Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Walka o play-off powoli nabiera rumieńców

PlusLiga: Walka o play-off powoli nabiera rumieńców

fot. archiwum

W 18. kolejce PlusLigi mecze wygrywały drużyny wyżej sklasyfikowane, obyło się więc bez niespodzianek. Jedynie spotkanie pomiędzy Transferem Bydgoszcz i AZS-em Politechniką Warszawską zakończyło się tie-breakiem, pozostałe w trzech setach.

Zmagania 18. kolejki otworzyła konfrontacja dwóch drużyn nadal walczących o play-off. Transfer Bydgoszcz, który podejmował u siebie AZS Politechnikę Warszawską, bardzo potrzebował zdobyć komplet punktów w tym spotkaniu i przez trzy i pół seta wydawało się, że ten cel zrealizuje. Jednak warszawianie wymęczyli wygraną i w czwartym, a potem także w piątym secie, zwyciężając w meczu, który właściwie już prawie przegrali. Nie wiadomo, czy to stawka spotkania sparaliżowała zawodników, ale faktem jest, że obie ekipy popełniły łącznie 67 błędów. Goście po tym, jak przez półtora seta zepsuli koszmarną liczbę zagrywek, przestali ryzykować w tym elemencie, ograniczając się do dostarczenia piłki na drugą stronę i to przyniosło rezultat, bo to bydgoszczanie zaczęli się mylić. Dużo dała też zmiana, której pod koniec pierwszego seta dokonał Jakub Bednaruk – wejście Artura Szalpuka wniosło do gry Politechniki dużo życia, poza tym dziewiętnastolatek skończył 60% piłek, dołożył 3 bloki, 1 asa i w sumie zdobył 19 punktów, zasłużenie dostając statuetkę MVP. Obok niego w drużynie AZS-u błyszczał również Dawid Gunia, który zdobył tyle samo punktów, ale aż 9 blokiem. Ta wygrana mocno przybliżyła inżynierów do gry w play-off, podopieczni Vitala Heynena jeżeli marzą o czołowej ósemce, to muszą już teraz wszystkie mecze wygrywać.

Transfer Bydgoszcz – AZS Politechnika Warszawska 2:3
(25:22, 22:25, 25:22, 19:25, 14:16)

Olsztynianie zrewanżowali się Czarnym Radom za porażkę z 9. kolejki rozgrywek, kiedy to w Hali Urania przegrali 1:3. Podopieczni Roberta Prygla nadal nie mogli wystąpić w optymalnym składzie, bo trener wciąż nie miał do dyspozycji kontuzjowanych Josefa Piovarciego i Adama Kamińskiego. Jednak nie wydaje się, by to akurat przyczyniło się do przegranej radomian. AZS dobrze zagrał zagrywką, włączając ją w krytycznych momentach i lepiej grając w końcówkach setów. W szeregach gości brylował Grzegorz Szymański, który oprócz skutecznego ataku (58%) dołożył 2 oczka blokiem, 3 zagrywką i z dorobkiem 19 punktów był najlepiej punktującym zawodnikiem spotkania. W ataku wspierał go Rafał Buszek, który dołożył 13 oczek. W szeregach radomian osamotniony Wytze Kooistra zdobył 17 punktów, przy podobnej jak Szymański skuteczności w ataku, ale za bardzo wsparcia od kolegów nie miał, bo kolejny najlepiej punktujący zawodnik zdobył 7 punktów. – Zagraliśmy twardą, męską siatkówkę. Z naszej strony super spisaliśmy się w ataku i bloku. Łapaliśmy wysokie piłki. Cieszymy się oczywiście z większej przewagi nad Radomiem w klasyfikacji i zrobimy wszystko, by ją utrzymać – cieszył się po meczu Krzysztof Stelmach, trener akademików. Jego podopieczni umocnili się na piątym miejscu i mają teraz 5 oczek więcej od szóstych w tabeli radomian.



Cerrad Czarni Radom – Indykpol AZS Olsztyn 0:3
(19:25, 23:25, 23:25)

„Na południu bez zmian” – tak parafrazując tytuł znanej powieści, można określić sytuację BBTS-u. Do Bielska w sobotę przyjechała Skra Bełchatów, która lekko, łatwo i przyjemnie, no może poza najbardziej wyrównanym trzecim setem, pokonała bielszczan. Jedynie w ostatniej partii gospodarze przekroczyli barierę 20 oczek, a gdyby nie rozdawane przez gości lekką ręką punkty (21, dostali za to w zamian 19), to mecz skończyłby się jeszcze szybciej. Nie pomogła nawet zmiana trenera, której dokonano w zeszłym tygodniu w klubie z Podbeskidzia – Janusza Bułkowskiego zastąpił Wiktor Krebok. Podopiecznym Miguela Falaski nie przeszkodziło nawet zmęczenie meczami pucharowymi – ledwie trzy dni wcześniej grali przecież tie-breaka z VfB Friedrichshafen. Miejscowi byli tylko tłem dla przyjezdnej drużyny, źle przyjmowali (zaledwie 8% przyjęcia perfekcyjnego) i w konsekwencji mało skutecznie atakowali (34%). Najlepiej punktujący zawodnik BBTS-u zdobył 10 oczek przy skuteczności w ataku 33%, po drugiej stronie siatki Facundo Conte skończył 52% piłek i zdobył 17 oczek, a aż 79% ataków skończył Mariusz Wlazły i dołożył 12 oczek. BBTS nadal zajmuje ostanie miejsce z dorobkiem 10 oczek, Skra pozostaje wiceliderem i ma tyle punktów co Resovia, ale rozegrany jeden mecz więcej.

BBTS Bielsko-Biała – PGE Skra Bełchatów 0:3
(16:25, 18:25, 21:25)

Niespodzianki nie było też w meczu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle z Treflem Gdańsk. Wprawdzie w minionym tygodniu Sąd Odwoławczy przy PZPS-ie odmówił stwierdzenia nieważności swojej decyzji zaskarżonej przez klub z Opolszczyzny i zawiesił na cztery najbliższe mecze Grzegorza Boćka, jednak klub odwołał się od tej edycji, a sam zainteresowany w sobotnim meczu zagrał, mało tego, zdobył 19 punktów, atakując z 63% skutecznością i został wybrany MVP. 16 oczek do dorobku gości dołożył też dobrze spisujący się Dick Kooy. Co do samego meczu to gdańszczanom nie można odmówić walki, w pierwszym secie mieli kilka piłek setowych, ale ich nie wykorzystali, utrzymywali też przewagę do połowy drugiego seta, ale potem już kędzierzynianie odskoczyli i wygrali także tę odsłonę meczu. Tym samym podopieczni Sebastiana Świderskiego zrehabilitowali się za wpadkę sprzed tygodnia, kiedy to z Effectorem nie ugrali ani seta. – Cieszymy się, że po takim spotkaniu, jakie miało miejsce w Kielcach, odrodziliśmy się. Rozegraliśmy przed własną publicznością dobre zawody i trzy punkty zostają w Kędzierzynie-Koźlu – powiedział po meczu Świderski. Jego podopieczni dzięki trzem punktom utrzymali czwartą pozycję, ale nadal po piętach depczą im olsztynianie (tylko dwa punkty straty). Gdańszczanie zaś nadal zajmują ósme miejsce, jednak nad dziewiątym w tabeli Effectorem mają tylko oczko przewagi i nadal nie mogą być pewni gry w play-off.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Lotos Trefl Gdańsk 3:0
(30:28, 25:20, 25:23)

W sobotnim meczu rzeszowianie nadal nie mogli skorzystać z usług Krzysztofa Ignaczaka – udanie zastąpił go Nikołaj Penczew, nie zagrał też Dawid Konarski, który narzekał na ból barku. Do składu AZS-u zaś wrócił podstawowy rozgrywający, Michał Kozłowski. W pierwszej partii częstochowianie walczyli, prowadzili nawet 23:20, ale nie wykorzystali okazji na wygranie tego seta. Po dosyć jednostronnym secie drugim jeszcze w trzeciej odsłonie meczu przyjezdni próbowali nawiązać walkę, ale znów bez efektu. – Pierwszy raz wygrałem z Częstochową na Podpromiu – powiedział po meczu Andrzej Kowal, trener Resovii. I faktycznie, zarówno w zeszłym sezonie, jak i dwa lata temu akademicy wygrywali w tej hali, ale w sobotę nie podtrzymali tej serii. W szeregach zespołu z Częstochowy tradycyjnie poziom trzymał Michał Kaczyński, który z dorobkiem 19 oczek był liderem swojej drużyny. Natomiast po drugiej stronie siatki Fabian Drzyzga tak umiejętnie rozrzucał piłki kolegom, że aż pięciu z nich mogło się pochwalić dwucyfrowym dorobkiem (wynoszącym 11 lub 12 punktów). Po tym meczu obydwa zespoły utrzymały swoje pozycje w tabeli, częstochowianie nadal zajmują 11. lokatę i wprawdzie mają jeszcze matematyczne szanse na play-off (pięć punktów straty do ósmego w tabeli Trefla i cztery kolejki do rozegrania), to jednak tylko niepoprawny optymista może jeszcze wierzyć, że uda im się do czołowej ósemki wskoczyć, zwłaszcza że po drodze czekają ich mecze z pozostałymi trzema zespołami z „wielkiej czwórki”.

Asseco Resovia Rzeszów – AZS Częstochowa 3:0
(27:25, 25:16, 25:23)

Kielczanie nie postarali się o kolejną niespodziankę i dosyć gładko przegrali z Jastrzębskim Węglem. Wyrównana gra trwała mniej więcej do stanu 13:13 w pierwszym secie, kiedy to jastrzębianie odskoczyli na trzy punkty, potem inicjatywa należała już do gospodarzy. Jeszcze w początkach drugiej partii przyjezdni mieli nawet dwa punkty przewagi, ale potem znów od stanu 7:7 powtórzył się scenariusz z poprzedniego seta, a trzecią partię miejscowi otworzyli wynikiem 6:1 dzięki trudnym zagrywkom Michała Kubiaka. Zresztą przyjmujący zespołu ze Śląska zagrał kolejne bardzo dobre spotkanie – skończył 55% piłek i zdobył 13 punktów, 14 oczek dołożył Michał Łasko. W drużynie przeciwnej tylko Cristian Poglajen próbował dotrzymać kroku rywalom i dołożył 11 oczek do dorobku swojej drużyny. Nie miał jednak pomocy ze strony atakującego – Sławomir Jungiewicz miał tylko 26% skuteczności, a że od składu ponownie był odsunięty Bruno Romanutti, to Dariusz Daszkiewicz nawet nie miał możliwości manewru na tej pozycji. Dla jastrzębian było to kolejne zwycięstwo bez straty seta, a to dla nich tym ważniejsze, że już we wtorek grają arcyważny mecz w Lidze Mistrzów i mogą się tylko na tym teraz skupić. Zaś dla kielczan ważniejsze będzie piątkowe spotkanie z Transferem Bydgoszcz, które pewnie zadecyduje o tym, która z tych drużyn zakwalifikuje się do fazy play-off albo przynajmniej ogromnie zwiększy szanse na udział w niej.

Jastrzębski Węgiel – Effector Kielce 3:0
(25:21, 25:18, 25:16)

Zobacz również:
Wyniki 18. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved