Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Po 16. kolejce Resovia wróciła na pierwsze miejsce w tabeli

PlusLiga: Po 16. kolejce Resovia wróciła na pierwsze miejsce w tabeli

fot. archiwum

W 16. kolejce zabrakło niespodzianek, mecze w większości kończyły się wynikiem 3:0 i wygrywali faworyci. Jedynie więcej emocji dostarczył hit kolejki, czyli starcie Jastrzębskiego Węgla ze Skrą Bełchatów, które rozstrzygnęło się dopiero w tie-breaku.

Starcie pomiędzy Jastrzębskim Węglem i Skrą Bełchatów zasłużyło na miano hitu kolejki. Obie ekipy zafundowały kibicom siatkówki sporo sportowych emocji. W pierwszych dwóch setach lepsi okazali się gospodarze, głównie dzięki temu, że popełniali mniej błędów. Jednak po przerwie to bełchatowianie nadawali ton grze – dużo dobrego dała zmiana i pojawienie się na boisku Stephane’a Antigi. Goście doprowadzili do tie-breaka, ale to jastrzębianie okazali się lepsi. Nie do zatrzymania był Michał Kubiak, który w sumie skończył 51% piłek i zapisał na swoim koncie 22 punkty. Na boisku pojawił się wracający po kontuzji Michał Łasko, ale wchodził ledwie na kilka akcji za średnio spisującego się w tym meczu Nicolasa Marechala.To był bardzo zacięty mecz. Nie mieliśmy dzisiaj swojego dnia, nie graliśmy rewelacyjnie. Nie czuliśmy się komfortowo, brakowało nam agresji i radości z gry, takiej jaką prezentowaliśmy w innych naszych meczach – ocenił spotkanie Miguel Falasca. Jego podopieczni po tej porażce stracili pozycję lidera i może im być bardzo trudno ją odzyskać, bo rozegrali jeden mecz więcej niż pierwsza w tabeli Resovia. Jastrzębianie zaś pozostali na czwartej pozycji.

Jastrzębski Węgiel – Skra Bełchatów 3:2
(25:21, 25:22, 19:25, 20:25, 15:13)

Warszawianie tym razem nie postarali się o niespodziankę i przegrali na wyjeździe z ZAKSĄ 0:3. Z wyjątkiem drugiego, gładko przegranego seta, w pozostałych trwała walka. Warszawianie zwłaszcza mogą żałować trzeciej partii, w której mieli kilkupunktowe prowadzenie, a w końcówce nie wykorzystali piłek setowych. Niezwykle skuteczny w meczu z mistrzem Polski Adrian Gontariu nie zagrał już tak dobrego meczu jak w niedzielę, ale z dorobkiem 13 punktów i 48% skuteczności w ataku i tak spisał się lepiej od kolegów. Zaś w drużynie z Kędzierzyna-Koźle aż trzech zawodników zdobyło 14 punktów, obok Grzegorza Boćka i Dicka Kooya, powracający po kontuzji Łukasz Wiśniewski, który aż 6 oczek zdobył blokiem. Mimo wygranej z gry swoich podopiecznych nie był do końca zadowolony Sebastian Świderski. Jestem szczęśliwy z wyniku, ale nie jestem zadowolony z powodu niezrealizowanych do końca założeń. Nasza taktyka w pierwszej partii się sprawdzała, a później niestety wróciliśmy do swojej starej gry – mówił na konferencji pomeczowej trener ZAKSY. Kędzierzynianie nadal zajmują trzecią lokatę, tracąc do drugiej w tabeli Skry sześć punktów. Z kolei warszawianie, chociaż zajmują siódme miejsce, nadal nie mogą być pewni gry w fazie play-off.



ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Politechnika Warszawska 3:0
(25:23, 25:17, 28:26)

Mistrz Polski w pełni zrehabilitował się za nieoczekiwaną porażkę w Warszawie i pokonał bez straty seta Effector Kielce. Kielczanie przed meczem z pewnością marzyli o sprawieniu podobnej niespodzianki co akademicy, bo punkty są im teraz niezwykle potrzebne. Prawda jest jednak taka, że takim drużynom jak Resovia wpadka może się zdarzyć raz na jakiś dłuższy czas, a nie co kolejkę. Rzeszowianie wyszli więc na mecz zmotywowani, inna sprawa, że Effector nie zagrał też jak Politechnika. Owszem, miał swoje szanse w drugim i trzecim secie, ale nie potrafił ich wykorzystać. A podopieczni Andrzeja Kowala, grając bez jakichś fajerwerków, osiągnęli swój cel. – Najważniejsze są punkty, ale nie jest tak, że to jeszcze nie ta gra, co ostatnio ze Skrą. W lidze będą takie fragmenty, kiedy zespół będzie grał na wyższym poziomie, ale też takie, że ten poziom będzie niższy – tłumaczył na łamach serwisu sport.pl trener Kowal. Jednak on sam i jego podopieczni mogą się cieszyć z odzyskania fotela lidera, którego mogą już do końca rundy zasadniczej nie stracić, bo rozegrali jeden mecz mniej niż druga w tabeli Skra. Mniej powodów do radości mają kielczanie, którzy spadli na dziesiąte miejsce.

Resovia Rzeszów – Effector Kielce 3:0
(25:17, 25:23, 25:22)

Radomianie w środowy wieczór poprawili sobie humory po porażce w Kielcach i wygrali 3:1 z Treflem Gdańsk. Zdecydowanie najdłuższa, najbardziej emocjonująca i obfitująca w zwroty akcji była pierwsza odsłona meczu, zakończona wynikiem 35:33 dla gospodarzy. Potem już radomianie mieli przewagę, chociaż jeszcze dali się zaskoczyć w końcówce trzeciego seta, który przegrali. Przed spotkaniem kilku zawodników Czarnych narzekało na problemy ze zdrowiem, ale mimo to ambitnie podeszli do meczu. Nie do zatrzymania był Jakub Wachnik, który zdobył 23 punkty, w tym 5 bezpośrednio z zagrywki i kończąc 70% piłek! W ataku wspierał go Bartłomiej Bołądź, który zastąpił Wytze Kooistrę w pierwszej partii i dołożył 20 oczek. W drużynie z Gdańska najlepiej punktowali przyjmujący, Krzysztof Wierzbowski i Wojciech Żaliński, obaj atakujący zagrali zaś słabo. – Kluczowym dla losów tego meczu był pierwszy set. Mieliśmy w nim swoje szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy – przyznał po spotkaniu Radosław Panas, trener Trefla. Jego podopieczni nadal muszą walczyć o grę w czołowej ósemce, zaś gospodarze wczorajszą wygraną mocno się do fazy play-off przybliżyli.

Czarni Radom – Trefl Gdańsk 3:1
(35:33, 25:18, 22:25, 25:22)

Lekko, łatwo i przyjemnie – tak można określić sposób w jaki podopieczni Vitala Heynena wygrali w meczu z BBTS-em. Bydgoszczanie nie dali rywalom w żadnym z setów zdobyć więcej niż 19 punktów, za każdym razem odjeżdżając bielszczanom mniej więcej w połowie seta. Przewaga siatkarzy znad Brdy we wszystkich elementach siatkarskich, z wyjątkiem zagrywki, była widoczna, w polu serwisowym obie drużyny radziły sobie podobnie. Bardzo umiejętnie rozdzielał piłki swoim kolegom Paweł Woicki, w związku z czym aż trzech z nich zapisało na koncie dwucyfrowy dorobek, a Woicki został wybrany MVP meczu. – Spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy, stąd można było zauważyć naszą koncentrację od pierwszej piłki. Nie ukrywamy – byliśmy maksymalnie zaangażowani i te trzy punkty były naszym celem – przyznał po meczu kapitan Transferu, Wojciech Jurkiewicz. Dzięki trzem punktom bydgoszczanie wskoczyli na dziewiąte miejsce i tracą do ósmego w tabeli Trefla cztery punkty. Bielszczanie zaś nadal okupują ostatnie miejsce i nic nie zapowiada, by mieli je szybko opuścić.

BBTS Bielsko-Biała – Transfer Bydgoszcz 0:3
(19:25, 18:25, 17:25)

Również bez emocji było w Olsztynie, gdzie miejscowy AZS wypunktował częstochowian w przysłowiową godzinę z prysznicem. Gospodarze przez pierwsze dwa sety dominowali na boisku, grali skutecznie w pierwszej akcji, dopiero w trzeciej partii, po nieszczęsnej przerwie, mieli problemy – dość powiedzieć, że wtedy częstochowianie wyszli na swoje pierwsze dwupunktowe prowadzenie w meczu. Jednak podopieczni Krzysztofa Stelmacha szybko się otrząsnęli i także trzecią partię rozstrzygnęli na swoją korzyść. Zdecydowanie w ataku liderowali przyjmujący olsztynian, zarówno Rafał Buszek, jak i Pablo Bengolea zanotowali dwucyfrowy dorobek na koncie. A w drużynie z Częstochowy kulała skuteczność ataku, Marek Kardos musiał wypróbować aż trzech atakujących i żaden z nich nie przekroczył 37% skuteczności. Przyjmujący też nie grali wiele lepiej, dodatkowo goście popełnili sporo błędów i mecz nie mógł się zakończyć wynikiem innym niż pewna wygrana miejscowych. Po tej porażce częstochowianie spadli na przedostatnie miejsce w tabeli i mają coraz mniejsze szanse na play-off.

Indykpol AZS Olsztyn – AZS Częstochowa 3:0
(25:19, 25:14, 25:19)

Zobacz również:
Wyniki 16. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved