Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Nicolás Uriarte: To coś naprawdę niesamowitego!

Nicolás Uriarte: To coś naprawdę niesamowitego!

fot. Joanna Skólimowska

- Tak naprawdę o zwycięstwie zadecydowała jedna, może dwie piłki - stwierdził po środowym meczu rozgrywający PGE Skry. Opowiedział także o swoim powrocie po operacji, ocenił losowanie grup MŚ oraz zdradził swój typ w wynikach europejskich pucharów.

Grając przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi stworzyliście bardzo dobre widowisko, ostatecznie jednak przegraliście. Czego zabrakło w piątym secie?

Nicolás Uriarte: Nie wiem, czy czegoś zabrakło w piątym secie, bo wynik cały czas oscylował wokół remisu. Tak naprawdę o zwycięstwie zadecydowała jedna, może dwie piłki. Inną kwestią jest to, że nie graliśmy tego wieczoru dobrze, że to nie był nasz najlepszy dzień. Szukając pozytywów w naszym występie, cieszę się, że nawet przy kiepskiej dyspozycji dnia znaleźliśmy w sobie na tyle motywacji i siły, by przegrywając 0:2 z taką drużyną jak Jastrzębski Węgiel, doprowadzić do wyrównania i powalczyć w tie-breaku. Wracając jednak do pytania – nie było czegoś, czego zabrakło, przegraliśmy niewielką różnicą punktów, a na tym poziomie rzeczywiście jeden moment, jeden błąd decyduje o tym, że przegrywasz. Musimy dalej pracować, rozwijać się, bo na pewno możemy grać lepiej.

Nie dało się nie zauważyć, że w pierwszych dwóch setach popełniliście więcej błędów niż zazwyczaj, zwłaszcza w zagrywce. Z czego to wynikało?



– Rzeczywiście, trochę błędów się namnożyło. Zaczynaliśmy te dwa sety, grając nieźle w ataku, ale później przytrafiło nam się kilka straconych piłek, w zagrywce myliliśmy się coraz częściej. Takich rzeczy po prostu nie można robić, kiedy gra się przeciwko takiej drużynie. W trakcie takich spotkań trzeba być skoncentrowanym na sto procent, żeby stawić opór rywalom. Możliwe, że właśnie tej koncentracji dzisiaj nam zabrakło, odbiło się to na naszej zagrywce, a Jastrzębski Węgiel wykorzystał naszą słabość. Teraz będziemy się skupiać na tym, by grać na takim samym poziomie zarówno przed własną publicznością, bo tam na razie idzie nam dobrze, jak i na wyjazdach.

Trener motywował was jakoś specjalnie podczas tej dziesięciominutowej przerwy?

– Nie, wydaje mi się, że nie powiedział nic wyjątkowego (uśmiech). Rozmawialiśmy oczywiście o taktyce, o tym, co możemy, a wręcz musimy poprawić w naszej grze, ale nie tylko podczas tej przerwy, bo na przestrzeni całego spotkania. Wtedy najważniejsze dla nas było, by z wyniku 0:2, kiedy tak naprawdę staliśmy już pod ścianą, wrócić do gry. Wiedzieliśmy, że jeśli podejmiemy walkę, ale koniec końców przegramy, to i tak będzie to mniej bolesne, niż gdybyśmy przegrali 0:3. Ta perspektywa była dla nas najlepszym motywatorem. W kontekście przyszłości bardzo istotne jest też, by nawet nie mając najlepszego dnia, grać jak najlepiej się da i wyciągać z meczu tyle, ile tylko można.

Mecz z jastrzębianami zakończył pewien etap, teraz czekają na was przeciwnicy, którzy plasują się w dole tabeli. Myślisz, że do fazy play-off będzie wam już łatwiej?

– Nie sądzę. Zdajemy sobie sprawę, że podchodząc do każdego meczu, musimy być w pełni skoncentrowani na celu jakim jest zwycięstwo. Jeśli tego nie osiągniemy, możemy przegrać przeciwko każdemu zespołowi, także temu, który wydaje się być od nas słabszy. Dla nas najważniejsze jest, by cały czas podnosić poziom naszej gry, by przygotowywać się z meczu na mecz metodą jeden krok za drugim. To najlepsze rozwiązanie, tym bardziej że od jakiegoś czasu mamy naprawdę mnóstwo grania i ciężkich meczów za sobą, czy to w PlusLidze, czy w Pucharze CEV.

Jak ty się czujesz, jak twoje kolano?

– Z moim kolanem wszystko w porządku (uśmiech). Nie odczuwam już bólu, który towarzyszył mi przed operacją. To świetne uczucie! Teraz staram się na nowo odbudować fizycznie, w końcu po trzech tygodniach w pełni trenuję i gram, po prostu robię wszystko, by wrócić do formy. Dzisiaj to nie był mój najlepszy występ, nie byłem podczas meczu za bardzo zadowolony z tego, jak się prezentuję, ale widziałem, że wszyscy staramy się walczyć i to mnie cieszy. Wciąż mam czas, żeby trenować i zamierzam wykorzystać go jak najlepiej.

Nie obawiałeś się jednak wcześniejszego powrotu? Nie miałeś w głowie żadnych obaw, że ból znów się pojawi?

– Może za pierwszym razem, kiedy miałem znów pojawić się na boisku, towarzyszyły mi pewne wątpliwości, ale czułem się bardzo dobrze, kolano mi nie doskwierało. To zasługa tego, że razem z trenerem od przygotowania fizycznego (Danielem Lecouną – przyp. red.) oraz fizjoterapeutami wykonaliśmy bardzo dużą pracę. Jestem im wdzięczny, bo zapewnili mi bardzo dobrą opiekę, budując we mnie pewność, że mogę grać, że jestem gotowy. Niewiadome pozostawało tylko to, na jakim poziomie okaże się moja gra i jak długo będę pozostawał na boisku. Zaufałem im w tej kwestii.

Przed tygodniem bez żadnych problemów pokonaliście ZAKSĘ. Spodziewaliście się, że to będzie tak jednostronny pojedynek?

– Zdecydowanie nie. Spodziewaliśmy się, że tak jak z Jastrzębskim Węglem rywale wysoko zawieszą nam poprzeczkę, że czeka nas naprawdę ciężki pojedynek. Okazało się jednak, że przeciwnik zaprezentował zupełnie inny styl gry niż my. Mimo że wygraliśmy wtedy dosyć wysoko, to i tak uważam, że wciąż stać nas na więcej, zwłaszcza w końcówkach i decydujących momentach, na dłuższej przestrzeni czasu.

Za nami losowanie grup tegorocznych mistrzostw świata. Jaka była twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałeś się, że znów zagrasz przeciwko drużynie twojego taty?

– Wiesz, to coś naprawdę niesamowitego! Jest tak wiele zespołów, które będą występować na mistrzostwach, mówi się też, że nic dwa razy się nie zdarza, a tu wychodzi na to, że będziemy mieli podobną grupę do tej z minionych igrzysk (śmiech). Nie będzie to już zatem nowa sytuacja. Tym bardziej, że mój tato występował kiedyś na mistrzostwach świata jako szkoleniowiec Australii i grał wtedy przeciwko Argentynie, to było w 2002 roku. Jedno jest pewne, zawsze kiedy gra toczy się o tak wysoką stawkę, on i jego drużyna dają z siebie wszystko, więc tym razem będzie tak samo. W każdym razie to naprawdę niesamowite, żeby mieć takie szczęście (śmiech), bo będzie to tak samo dobra sytuacja, jak i dziwna. Ale cieszę się, że możemy być na takiej imprezie razem.

Na koniec pytanie, którego nie mogę nie zadać. Resovia czy Jastrzębski – kto zdaniem Nicolasa Uriarte awansuje do finałowej czwórki Ligi Mistrzów?

– Szczerze? Nie mam pojęcia. Bardzo ciężko jest to ocenić czy próbować przewidzieć, bo to są dwa świetne zespoły, bez wątpienia jedne z najlepszych w PlusLidze, w obu występują naprawdę świetni zawodnicy. Wydaje mi się, że w tej rywalizacji wszystko rozstrzygać się będzie na styku. Przepraszam, ale naprawdę nie wiem, mogę za to wytypować, kto wygra pojedynek Skra – Friedrichshafen (śmiech).

Tutaj chyba nikt nie ma wątpliwości, jaka padnie odpowiedź (śmiech). Wy?

– Tak, właśnie na to liczę!

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved