Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Liga Mistrzów: Wojna polsko-polska – decydujące starcie

Liga Mistrzów: Wojna polsko-polska – decydujące starcie

fot. archiwum

Jastrzębian od upragnionego Final Four dzielą dwa sety, ale o tym samym marzą siatkarze Asseco Resovii Rzeszów, którzy poza meczem, muszą wygrać jeszcze "złotego seta". Jedno jest pewne, we wtorek po południu na Podpromiu emocji nie zabraknie.

Wojna polsko-polska, mecz sezonu, rywalizacja na szczycie – tak można napisać o jutrzejszym meczu Ligi Mistrzów. Od godzinie 18.00 oczy całej siatkarskiej Polski będą zwrócone na rzeszowską halę Podpromie, która będzie areną historycznego wydarzenia. W meczu rewanżowym decydującym o „być albo nie być” na europejskich parkietach siatkarze Resovii Rzeszów podejmować będą rywali z Jastrzębia-Zdroju. Pierwszą odsłonę rywalizacji mogliśmy obserwować niespełna tydzień temu, w pierwszym meczu II rundy play-off jastrzębianie pokonali mistrza kraju 3:0. Tym samym to podopieczni Lorenzo Bernardiego postawili pierwszy krok w kierunku wymarzonego Final Four elitarnych rozgrywek. – Jeszcze nic nie zrobiliśmy. To, że wygraliśmy 3:0, to oczywiście dobry start, w Rzeszowie będziemy grać jeden mecz i tak naprawdę to tamten mecz będzie decydował o tym czy zagramy w Final Four Ligi Mistrzów, czy też nie. Można powiedzieć, że to będzie taki „mały finał” i tak musimy do tego podejść – mówił po zwycięstwie Michal Masny. Jastrzębianom do awansu do turnieju finałowego, rozgrywanego w Ankarze w dniach 22-23 marca, wystarczy wygranie dwóch setów. Jak zgodnie podkreślają jastrzębianie, ekipa ze Śląska nie zamierza kalkulować, chcąc zwycięstwem przypieczętować awans do czołowej czwórki Ligi Mistrzów.

Jednak rzeszowianie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, i niewiele wskazuje, żeby mecz o wszystko miał równie jednostronny przebieg jak pierwsze spotkanie obu ekip. – Będziemy walczyć do końca i na pewno nie poddamy się we własnej hali – zapewnia kapitan mistrza kraju. O pełnej mobilizacji i szansach swojej drużyny mówił także Paul Lotman.Owszem, presja jest po naszej stronie, ale także i po ich. W pierwszym meczu wygrali 3:0 i być może dzięki temu czują, że wykonali pierwszy, duży krok ku awansowi do Final Four. Moim zdaniem w tej chwili to nic nie znaczy. Kolejny mecz przecież rozpocznie się od stanu 0:0, a my doskonale wiemy, co mamy robić – przyznał amerykański przyjmujący. O ile w przypadku Jastrzębskiego Węgla do sukcesu wystarczy wygranie dwóch partii, podopieczni Andrzeja Kowala mają nieco trudniejsze zadanie. Aby pozostać w grze, siatkarze z Podkarpacia muszą wygrać 3:0 lub 3:1, a wtedy ostatecznego triumfatora wyłoni określany mianem loterii – „złoty set”. – Jest to jak najbardziej możliwe – zaznaczył Lotman, licząc na wsparcie rzeszowskich kibiców. – Wiem też, że tutaj, na Podpromiu, we wtorek będzie bardzo głośno – czeka nas emocjonujące starcie i twarda walka od samego początku.

Niekwestionowanym atutem mistrza kraju będzie gra przed własną publicznością, tak jak Resovii trudno gra się w Jastrzębiu-Zdroju, tak podopieczni Lorenzo Bernardiego nie mają szczęścia do rzeszowskiego Podpromia. W rozgrywanym w ramach 14. kolejki PlusLigi spotkaniu zwycięzcę rzeszowsko-jastrzębskiej rywalizacji wyłonił dopiero tie-break, jednak szalę zwycięstwa na swoją stronę przechylili miejscowi, dając tym samym sygnał rywalom, że Resovia na własnym terenie może być szczególnie niebezpieczna. Powody do niepokoju sympatykom mistrza Polski i Andrzejowi Kowalowi mogą dawać problemy kadrowe, jakie spotkały Resovię Rzeszów. O ile już przed tygodniem rzeszowianie musieli sobie radzić bez Krzysztofa Ignaczaka, tak teraz poza libero Resovii ze składu wypadł, zmagający się z urazem barku Dawid Konarski. Jastrzębianie natomiast tego typu problemy zdają się mieć za sobą: do treningów na 100% możliwości i gry w pełnym wymiarze spotkań wrócił Michał Łasko, także pozostali zawodnicy nie narzekają na jakiekolwiek dolegliwości. Tak więc w konfrontacji z nieco osłabionym mistrzem Polski brązowy medalista ubiegłego sezonu przystąpi w swoim najsilniejszym składzie.



W obu obozach po ostatnich zwycięstwach na ligowych parkietach mają powód do optymizmu, zawodnicy obu ekip do jutrzejszego meczu podejdą także w pełni skoncentrowani. – Będzie to, jak dotąd, najważniejsze spotkanie w tym sezonie – podkreślał Michał Łasko, a ze słowami kapitana Jastrzębskiego Węgla z pewnością zgodziliby się także rzeszowianie. – Stawka jest spora, ale powiedziałbym tak: jeżeli ktoś się boi, niech siedzi w domu i tam ogląda mecz. Kluczowa będzie każda akcja, pojedyncza przebita piłka, nawet ta oddana bez ataku może być decydująca, wpływając na to czy zagramy w turnieju finałowym, czy też nie – w odniesieniu do rewanżu mówił słowacki rozgrywający Jastrzębskiego Węgla.

Zawodnicy obu ekip znają się bardzo dobrze, o ostatecznym rezultacie mogą więc decydować szczegóły czy też dyspozycja dnia. Mimo że w lepszej sytuacji są jastrzębianie, to podopieczni Andrzeja Kowala nie raz potwierdzili, że potrafią wychodzić z opresji. Czy na trudnym terenie jastrzębianie postawią kropkę nad „i”, a może będziemy świadkami sporych emocji i złotego seta? Zdania co do tego, kto jutro będzie faworytem, są podzielone, firma Unibet więcej plusów widzi po stronie gospodarzy, za każdą złotówkę postawioną na rzeszowian można otrzymać 1,40 zł, przy kursie w przypadku jastrzębian – 2,70 zł. O tym, która z polskich drużyn znajdzie się w Final Four Ligi Mistrzów, przekonamy się już jutro, rywalizacja rozpocznie się o godz. 18.00.

Zobacz również:
Kursy Unibet na najbliższe spotkania siatkarskie

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved