Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dick Kooy: Jeśli jesteśmy na fali, to ciężko nas pokonać

Dick Kooy: Jeśli jesteśmy na fali, to ciężko nas pokonać

fot. Joanna Skólimowska

- W ostatnim czasie mieliśmy bardzo dużo własnych problemów - kontuzje kilku zawodników i całe zamieszanie wokół Grzesia Boćka. To wszystko dało nam bardzo wiele siły - powiedział lider ZAKSY, Dick Kooy, po wygranej w hali Azoty nad mistrzem Polski.

Wygrana po pięciosetowym boju z mistrzem Polski to dobry prognostyk na nadchodzącą najważniejszą część sezonu ligowego?

Dick Kooy: – Oczywiście, że tak. W ostatnim czasie mieliśmy bardzo dużo własnych problemów – kontuzje kilku zawodników i całe zamieszanie wokół Grzesia Boćka. To wszystko dało nam bardzo wiele siły, pozwoliło się nam dodatkowo zmotywować. Szczególnie cementująco zadziałała na nas sytuacja związana z Grześkiem, bo to rozwiązanie sytuacji nie było fair. Staraliśmy się ciężko pracować i być jedną grupą, jednym zespołem i na parkiecie widać było tego efekty.

Pierwszy set zdecydowanie lepiej ułożył się dla rzeszowian i w pewnym momencie nawet doping nieco przycichł. Kibice myśleli chyba, że całe spotkanie może szybko zamknąć się w trzech partiach.



– Jestem w stanie to zrozumieć, bo nasza gra nie była dobra. Mimo wszystko kolejny set rozpoczyna się od stanu zero do zera i wszyscy znów mają równe szanse, by go wygrać. Musieliśmy oczyścić nasze głowy z myśli związanych z tym słabym początkiem i wprowadzić w życie naszą siatkówkę. Jak było widać – udało nam się to.

Decydującym momentem był drugi set, którego zaczęliście fatalnie, ale odrobiliście straty i ostatecznie wygraliście tę partię. To pozwoliło wam mocniej uwierzyć w to, że Resovię da się pokonać?

– Przegrywać przed przerwą 0:2 a remisować 1:1 to ogromna różnica. Nie zaczęliśmy seta dobrze, ale w każdej akcji walczyliśmy do końca o każdą piłkę i zostawiliśmy na parkiecie wiele energii, sił i emocji. Każda udana akcja nas napędzała i udało się odrobić straty, a później wyjść na prowadzenie i zakończyć seta zwycięsko. To bardzo nas podbudowało.

W przekroju całego spotkania można powiedzieć, że wiele krzywdy wyrządziliście rywalom swoją zagrywką. Było kilka punktowych akcji w tym elemencie, ale wielokrotnie zagrywaliście tak, że przeciwnik nie mógł skorzystać ze środka, a to bardzo duże ułatwienie.

– Przez cały tydzień bardzo intensywnie pracowaliśmy nad poprawieniem naszej zagrywki i w meczu było widać tego efekty. Poprawiliśmy celność i dokładność w tym elemencie i mam nadzieję, że z dnia na dzień, z meczu na mecz będzie to wyglądało jeszcze lepiej.

ZAKSA w tym sezonie gra trochę w kratkę i ciężko jest czasami pokusić się o wytypowanie zwycięscy w meczach z waszym udziałem. Na co stać ZAKSĘ w tym sezonie?

– Jeśli wszyscy starają się pracować na sto procent swoich możliwości i umiejętności, tak jak ma to miejsce teraz, wszystko jest możliwe i możemy wygrać z każdym. W zespole jest trochę młodych zawodników, jest kilku starszych i doświadczonych, więc można się też uczyć od siebie. W lidze jest kilka równych zespołów, które grają na podobnym poziomie. Może i mamy swoje wzloty i upadki, nie jesteśmy tak stabilni, jak inne zespoły, ale jeśli jesteśmy na fali i mamy swój dzień, to praktycznie każdej ekipie jest bardzo ciężko nas pokonać.

Siódmym zawodnikiem na boisku byli w meczu z Resovią kibice, którzy momentami dopingowali was tak, że nie słyszeliście chyba własnych myśli. To dodało wam skrzydeł?

– Świetnie się gra, kiedy w hali panuje właśnie taka atmosfera. Byłem do tego przyzwyczajony już za czasów gry w Modenie, bo tam też wszyscy zdzierali sobie gardła, by nas dopingować. To jest taki bonus, który może dać zespołowi pozytywnego kopniaka i trochę ekstra energii, która w kluczowych momentach może okazać się wręcz niezbędna.

Już przed sezonem można było słyszeć porównania na linii Kooy – Fonteles. Początkowo kibice chyba trochę tęsknili za Brazylijczykiem, ale po kilku twoich ostatnich świetnych występach mają nowego idola. Czujesz się liderem ZAKSY?

– Na pewno czuję się w Kędzierzynie-Koźlu komfortowo. Felipe to Felipe, a ja jestem Dick Kooy – różnica jest zauważalna (uśmiech). Staram się każdego dnia dawać z siebie wszystko na treningach czy w meczach. Chcę, by zespół miał ze mnie pożytek, a kibicom chcę przysporzyć jak najwięcej radości. Jeśli mi to wychodzi, to bardzo się z tego cieszę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved