Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Strefa Eksperta: O hicie kolejki, rozczarowaniach i nie tylko…

Strefa Eksperta: O hicie kolejki, rozczarowaniach i nie tylko…

fot. Joanna Skólimowska

Za nami kolejny weekend rywalizacji siatkarskiej ekstraklasy. Jaka była 17. kolejka PlusLigi? Mecz, który może przejść do historii, czy też kolejny hit kolejki w tym sezonie, który rozczarował kibiców siatkówki... Zapraszamy na kolejną odsłonę Strefy Eksperta.

PGE Skra Bełchatów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0

To kolejny hit kolejki w tym sezonie, który rozczarował kibiców siatkówki. Dla fanów Skry na pewno był to spektakularny mecz, ale patrząc od strony kibiców drużyny z Kędzierzyna-Koźla, to chciałoby się zapomnieć o tym spotkaniu jak najszybciej. Mecz był wyrównany zaledwie przez kilka minut do stanu 10:10 w pierwszym secie. Od tego stanu Skra grała coraz lepiej, a ZAKSA nie mogła znaleźć sposobu na skuteczną grę. Uriarte z piłki na piłkę grał coraz szybciej i efektowniej, a atakujący ZAKSY coraz częściej popełniali błędy w ataku (w całym meczu 28% skuteczności). W dodatku jeśli piłka nie lądowała poza boiskiem, to spotykała blok przeciwnika. Na przestrzeni całego spotkania trener przyjezdnych rotował składem w poszukiwaniu zawodnika, który weźmie na siebie ciężar gry, lecz tego dnia ZAKSA nie miała w swoich szeregach żadnego lidera. Taki obrót sprawy tylko nakręcał grę gospodarzy. Wlazły atakował na bardzo dobrej skuteczności (67%), Wrona skutecznie blokował (6 bloków), a Kłos (MVP) dwoił się i troił i skutecznie atakował (67%), dobrze zagrywał (2 asy) i nawet bronił ataki przeciwników.

Spotkanie trwało zaledwie nieco ponad godzinę, a wynik 25:22, 25:14, 25:11 najlepiej skomentował Sebastian Świderski, mówiąc na konferencji prasowej, że przeprasza kibiców ZAKSY i wszystkich kibiców siatkówki za to, co wydarzyło się tego dnia w Bełchatowie.



Powiedzenie, że ZAKSA gra na maksa, nie pasowało tego dnia do przyjezdnych, którzy grali jakby za karę i popełnili 8 błędów w zagrywce, 11 błędów w przyjęciu, zepsuli 12 ataków i zostali 12 razy zablokowani!

AZS Politechnika Warszawska – Asecco Resovia Rzeszów 3:1

Mecz, który po wygranej za trzy punkty przez akademików z Warszawy został okrzyknięty niespodzianką kolejki i może przejść do historii jako spotkanie, w którym gospodarze zdobyli najwięcej punktów blokiem w rywalizacjach sezonu 2013/2014 – 23 punktowe bloki!

Na przestrzeni całego spotkania w warszawskiej drużynie, która grała w wypełnionej po brzegi kibicami hali, było widać chęć walki i zwycięstwa. Od początku spotkania bardzo dobrze funkcjonował blok stołecznych siatkarzy, którzy nie mieli problemów z czytaniem gry Drzyzgi. Jak się okazało, przy stanie 19:11, gdy na boisku pojawił się Tichacek, zmiennik reprezentacyjnego rozgrywającego nie wniósł zbyt wiele do gry, ponieważ w drugiej części seta gospodarze dołożyli jeszcze 3 punktowe bloki. Ośmiopunktowe prowadzenie w secie nieco uśpiło stołecznych graczy, którzy zdekoncentrowali się na tyle przy piłce setowej 24:19, że nie mogli zdobyć punktu przez kolejne pięć akcji. Mistrzowie Polski doprowadzili do remisu, ale skuteczny atak Guni i blok na Nowakowskim zapewniły zwycięstwo w pierwszej partii.

Drugi set był najbardziej wyrównany i żadna drużyna nie potrafiła zdominować gry. Resoviacy skuteczniej grali w ataku i lepiej zagrywali, co pozwoliło im na kontrolowanie przebiegu partii i wygranie jej 25:23.

W dwóch ostatnich setach gospodarze powrócili do dobrej gry, a w szeregi przyjezdnych zaczęło wkradać się zmęczenie związane z meczem w Lidze Mistrzów. Słabe przyjęcie zagrywki w trzecim secie spowodowało czytelne rozegranie skrzydłami, co wykorzystali warszawiacy, ustawiając skuteczny blok oraz wyblok i skuteczną grę na kontrze. Czwarty set rozpoczął się od wysokiego prowadzenia gospodarzy 5:0, którzy tak jak w pierwszej partii zdekoncentrowali się i stracili wysokie prowadzenie. Mistrzowie Polski pomimo bardzo dobrego przyjęcia (82% pozytywnego i 50% perfekcyjnego) nie potrafili skutecznie kończyć ataków (30% skuteczności ataku), a to spowodowało, że gospodarze wygrali seta 25:23 i po dwóch bardzo ważnych wygranych meczach (z Roeselare i Skrą) Resovia została pokonana przez stołeczny klub 3:1.

Effector Kielce – Cerrad Czarni Radom 3:1

Było to bardzo wyrównane spotkanie, w którym pomimo przegranej pierwszej partii we własnej hali gospodarze potrafili odrobić straty i wygrać mecz 3:1.

Wszystkie sety miały bardzo podobny przebieg, raz jedna, a raz druga drużyna wychodziła na prowadzenie. W pierwszym secie goście mieli bardzo słabe przyjęcie zagrywki, co nie pozwoliło Nerojowi na kombinacyjne prowadzenie gry, lecz pomimo to wygrali oni seta 25:23. W kolejnych setach Lipiński ciekawie rozgrywał i bardzo często grał ze swoimi środkowymi, a Neroj, który nie mógł tego dnia znaleźć lidera w swojej drużynie, wziął się sam za zdobywanie punktów (7/9 skutecznych ataków, 3 bloki, 2 asy serwisowe) i został najlepiej punktującym graczem swojej drużyny. W całym meczu kielczanie grali bardzo równo i zespołowo i to pozwoliło im na odniesienie zwycięstwa za 3 punkty i dało nadzieję na awans do ósemki, która zagra o mistrzostwo PlusLigi.

Transfer Bydgoszcz – Jastrzębski Węgiel 0:3

Wynik spotkania jednoznacznie opisuje to, co wydarzyło się w Bydgoszczy. 7 miejsc dzielących obie drużyny w ligowej tabeli nie jest dziełem przypadku. Jastrzębianie zdominowali mecz w ataku, zagrywce, bloku oraz przyjęciu zagrywki. Jedynym elementem, do którego można mieć zastrzeżenia, to ten ostatni, czyli przyjęcie zagrywki w drugim secie, które było na niskim poziomie – 18%.

Kolejny raz jastrzębianie przystąpili do meczu bez swojego podstawowego atakującego, ale ani na chwilę nie dało się zauważyć osłabienia w grze na tej pozycji. Kolejny bardzo dobry mecz rozegrała cała drużyna Jastrzębskiego Węgla i pewnie odniosła zwycięstwo. Po zmianach kadrowych w Bydgoszczy widać poprawę w jakości gry, lecz mecz z ekipą z Jastrzębia-Zdroju im najwyraźniej nie wyszedł. W ataku byli nieskuteczni (38%) i popełniali za dużo niewymuszonych błędów (19 punktów oddanych bezpośrednio przeciwnikowi). Pomimo że trener dokonywał zmian i szukał optymalnego ustawienia, w obrazie gry drużyny niewiele się zmieniało. W całym meczu najciekawszy był trzeci set, w którym gospodarze na początku objęli kilkupunktowe prowadzenia, lecz zaraz po drugiej przerwie technicznej skutecznie grali skrzydłowi gości i wyprowadzili swoją drużynę na trzypunktową przewagę, której nie oddali już do końca meczu.

Najlepiej punktującym zawodnikiem gospodarzy został Waliński (6 punktów), ale to było dużo za mało na świetnie grających Gierczyńskiego (17 punktów), Kubiaka(16 punktów) i Marechala (15 punktów).

Lotos Trefl Gdańsk – AZS Indykpol Olsztyn 1:3

Za sprawą akademików z Olsztyna została przerwana noworoczna seria zwycięstw Lotosu. Pierwszy set spotkania podopieczni trenera Panasa zaczęli nerwowo i już przed pierwszą przerwą techniczną pozwolili przyjezdnym na zablokowanie kilku ataków. Dobra gra olsztynian właśnie w tym elemencie ustawiła cały przebieg pierwszej partii, wprowadzenie Milczarka na atak i Stolca na przyjęcie nie zmieniło wyniku na tablicy i goście odnieśli pewne zwycięstwo 25:21. Kolejne partie meczu były dużo bardziej wyrównane. Gospodarze poprawili skuteczność ataku (70%! w drugim secie) i głównie dzięki temu wygrali partię 26:24. Trzeci set był równie wyrównany i walka toczyła się punkt za punkt jak w drugiej partii. Drużyna z Olsztyna dużo lepiej przyjmowała zagrywki rywali i dzięki temu rozgrywający przyjezdnych, Dobrowolski (MVP), mógł w urozmaicony sposób kreować grę. Seta zakończył Hain, blokując najpierw Gawryszewskiego na środku siatki, a w następnej akcji Jarosza na skrzydle. Czwarty set był odbiciem lustrzanym tego drugiego. Tym razem goście zdobyli trzypunktową przewagę na początku partii, którą udało się zniwelować gdańszczanom dopiero przy stanie 13:13. Niestety, bardzo słabe przyjęcie zagrywki w tej części meczu spowodowało, że Łomacz zmuszony był do czytelnej gry skrzydłami, co z kolei wykorzystali przeciwnicy, dobrze ustawiając blok i obronę. Po wyprowadzeniu kilku kontr uzyskali czteropunktowe prowadzenie 21:17 i dzięki temu mogli kontrolować końcówkę meczu. Set zakończył się wynikiem 23:25 i 3 punkty pojechały do Olsztyna.

AZS Częstochowa – BBTS Bielsko-Biała 3:2

Dwie ostatnie ekipy PlusLigi spotkały się w Częstochowie, gdzie gospodarze osłabieni brakiem Michała Bąkiewicza, który ze względów zdrowotnych zawiesił swoją siatkarską karierę, po ponad dwugodzinnym meczu zdobyli dwa punkty, wygrywając tie-break 15:13.

Był to mecz dwóch wyrównanych drużyn, w którym raz jedni, raz drudzy wychodzili na prowadzenie. Dobre zagrania przeplatane były prostymi niewymuszonymi błędami. Zespół z Bielska-Białej popełnił ich aż 34, a AZS Częstochowa – 26. O wyniku końcowym zadecydowały dwie piłki, które mogły równie dobrze paść łupem bielszczan. Przez cały mecz rozgrywający obu drużyn częściej wykorzystywali swoich skrzydłowych niż środkowych, a skuteczność w poszczególnych elementach gry była bardzo zbliżona do siebie. Atak – 40% AZS-u, 39% BBTS-u, przyjęcie zagrywki – 59% AZS-u, 57% BBTS-u, 17 bloków AZS-u i 13 bloków BBTS-u. Każda drużyna zanotowała też po dwa asy serwisowe. Najlepszym zawodnikiem meczu został Hebda, zdobywca 25 punktów.

Po zwycięstwie AZS-u ekipa spod Jasnej Góry przeskoczyła w klasyfikacji generalnej Transfer Bydgoszcz i obecnie zajmuje 10. miejsce w PlusLidze.

* autorem jest Paweł Pyziak (PLPS S.A.)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-01-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved