten pierwszy set, który przegraliśmy do 22, ale tak naprawdę tam decydująca była końcówka. Na szczęście w kolejnym secie udało nam się wyrównać, wygrywając przy identycznym stanie. To, co wydarzyło się w trzecim secie, można z naszej strony określić jako dramat, w ogóle nie zaprezentowaliśmy naszego poziomu gry. Co ważne, to fakt, że udało nam się później po raz kolejny wrócić do tej gry, jaką prezentowaliśmy na początku meczu. Myślę, że udowodniliśmy, że jesteśmy drużyną, która grając nawet z wyżej notowanym rywalem, walczy do końca.

Właśnie z tymi teoretycznie mocniejszymi rywalami, a nawet pretendentami do walki o medale, wasza gra wygląda pewniej, a i bilans spotkań macie nie najgorszy.

– Czasem tak to wygląda, ale to zależy nie tylko od tego z kim, ale też gdzie gramy. U siebie w Radomiu czujemy się wyjątkowo dobrze i pewnie, wygraliśmy tam 3:0 z Jastrzębskim Węglem, wcześniej pokonaliśmy też Skrę Bełchatów – 3:1. Dla nas to działa na plus, dla rywali to chyba niezbyt ciekawe wspomnienie. Może nasza hala, przez to, że jest mniejsza i jednak dość specyficzna, przeciwnikom, którzy są przyzwyczajeni do swoich większych obiektów, nie do końca odpowiada. A nam z kolei udało się ten atuty kilka razy wykorzystać. Na wyjazdach bywało różnie, tutaj udało się urwać punkt. Teraz przed nami w niedzielę mecz z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i jedno mogę obiecać, że tam także powalczymy.

Przy zapewnionym już awansie do play-off PlusLigi i braku tej presji, w końcówce fazy zasadniczej będzie grało się lepiej?

– Niekoniecznie, nie chcemy się koncentrować na tym, że mamy już zagwarantowaną grę w play-off. Każdy mecz daje nowe doświadczenie, a w rywalizacji z takimi zespołami jak Jastrzębski Węgiel czy ZAKSA nie mamy nic do stracenia, więc niezależnie od tego, na jakim etapie jesteśmy, gramy bez większej presji. Kiedy oni muszą wygrać, my możemy.

Miejsce Czarnych Radom jako beniaminka w czołowej ósemce rozgrywek już można uznać za niespodziankę. Jakie stawiacie sobie cele w tej decydującej fazie rozgrywek?

– Faktycznie sprawiliśmy wielką niespodziankę. I to, że gramy w play-off, już jest sukcesem. W tej kolejnej fazie będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i zobaczymy co uda się ugrać. Sporo wskazuje, że jeszcze nie raz powalczymy z Jastrzębskim Węglem, także w Pucharze Polski, i być może coś uda się wywalczyć. Wierzę, że ta gra będzie wyglądała przynajmniej tak, jak chociażby w tym spotkaniu.

Przy wspomnianym Pucharze Polski może być jednak odczuwalne większe natężenie meczów.

– Myślę, że nie aż w takim stopniu. Dla nas to będzie kolejny mecz, grany w podobnym trybie, bo mieliśmy już ligowe spotkania rozgrywane też dwa razy w tygodniu. No chyba, że w Pucharze Polski uda nam się awansować dalej, wtedy faktycznie tych spotkań będzie trochę więcej (śmiech).

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved