Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Strefa Eksperta: Faworyci nie zawiedli

Strefa Eksperta: Faworyci nie zawiedli

fot. Joanna Skólimowska

20. kolejka siatkarskiej ekstraklasy przeszła już do historii. O rywalizacji niemalże na finiszu fazy zasadniczej PlusLigi, braku niespodzianek i wyróżniających się postaciach w kolejnej odsłonie Strefy Eksperta opowiedział Paweł Pyziak.

Transfer Bydgoszcz – AZS Politechnika Warszawska 2:3

Najbardziej wyrównany mecz 20. kolejki PlusLigi, który zakończył się podziałem punktów. Spotkanie rozgrywane w Bydgoszczy miało bardzo nierówny przebieg. Dobre i ciekawe akcje zbyt często przeplatały się z niewymuszonymi błędami popełnianymi przez obie ekipy. Transfer popełnił ich aż 35, Politechnika nieco mniej, bo 32 (12 błędów własnych w 3 secie!). Przy tak nierównej grze każdy z trzech pierwszych setów mógł zakończyć się wygraną jednej bądź drugiej drużyny. Pierwszego i trzeciego seta wygrali goście, głównie za sprawą bardzo słabego przyjęcia zagrywki warszawian (30% dokładnego przyjęcia w pierwszym secie, 14% w trzecim secie). Pozostałe trzy partie, które wygrała Politechnika, charakteryzowały się tym, że to właśnie goście mieli lepszą skuteczność w ataku.
Najciekawszym fragmentem meczu był tie-break, w którym raz jedni, raz drudzy wychodzili na prowadzenie. W samej końcówce za sprawą dwóch bloków punktowych gospodarze obronili dwie piłki meczowe i wyrównali stan spotkania na 14:14, lecz w kolejnych dwóch akcjach górą byli stołeczni akademicy i po punktowym bloku Guni (9 bloków w meczu) na Walińskim set zakończył się wynikiem 14:16.

Na wyróżnienie w meczu zasłużyli sobie Szalpuk (MVP), który grał na wysokiej skuteczności ataku,  oraz Gunia, który był najskuteczniejszym zawodnikiem na boisku (10 punktów atakiem, 9 – blokiem). Wśród gospodarzy wyróżniała się para Jurkiewicz/Waliński, ale niestety dla nich tego dnia nie mieli zbyt dużego wsparcia u swoich kolegów. Clark (23% skuteczności ataku) był często wymieniany z Janeczkiem, a Muagututia zanotował jeden z najsłabszych występów w PlusLidze i miał zaledwie 26% skuteczności ataku.



 

Cerrad Czarni Radom – AZS Indykpol Olsztyn 0:3

W meczu za „6 punktów” osłabieni kontuzjami radomianie nie zdołali zatrzymać ani jednego punktu na własnym terenie i przegrali już po trzech setach. Wszystkie partie były wyrównane, ale też dość nerwowe. Kilkukrotnie Krzysztof Stelmach musiał używać video weryfikacji, aby prawidłowo zdobyty punkt przez jego drużynę był zapisany po właściwej stronie, a Robert Prygiel już przy stanie 0:1 w drugim secie poprosił o pierwszy czas, aby przypomnieć swoim zawodnikom o tym, że bez walki i zaangażowania tego meczu się nie da wygrać. Poza końcówką pierwszego seta żadna z drużyn nie potrafiła zbudować znaczącej przewagi punktowej, którą by utrzymała do końca seta. Na boisku wyróżniali się atakujący Kooistra, który jako jedyny zawodnik zagrał mecz na dobrej skuteczności i zdobył w meczu 17 punktów, oraz Szymański (MVP) – 19 punktów. Pod nieobecność dwóch podstawowych środkowych, Kamińskiego i Piovarciego, rozgrywający Czarnych głównie grał ze swoimi skrzydłowymi i właśnie brak urozmaicenia gry spowodował, że w ważnych momentach setów olsztynianie lepiej przewidywali grę Neroja, a Dobrowolski skuteczniej wykorzystywał potencjał całej swojej drużyny.

 

BBTS Bielsko-Biała – PGE Skra Bełchatów 0:3

Zmiana trenera nie spowodowała zmiany wyniku z pierwszej rundy PlusLigi, gdzie Skra pewnie wygrała w trzech setach z zamykającym tabelę BBTS-em. Mecz od pierwszej do ostatniej piłki przebiegał pod całkowitą kontrolą bełchatowian, którzy w każdym elemencie gry byli znacząco lepsi od gospodarzy. Przyjęcie zagrywki: dokładne 39-64%, perfekcyjne 8-42%, skuteczność ataku 34-56%, asy serwisowe 2-5, bloki 7-9. W meczu można było zauważyć, jak Uriarte (MVP) z Conte (17 punktów) prowadzą wewnętrzną, argentyńska grę z Gonzalezem (10 punktów) i pokazują mu drobną różnicę, która dzieli Bełchatów od Bielska-Białej. Na uwagę zasługuje też gra Wlazłego, który w obcej hali miał w ataku 79-procentową skuteczność.

 

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – LOTOS Trefl Gdańsk 3:0

ZAKSA pomimo nieobecności swoich dwóch środkowych – Wiśniewskiego i Gladyra – odniosła ważne zwycięstwo za trzy punkty. Pomimo bardzo wyrównanej gry obu ekip podopieczni Sebastiana Świderskiego w ważnych momentach potrafili skutecznie kończyć trudne kontry. W meczu dobrze zaprezentował się Bociek (63% skuteczności ataku, MVP), który pomimo dobrze ustawianego bloku kończył trudne piłki. Zwycięstwo drużyny Kędzierzyna-Koźla można upatrywać w dobrej, zespołowej grze, gdzie każdy chciał walczyć, co było zupełnym przeciwieństwem ekipy, która grała dwa tygodnie temu w Bełchatowie. Podopieczni Radosława Panasa pomimo dobrej taktyki ustalonej przed meczem musieli uznać wyższość gospodarzy. W pierwszym secie mieli oni dwie piłki setowe. Pierwszą z nich gospodarze obronili skutecznym atakiem Kooya, a drugą Żaliński oddał, psując zagrywkę. Walka była bardzo wyrównana i dopiero przy stanie 28:28 gdańszczanie, a dokładnie mówiąc Jarosz, najpierw zepsuł zagrywkę, a w następnej akcji atak i ZAKSA wygrała seta 30:28. Drugi set rozpoczął się po myśli gospodarzy, którzy podbudowani wygraną zaciętej końcówki zbudowali sobie kilkupunktową przewagę. Przy stanie 14:11 i zagrywce Żalińskiego goście zdołali wyrównać stan seta i gra ponownie się wyrównała, i była prowadzona punkt za punkt. Dopiero po wejściu Ruciaka na zagrywkę przy stanie 18:18 gospodarze zbudowali pięciopunktową przewagę, której nie oddali już do końca seta. Trzeci set był bardzo podobny do pierwszego, gdzie żadnej z drużyn nie udało się zdobyć większego niż dwupunktowe prowadzenie. Końcówkę meczu lepiej poprowadził Zagumny i to jego ekipa zgarnęła całą pulę i utrzymała 4. miejsce w rozgrywkach PlusLigi. Warto podkreślić dobrą, zespołową grę kędzierzynian, którzy pomimo osłabienia spowodowanego brakiem środkowych oraz ciągle trwającego zamieszania wokół Boćka potrafili we własnej hali wygrać za trzy punkty.

 

Resovia Rzeszów – AZS Częstochowa 3:0

Resovia przed ważnym spotkaniem w Lidze Mistrzów chciała ten mecz wygrać w trzech setach, co im się udało, ale dwa sety kończyły się różnicą zaledwie dwóch punktów. Pierwszy set był najbardziej wyrównany i prowadzenie w nim zmieniało się kilkukrotnie. Dopiero dwie punktowe zagrywki (Schoeps, Akchrem) w końcówce seta pozwoliły na objęcie prowadzenia przez gospodarzy i przesądziły o wygranej 27:25. Druga partia od początku była zdominowana przez skutecznie grających rzeszowian, którzy mocną zagrywką odrzucali przeciwników od siatki i dzięki temu zdobywali wiele punktów z kontry. Set zakończył się wynikiem 25:16.
Po tak łatwo wygranym secie i 10-minutowej przerwie w drużynie Andrzeja Kowala można było zauważyć rozluźnienie i brak koncentracji. Przyjęcie zagrywki w porównaniu do poprzedniego seta spadło o 20%, a skuteczność ataku w trzecim secie wynosiła tylko 38%. Pomimo to gospodarze kontrolowali przebieg seta i w najważniejszym momencie potrafili skutecznie zablokować atakującego Częstochowy, który był tego dnia najskuteczniejszym zawodnikiem na boisku (17 punktów). Niestety bez wsparcia pozostałych graczy oraz rażącej nieskuteczności ataku Murka i Vesely’ego (obaj tylko 25% ataku) w walce z mistrzem Polski akademicy z Częstochowy wyjechali z zerowym dorobkiem punków.

 

Jastrzębski Węgiel – Effector Kielce 3:0

Po czterech wygranych w PlusLidze oraz trzech w Lidze Mistrzów Jastrzębskiego Węgla ciężko było przypuszczać, że kielczanie na obcym terenie zdobędą jakieś punkty do tabeli PlusLigi. Jastrzębianie rozegrali mecz „do jednej bramki” i pomimo braku obecności na parkiecie Gierczyńskiego, który zapewne odpoczywał przed wtorkowym spotkaniem w LM, nie pozostawili żadnych złudzeń, kto jest obecnie lepszą drużyną. Goście próbowali grać swoją najlepszą siatkówkę, ale rozpędzone od kilku tygodni Jastrzębie prowadzone przez świetnie grającego Masnego (MVP) z atakującym Łasko i Kubiakiem w składzie urządziło piękny spektakl dla swoich kibiców. Mecz, który był ostatnim testem przed wyjazdem do Rzeszowa, układał się po ich myśli od pierwszej do ostatniej piłki. Przeważali nad Effectorem Kielce w przyjęciu zagrywki, skuteczności ataku oraz ilości zdobytych punktów blokiem i już po 74 minutach schodzili do szatni jako zwycięzcy.

*autorem jest Paweł Pyziak (PLPS S.A.)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved