Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Kielczanie sprawcami największej niespodzianki 17. kolejki PlusLigi

Kielczanie sprawcami największej niespodzianki 17. kolejki PlusLigi

fot. archiwum

W minionej kolejce swoje mecze wygrywali faworyci, z jednym wyjątkiem. ZAKSA w Kielcach przegrała z Effectorem, mało tego, nie ugrała nawet seta. Tym samym podopieczni Dariusza Daszkiewicza stali się sprawcami największej niespodzianki 17. kolejki.

Siatkarze Resovii Rzeszów przyjechali do Gdańska i zrobili to, co do nich należało. W trzech setach pokonali Trefla, ale wbrew temu, co mógłby sugerować wynik, nie był to taki zupełnie jednostronny mecz. W pierwszej, a zwłaszcza w trzeciej partii gdańszczanie postraszyli rywala, ale seta nie zdołali wygrać. Z wyjątkiem liczby błędów własnych to goście przeważali w pozostałych elementach – nieco skuteczniej atakowali (49% do 45%), lepiej blokowali – 12 punktowych bloków do 6 i zdecydowanie lepiej zagrywali – 7 asów do 10 zepsutych zagrywek to wynik osiągnięty przez rzeszowian, dla porównania gdańszczanie mieli 2 asy, ale aż 17 zagrywek zepsuli! Teraz podopieczni Andrzeja Kowala mogą się skupić już tylko na meczu w Lidze Mistrzów, co zresztą zgodnie podkreślali po spotkaniu. – Cieszymy się z tego, że wygraliśmy za trzy punkty, to był taki mecz na sprawdzenie się przed konfrontacją z Jastrzębskim Węglem w Lidze Mistrzów – powiedział Olieg Achrem. Resovia bez zmian pozostaje na fotelu lidera, gdańszczanie utrzymali wprawdzie ósmą pozycję, ale po piętach mocno depcze im Effector Kielce, który po sensacyjnej wygranej traci do nich już tylko punkt.

Bez sensacji obyło się również w Bełchatowie, gdzie tamtejsza Skra pokonała 3:0 Transfer Bydgoszcz. Najwięcej walki było w pierwszym secie – w pewnym momencie po dobrych zagrywkach Garretta Muagututii bydgoszczanie prowadzili 16:13. Jednak gospodarze odrobili straty i już nie oddali prowadzenia w secie. W pozostałych dwóch partiach emocji było już zdecydowanie mniej, bo i przewaga bełchatowian była w nich wyraźniejsza. Właściwie gdyby miejscowi nie oddali lekką ręką rywalowi 27 punktów po własnych błędach (dostali w zamian 17), mecz pewnie potrwałby krócej, bo zarówno w ataku, jak i na zagrywce podopieczni Miguela Falaski miażdżyli wręcz rywala. Dobrze spisywali się zarówno Mariusz Wlazły, jak i Facundo Conte – obaj panowie kończyli ponad połowę ataków i zanotowali na swoim koncie odpowiednio 14 i 15 oczek. Po bydgoskiej stronie siatki trudno kogoś specjalnie wyróżnić, skoro najlepiej punktujący w drużynie Carson Clark uciułał zaledwie 8 oczek. Podopieczni Vitala Heynena długo jednak porażki ze Skrą nie mogą rozpamiętywać, bo już w piątek będą grać o wiele ważniejszy dla nich mecz, ze swoim bezpośrednim rywalem w walce o play-off. Siatkarze znad Brdy aktualnie zajmują dziesiątą lokatę z dorobkiem 15 punktów i tracą do ósmego w tabeli Trefla cztery oczka, ale mają korzystny układ spotkań i nadal szansę na awans do czołowej ósemki.

Warszawianie nie powtórzyli swojego wyczynu sprzed tygodnia i nie pokonali w hali Torwar kolejnego faworyta. Właściwie patrząc na dotychczasową historię pojedynków Politechniki z Jastrzębskim Węglem, można powiedzieć, że jastrzębianie wygrali zaskakująco gładko. Owszem, akademicy w każdym z setów mieli swoje szanse, odrabiali straty i albo doprowadzali do gry na przewagi jak w pierwszym secie, albo do remisu jak w secie ostatnim, ale potem nie wykorzystywali okazji do wygranej, popełniając błędy. – Jestem wściekły bo dotąd, nawet pomimo różnych problemów graliśmy z sercem. Tym razem nie wszyscy weszli w ten mecz mentalnie i tak to właśnie się kończy, kiedy nie wszyscy dają z siebie wszystko – grzmiał po meczu Jakub Bednaruk, trener AZS-u. Jastrzębianie mają powody do zadowolenia, bo nie dość, że zgarnęli trzy punkty na trudnym terenie i mogą teraz w dobrych humorach przystąpić do konfrontacji z Resovią w Lidze Mistrzów, to jeszcze do gry w pełnym wymiarze powrócił Michał Łasko. W poprzednim spotkaniu atakujący drużyny ze Śląska wchodził jedynie na zmiany, w Warszawie rozegrał cały mecz i sprawił się bardzo dobrze, bo zdobył 13 punktów i miał 62% skuteczności w ataku. Nagrodę MVP zgarnął jednak inny rekonwalescent, Patryk Czarnowski, który do dorobku swojej drużyny dołożył 11 oczek. Po tej wygranej i korzystając z potknięcia ZAKSY, jastrzębianie wskoczyli na trzecie miejsce, warszawianie bez zmian zajmują siódme.



Żeby nie było nudno i żeby nie wygrywali w 17. kolejce sami faworyci, o niespodziankę postarali się siatkarze Effectora Kielce. Po tym jak po dwóch wpadkach kędzierzynianie zmobilizowali się i pokonali w poprzedniej kolejce AZS Politechnikę Warszawską w trzech setach, mogło się wydawać, że podopieczni Sebastiana Świderskiego wracają do formy. Nic bardziej mylnego. W sobotnie popołudnie w Hali Legionów kielczanie pokonali 3:0 wicemistrzów Polski, nie tylko będąc lepszymi w elementach czysto siatkarskich, ale też pokazując niesamowitego ducha walki. Za ilustrację tego ostatniego chyba najlepiej może posłużyć sytuacja z trzeciej partii, kiedy to podopieczni Dariusza Daszkiewicza przegrywali już 7:13 i odrobili straty, potem w końcówce od stanu 17:22 zdobyli pięć punktów z rzędu i po grze na przewagi wygrali. Do składu kieleckiej ekipy wrócił Cristian Poglajen, który zagrał bardzo dobre spotkanie – zdobył 16 punktów, z czego 2 zagrywką, 1 blokiem i atakował ze skutecznością 52%. Do dorobku kielczan 15 oczek dorzucił Sławomir Jungiewicz, 9 – Dawid Dryja. Po drugiej stronie siatki zdecydowanie najlepiej radzili sobie Dick Kooy (17 oczek) i Dominik Witczak (11 oczek). Po takim meczu Sebastian Świderski nie szczędził swoim podopiecznym gorzkich słów. – Kielczanie zaprezentowali ambicję i wolę walki. To, czego w naszej postawie zabrakło. Niektórzy moi zawodnicy uwierzyli chyba, że są gwiazdami. Ale to, czy jest się gwiazdą, czy też nie, weryfikuje boisko i na nim trzeba to udowodnić – mówił na łamach serwisu sport.pl trener zespołu z Opolszczyzny. Ta porażka kosztowała ZAKSĘ spadek na czwartą lokatę, Effector zaś wskoczył na dziewiątą i traci do ósmego miejsca już tylko jedno oczko.

Jedyny tie-break 17. kolejki został rozegrany w Częstochowie, gdzie miejscowy AZS podejmował Czarnych Radom. Radomianie przyjechali mocno osłabieni, bowiem w ich składzie zabrakło dwóch podstawowych środkowych, Josefa Piovarciego i Adama Kamińskiego, którzy są kontuzjowani. Zawirowania kadrowe nie ominęły też ostatnio AZS-u, bo w zeszłym tygodniu kontrakt rozwiązał Michał Kamiński, ale jakby na przekór trudnościom akademicy rozpoczęli spotkanie mocno zmobilizowani. Podopieczni Marka Kardosa wygrali dosyć pewnie dwa pierwsze sety, a w trzecim po odrobieniu strat w końcówce mieli już piłkę meczową przy stanie 25:24. Nie wykorzystali tej szansy na zdobycie trzech cennych punktów, tak samo jak potem w tie-breaku, kiedy prowadzili 11:8. W decydujących momentach wyszło doświadczenie przeciwników stojących po drugiej stronie siatki, a zwłaszcza Wytze Kooistry i Dirka Westphala. Obaj zresztą kończyli większość ataków i dopisali do dorobku swojej drużyny po 18 punktów. W drużynie AZS-u najlepiej spisywał się Michał Kaczyński, który zdobył 27 oczek i skończył połowę piłek. Jeden punkt nie poprawił sytuacji akademików, którzy nadal zajmują przedostatnie miejsce w tabeli, radomianie zaś mimo zdobycia dwóch punktów pozostali na szóstym miejscu.

Na zakończenie zmagań minionej kolejki olsztynianie podejmowali u siebie BBTS Bielsko-Biała. Akademicy pokonali rywala 3:1 i tym samym odnieśli czwarte zwycięstwo z rzędu. Mecz nie był jakimś porywającym widowiskiem, głównie ze względu na ogromną liczbę błędów – w sumie aż 65, przy czym więcej, bo aż 38 popełnili przyjezdni. – Nasz serwis funkcjonował słabo, a mecz dla oka był brzydki. Zupełnie nie funkcjonował nasz blok – mówił po meczu trener AZS-u. Po dwóch pierwszych setach wygranych bez problemu w trzecim miejscowi dali się zaskoczyć rywalowi i przegrali tę partię, ale już w następnej odsłonie meczu wrócili do swojej gry i zapisali trzy bezcenne punkty na swoje konto. Tą wygraną podopieczni Krzysztofa Stelmacha praktycznie zapewnili sobie grę w play-off, bo na pięć kolejek przed końcem rundy zasadniczej mają 13 oczek więcej od dziewiątej drużyny w klasyfikacji, tak więc jest mało prawdopodobne, by nie pozostali w czołowej ósemce. Gorzej mają bielszczanie, którzy nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 10 punktów i do ekipy z ósmego miejsca tracą aż dziewięć punktów, więc wydaje się mało prawdopodobne, żeby odrobili ten dystans, zwłaszcza że czekają ich jeszcze mecze ze Skrą Bełchatów i Resovią Rzeszów.

Zobacz również:
Wyniki 17. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-02-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved