Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > M. Łasko: Nie prezentuję jeszcze poziomu, którego potrzebuje zespół

M. Łasko: Nie prezentuję jeszcze poziomu, którego potrzebuje zespół

fot. Sabina Bąk

- Jestem zadowolony, bo w końcu wróciłem do gry. Te pięć tygodni przerwy to bardzo długo. Czekałem od dawna na ten mecz - o swoim powrocie do treningów i gry, sile zespołowości jastrzębian i kolejnych meczach w rozmowie ze Strefą Siatkówki mówił Michał Łasko.

Pięciosetowe spotkanie dwóch zespołów pretendujących do walki o medale miało być i było hitem tej kolejki. Wygrana ze Skrą na pewno cieszy, z drugiej strony szkoda chyba zgubionych punktów, bo mieliście szansę wygrać 3:0.

Michał Łasko: – Te pierwsze dwa sety w naszym wykonaniu były naprawdę rewelacyjne, później poziom naszej gry na pewno trochę się obniżył. Duża w tym zasługa serwisu bełchatowian, zaczęli mocniej ryzykować. We współczesnej siatkówce serwis odgrywa bardzo dużą rolę, w tym meczu tak mniej więcej od trzeciej partii rywale wzmocnili zagrywkę, popełniali mniej błędów w tym elemencie i spotkanie zaczęło być dla nas coraz trudniejsze. Jesteśmy jednak zadowoleni z naszej reakcji, z tego, że po tych dwóch przegranych setach wróciliśmy do gry. Tie-break jest często loterią, ale wygraliśmy go. Zawsze to lepiej wygrywać niż przegrywać (śmiech), a takie zwycięstwa budują. Teraz patrzymy w przyszłość, bo za tydzień jedna z najważniejszych części naszego sezonu.

Mówi się, że kto prowadząc 2:0, nie wygrywa 3:0, ten przegrywa w tie-breaku. Udało się wam uciec od tej reguły. Mimo że rywale wyrównali stan meczu, decydująca partia należała już do was. Takie zwycięstwa poprawiają morale?



– Na pewno, ale nie wiem, czy tak będzie zawsze (śmiech). Osobiście chciałbym, żebyśmy nawet w takich sytuacjach wygrywali. Zgadzam się z tym, że to buduje morale, bo takich zwycięstw potrzebujemy. A jeżeli wygrywamy po tak ciężkim spotkaniu, do tego z tak trudnym rywalem, jakim niewątpliwie jest Skra Bełchatów, to takie wygrane mają wartość podwójną.

Nie najlepiej wyglądało przy tym zestawienie liczby popełnianych błędów. Wracając do przebiegu trzeciej i czwartej partii, w porównaniu z dyspozycją rywali to ryzyko podejmowane w polu serwisowym tym razem nie przynosiło wam oczekiwanych rezultatów.

– No tak, jednak na pewnym poziomie, grając z wymagającymi rywalami, kiedy chcesz walczyć o mistrzostwo Polski czy miejsce w czołówce Ligi Mistrzów, to musisz zagrywać mocno. Tutaj trzeba szukać tych szans, w rozgrywkach na najwyższym światowym poziomie wygrywają ci, którzy zagrywają lepiej. Dlatego też szczególnie grając z takimi zespołami jak Skra, która ma bardzo dobre przyjęcie i kiedy ma piłkę dograną na trzech metrach jest przeciwnikiem wyjątkowo niebezpiecznym, nie można zwalniać ręki. Wydaje mi się, że czasami warto jest podjąć ryzyko, nawet jeśli nie przynosi to od razu owoców.

Wspomniałeś o przyszłotygodniowym meczu Ligi Mistrzów z Resovią Rzeszow. Znacie rywala wyjątkowo dobrze, można więc spodziewać się trudnej przeprawy…

– Na pewno będzie ciężko, stawka jest zupełnie inna i obie drużyny będą świadome, o co gramy. To już rywalizacja o Final Four Ligi Mistrzów. Wiemy, że nie będzie łatwo i to jest jedyne, co mogę na tę chwilę powiedzieć. Przygotujemy się do tego spotkania jak najlepiej, bo bardzo długo czekaliśmy na taką szansę.

W meczu ze Skra znalazłeś się w meczowym składzie. Wracasz do gry po dłuższej przerwie, choć w tym spotkaniu zaprezentowałeś się jeszcze w mniejszym wymiarze, przy zmianach zadaniowych. Jak wygląda sytuacja z twoim zdrowiem, jesteś już w pełni gotowy do gry?

– W porządku, chociaż wiadomo, że brakuje mi jeszcze gry. Dlatego trochę szkoda, że w tym meczu tak mało grałem (śmiech). Jak już wchodzi się na parkiet, chciałoby się zostać tam jak najdłużej. Rozumiem jednak, że nie prezentuję jeszcze poziomu, którego potrzebuje zespół. Jestem zadowolony bo w końcu wróciłem do gry, te pięć tygodni przerwy to naprawdę bardzo długo. Czekałem od dawna na ten mecz, ale w końcu jestem do dyspozycji trenera.

Dla zawodnika pierwszej szóstki, grającego regularnie we wszystkich najważniejszych meczach swojego zespołu, takie wymuszone bierne obserwowanie zespołu jest chyba wyjątkowo trudne?

– Czy jest trudne? – Na pewno, bo chciałoby się grać. Ten czas pięciu tygodni wykorzystałem jednak bardzo dobrze, na pewno nie siedzieliśmy, czekając, aż samo się wyleczy. Z naszym trenerem przygotowania fizycznego – Vannym Miale i ze sztabem medycznym pracowaliśmy w tym czasie bardzo ciężko, żebym mógł wrócić do gry jak najszybciej i w jak najlepszej formie. Czuję się dobrze i mam nadzieję, że jak najszybciej będę mógł pomóc drużynie.

W ataku zastąpił cię Nicolas Marechal. Jak oceniłbyś grę swojego kolegi i to, jak się odnalazł w tej jednak dość awaryjnej sytuacji?

– Poza tym meczem ze Skrą w tych wcześniejszych meczach grał naprawdę bardzo dobrze. Wiesz, tutaj trzeba podkreślić, że w tym roku mamy wyjątkowo wyrównany zespół, co jest naszą siłą. Nie ma tylko jednej szóstki, jednego zawodnika na danej pozycji. Na każdej pozycji mamy zmiennika, który może wyjść w meczu i z powodzeniem kogoś zastąpić. Nico może grać na przyjęciu, w ataku czy jako libero. Dima Filippov też pokazał swoją wartość, bo kiedy wszedł na boisko podczas spotkania z Resovią Rzeszów, to zagrał bardzo dobry mecz. I to jest właśnie siła zespołów, które chcą wygrać coś ważnego. W ostatnich dwóch latach pokazała to Resovia, że nikt nie zagra całego sezonu, będąc na topie. Jeżeli pojawią się problemy kondycyjne czy jakiś uraz, na szczęście zawsze mamy kogoś, kto takiego zawodnika zastąpi.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved