Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Rob Bontje: Czuję wielką, cudowną ulgę

Rob Bontje: Czuję wielką, cudowną ulgę

fot. Sabina Bąk

Jastrzębski Węgiel wygrywając dwumecz z Resovią, zapewnił sobie awans do FF. - Sam awans nie powoduje, że cokolwiek wygraliśmy. Najważniejsze mecze dopiero przed nami - rzeczowo zauważył środkowy jastrzębian Rob Bontje.

Przede wszystkim gratulacje. Wygraliście oba spotkania przeciwko Resovii i zagracie w Final Four, jakie to uczucie?

Rob Bontje:Szczerze? To ogromna ulga (śmiech). Nie było wcale łatwo tego dokonać. Po wygraniu pierwszego meczu w Jastrzębiu-Zdroju 3:0 ludzie pewnie pomyśleli, że będzie nam lżej, niż gdybyśmy nie wygrali przed własną publicznością. W pewnym stopniu mieli rację, ale tak naprawdę w Rzeszowie również stoczyliśmy ciężki bój. Tak jak w poprzednim spotkaniu, w każdym secie końcowa różnica wynosiła dwa-trzy punkty, wynik oscylował wokół remisu. Kiedy wygraliśmy pierwszego seta, mogliśmy wywrzeć na przeciwnikach ogromną presję, ale oni na to nie pozwolili. Wiedzieli, że brakuje nam już niewiele, że choćby jeden przegrany set spowoduje, że stracą jakiekolwiek szanse na przedłużenie nadziei na grę w Final Four. Także podsumowując, czuję wielką, cudowną ulgę. To był dla nas jeden z ważniejszych celów, udało nam się go zrealizować, więc zasłużyliśmy chyba na to, by czuć szczęście (śmiech).

Powiedziałeś, że wygrana u siebie nie była decydująca, jednak to ona dała wam komfort konieczności przełamania Resovii tylko w dwóch setach. Gdyby nie to, gdyby czwarty set nie był o przysłowiową pietruszkę, a trenerzy nie wpuściliby rezerwowych, mogłoby być bardzo trudno wygrać cały mecz.



No tak, wygrana przed własną publicznością pozwoliła nam w pewnym stopniu na większy spokój, bo potrzebowaliśmy tylko tych dwóch setów. Dzięki temu, tak jak powiedziałem wcześniej, wygrywając jednego seta mieliśmy dobrą sytuację – cała presja spoczęła na przeciwnikach, dla których każda kolejna partia była na wagę być albo nie być. W tym dwumeczu istotne było też to, że nawet jeśli przegrywaliśmy w końcówkach, w decydujących momentach byliśmy skoncentrowani i po prostu zapracowaliśmy na awans. Przy okazji duże brawa dla chłopaków, którzy pojawili się na boisku w czwartym secie, bo wcale nie jest łatwo walczyć, kiedy wiesz, że tak naprawdę nic już nie wygrasz, że wszystko jest już jasne, a twoim zadaniem jest doprowadzić spotkanie do końca. Oni to zrobili, wygrywając czwartą partię, a zarazem całe spotkanie. To dla nas bardzo dobry dzień (uśmiech).

Chyba tym bardziej dobry, że zwyciężyliście na Podpromiu po raz pierwszy od siedmiu lat.

Tak, dokładnie. Co prawda dopiero przed chwilą się o tym dowiedziałem (śmiech), bo nikt z nas nie skupiał się na takich statystykach, ale to ciekawe. Wcześniej wiedziałem tylko, że w swojej hali zawsze prezentowaliśmy się dobrze i wygrywaliśmy większość spotkań (śmiech). Jeśli zaś chodzi o mnie, to moje statystyki, co do wygranych w Rzeszowie, wyglądają nieco lepiej (śmiech) – dwa czy trzy lata temu, kiedy grałem w Sisleyu Treviso, razem z drużyną zwyciężyłem przeciwko Resovii w Pucharze CEV. Trzeba przyznać, że ta hala jest zawsze wypełniona po brzegi, kibice niesamowicie wspierają swoją drużynę. Koniec końców jednak boisko zawsze jest to samo, siatka także się nie zmienia, więc nie wydaje mi się, żeby to, że przez jakiś czas nie udawało się wygrywać w tej hali, miało wpływ na przebieg spotkania.

Już drugi set mógł przesądzić o wyniku meczu. Prowadziliście, aby w końcówce dać się dogonić i ostatecznie przegrać partię. Czego zabrakło, by postawić kropkę nad i?

Właśnie nie wiem. Wydaje mi się, że przegraliśmy dwie akcje, w których mieliśmy piłki w górze i mogliśmy je skończyć, a później zrobiło się już bardzo gorąco. Swoją drogą, to, co się działo w końcówkach, pokazuje też, jak bardzo dobrym pomysłem jest system challenge. W trakcie meczu pojawiło się kilka punktów, które sprawiły sędziom problemy, nie wiedzieli, jaką decyzję podjąć, jaka jest prawidłowa, gdyby mogli skorzystać z challenge’u, byłoby lepiej. Mam nadzieję, że niedługo to rozwiązanie pojawi się także w Lidze Mistrzów. Wracając jednak do tego drugiego seta, sama widziałaś, że oni w wygraną w drugim secie włożyli wszystko to, co mieli, całą swoją energię i determinację. Podejmowali też spore ryzyko, które dało im zwycięstwo w tej partii. Próbowali zresztą tego samego w kolejnej odsłonie, ale na szczęście postawiliśmy się im i nie pozwoliliśmy rozkręcić.

Te spotkania w Lidze Mistrzów przeciwko Resovii dostarczyły więcej adrenaliny, czy jej poziom był raczej porównywalny do tego, który odczuwacie przy każdym meczu?

O nie, to zdecydowanie nie był normalny poziom dla nikogo (śmiech). Presja tak naprawdę towarzyszyła nam wszystkim, co można było bardzo łatwo zaobserwować, a co też pokazała nasza reakcja po wygraniu decydującego seta. Dopiero wtedy tak naprawdę ten balonik emocji pękł. Na szczęście granie w takim zespole jak Jastrzębski Węgiel przyzwyczaja nas do tego, że stawka meczów jest wysoka, czasami ciężko to udźwignąć, ale tak naprawdę przyznam się, że to miłe czuć, że gra się ważne spotkania. A kiedy wygrywasz, wtedy jest to jeszcze milsze (śmiech).

A czy na wasze przygotowania mentalne do wtorkowego pojedynku miały wpływ pojawiające się informacje o objęciu przez Lorenzo Bernardiego irańskiej reprezentacji?

Tak naprawdę zażartowaliśmy sobie z całej tej sytuacji raz lub dwa i na tym się skończyło (śmiech). Wynikało to głównie z tego, że zwłaszcza zawodnicy, którzy są tutaj już trochę dłużej, wiedzą, że niezależnie od tego, czy takie informacje okażą się prawdziwe, czy nie, tak naprawdę nie zmienia to naszej sytuacji. Wszystkie treningi, przygotowania, wszystko to odbywało się w swoim naturalnym rytmie. Nawet jeśli trener rzeczywiście prowadzi rozmowy z tamtejszą federacją, to nic to nie znaczy. Każdy wiedział od początku, jak ważne będzie rewanżowe spotkanie z Resovią, więc dla nas zdecydowanie wszelkie te informacje nie miały znaczenia.

Awansowaliście do FF, to oznacza, że przed wami rywalizacja w PlusLidze, turniej w Ankarze, a także Puchar Polski. Myślisz, że dacie radę grać cały czas na najwyższych obrotach?

Jedną z większych zalet naszego zespołu jest to, że mamy czternastu naprawdę wyrównanych graczy, którzy w każdej chwili mogą wejść na boisko i walczyć. Dzięki temu trener ma możliwość dokonywania zmian, rotowania składem, a co za tym idzie, pojedynczy zawodnicy mogą odpocząć. Świadczy o tym chociażby fakt, że na środku mamy taką rywalizację, w zasadzie co mecz ktoś inny z nas znajduje się poza meczowym składem. Nie jest to co prawda łatwe, kiedy siedzisz na trybunach, ale koniec końców takie rozwiązanie zdaje egzamin, a to jest przecież najważniejsze. Na razie sezon układa się po naszej myśli, ale sam awans do FF nie powoduje, że cokolwiek wygraliśmy. Tak naprawdę najważniejsze mecze czekają nas za miesiąc, dwa. Wyniki, jakie wtedy osiągniemy, będą o wiele ważniejsze, dlatego też już od razu będziemy się skupiać na tym, co przed nami i pracować, by w każdych z tych rozgrywek, które przed nami, zająć jak najlepsze miejsce.

*Rozmawiała Joanna Skólimowska (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved