Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > Czy Polacy powinni stanąć na podium mistrzostw świata?

Czy Polacy powinni stanąć na podium mistrzostw świata?

fot. archiwum

Kiedy czytam, że pierwsza faza mundialu nie powinna przysporzyć biało-czerwonym większych problemów i medal jest w zasięgu ręki - mam ochotę wrzasnąć "Ratunku!" i wysłać siatkarzy na rajską wyspę, gdzie będą spokojnie przygotowywać się do turnieju.

Wielka machina ruszyła wczoraj na dobre. Ruszyła z pompą i przytupem. Ale dla mnie to uroczyste losowanie grup Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn 2014 (które, tak gwoli ścisłości, przypominało raczej jakieś ćwierćlosowanie) było jak pierwszy symptom choroby. Jak włączenie pierwszego odcinka świetnego serialu. Jak pierwszy cios, który spada na głowę. Nie ma odwrotu. Zaczęło się. Tej fali już nic nie powstrzyma. Balon oczekiwań i presji, do tej pory trzymany w garażu, w akompaniamencie okrzyku „Polska, biało-czerwoni” i piosenki „Zawsze tam, gdzie Ty” – właśnie wzbił się w powietrze.

Nie taka grupa łatwa, jak ją malują

Po nieudanych mistrzostwach Europy pisałam, że reprezentacja spod znaku białego orzełka nie ma potencjału na permanentną obecność na podium imprez najwyższej rangi. Od zakończenia losowania jestem jednak zewsząd (znów) bombardowana opiniami o potędze polskiej siatkówki. Dowiaduję się, że w pierwszej fazie mistrzostw zagrozić biało-czerwonym mogą ewentualnie Serbowie, a po wyjściu z grupy z pierwszego miejsca resztę turnieju przejdzie zespół Stephane’a Antigi siłą rozpędu (w końcu bardzo długo uda się uniknąć Rosji i Brazylii – o sile tych dwóch ekip każdy wie). To opinie części „najlepszych kibiców na świecie”. Nie wiem, jak duża jest to część i jak bardzo zaawansowana, jeśli chodzi o wiedzę siatkarską. Wystarczająco jednak dobrze poinformowana, by wiedzieć o wczorajszym losowaniu. Naprawdę możemy patrzeć na mundial tak optymistycznie?



W zeszłym sezonie podczas „próby generalnej”, czyli na mistrzostwach Europy reprezentacja wymęczyła przecież zwycięstwa jedynie z Turcją i Słowacją. W 2013 roku przegrała w sumie trzy oficjalne spotkania z Francją i trzy z Bułgarią. W okresie przygotowawczym uległa też Serbii. Grających bez Facundo Conte Argentyńczyków i kompletnie przebudowany zespół Stanów Zjednoczonych pokonywała w Lidze Światowej dopiero po ciężkich pięciosetowych bojach (a miała za plecami polskich kibiców). Przypominanie bolesnej porażki z Australią z igrzysk olimpijskich w Londynie trąci już masochizmem. Inaczej jest z przegraną z Iranem z Pucharu Świata 2011, która w obliczu sukcesu rozeszła się po kościach. Oczywiście, w ostatnich latach potrafiliśmy ogrywać też najlepszych, i to ogrywać w najważniejszych meczach, ale to wcale nie oznacza, że prawdziwym zagrożeniem dla polskiej reprezentacji będą podczas mundialu Rosjanie, Brazylijczycy i może jeszcze Włosi. Tym bardziej, że po spotkaniach w tej rzekomo łatwej grupie A w drugiej fazie przyjdzie się biało-czerwonym zmierzyć z rywalami z grupy D – już teraz nazywanej grupą śmierci. I wcale nie potrzeba do tego Rosji i Brazylii.

Wszystkie ręce na pokład, czyli między hurraoptymizmem a hejtem

A duet Stephane Antiga i Philippe Blain przecież nie wyciągnie siatkarzy z kapelusza. Poruszać będzie się w obrębie znanych nazwisk – w obrębie tych nazwisk, które po ostatnich imprezach trzeba zapisać w rubryce „przegrani”. Nowe twarze? Owszem, w tym sezonie kluby PlusLigi wyjątkowo chętnie wzięły pod swoje skrzydła zawodników młodych, zdolnych, bez większego doświadczenia. Obudzili się również ci, którzy młodymi, zdolnymi są nazywani od kilku lat. Ale czy wzbiją się na najwyższy poziom także w narodowych barwach? To może wielkie powroty gwiazd? Nawet jeśli faktycznie reprezentacyjne koszulki znów przywdzieją Krzysztof Ignaczak, Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły, a może także Daniel Pliński czy – jak chcą niektórzy – Krzysztof Gierczyński – trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo rywale nie uklękną na wspomnienie ich sukcesów. Tak jak magii „Złotek” nie uległy na początku tego roku Belgijki, zadając polskiej siatkówce (a może bardziej – polskiej pysze) cios prosto w serce.

To nie tak, że nie wierzę w biało-czerwonych, umniejszam ich sukcesy, podcinam skrzydła, gdy gra jeszcze nie jest nawet bliska rozpoczęcia, a wszyscy uczestnicy mundialu znani. Po prostu boję się presji i unikam w związku z tym hurraoptymizmu. Wolałabym, żeby w głównym nurcie siatkarskiego dyskursu więcej było troski o sport, a mniej o marketing z pieczątką „naj”. Tymczasem coraz częściej odnoszę wrażenie, że w tym kraju możesz być tylko albo kibicem „na dobre i na złe”, takim, co wierzy do końca, a po porażce zaśpiewa „Nic się nie stało”, poprosi o zdjęcie i poklepie po plecach, albo wiecznym malkontentem, internetowym hejterem, który zawsze wie lepiej i umie wyłącznie krytykować (szkoda, że głównie bez podawania personaliów i po fakcie), a jemu samemu nic się naprawdę w życiu nie udało. Racjonalizm jest przecież taki nudny. Tak trudno w niego uwierzyć. Tak trudno sprzedać.

Trzeba znać swoje miejsce w szeregu

Czy Polacy powinni stanąć podczas mundialu na podium? Czy ktokolwiek ma prawo od nich tego oczekiwać? Fakty są takie, że w tej chwili zajmują piąte miejsce w rankingu FIVB. Abstrahując od sposobu tworzenia tego zestawienia, tak wysoka lokata jest w dużej mierze pokłosiem srebrnego medalu Pucharu Świata 2011 (90 ze 176 punktów). Ważniejsze od tego, że udział w tym turnieju zawdzięczamy „dzikiej karcie”, jest jednak to, że tylko o 7 punktów mniej ma w rankingu zajmująca dziewiątą pozycję Serbia. Naprawdę, nie dajmy się więc zwariować…

Kilka dni temu mistrzostwa Europy rozgrywali piłkarze ręczni. Polacy skończyli je na szóstym miejscu. Rozegrali siedem meczów, wygrali trzy. Życzyłabym sobie, żeby siatkarze dorównali szczypiornistom podczas mundialu nie tyle poziomem gry (w tej było momentami więcej błędów niż dobrych zagrań), co postawą: wiarą, determinacją, walką o każdą piłkę, do samego końca. Jeśli nawet wtedy nie dadzą rady dotrzeć do najlepszej czwórki czy szóstki turnieju, pewnie będzie mi trochę przykro i zaintonuję raczej „Dziękujemy” niż „Nic się nie stało” (porażka wszak zawsze oznacza że coś się jednak stało), ale będę z nich dumna i decydujące mecze „polskich” mistrzostw i tak z chęcią zobaczę. A wy?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Artykuły, mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved