Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Marcin Mierzejewski: Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa

Marcin Mierzejewski: Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa

fot. Karina Zoń

Siatkarze Kęczanina Kęty rundę zasadniczą w I lidze zakończyli na 8. pozycji. W I rundzie play-off zagrają zatem z liderem - Czarnymi Radom. - Zaczynamy grać od zera. Obie drużyny mają po 50% szans, żeby wyjść zwycięsko z tych meczów - mówi Marcin Mierzejewski.

Jak oceniłbyś ostatnie ligowe spotkanie ze Stalą Nysa – drużyną, która w ubiegłym sezonie była mistrzem ligi, a i w tym przez wielu przed sezonem była stawiana w gronie faworytów?

Marcin Mierzejewski: – Jak by nie było, Nysa jest jeszcze mistrzem pierwszej ligi. Nysanie w poprzedniej rundzie łatwo i szybko nas ograli, nie mieliśmy wtedy argumentów, żeby z nimi wygrać, a ten mecz wyglądał zupełnie inaczej. Byliśmy lepszą drużyną i to było widać na parkiecie. Zwyciężyliśmy zasłużenie. Swoją cegiełkę do tego sukcesu dołożyli, tradycyjnie już, kibice. Myślę, że w tie-breaku to oni dodali nam sił i wiary w zwycięstwo.

Emocji w nim nie brakowało…



Emocje są na każdym meczu, z tym że czasem są jak na rybach, a czasem jak w rajdach samochodowych. Oprócz mnie i Maćka to wszyscy są młodymi chłopakami i oni muszą grać na dużej dawce adrenaliny, naładowani pozytywną energią, która pozwala walczyć o każdą piłkę i do samego końca. Na tym polega piękno sportu. Emocje i walka do końca, co by się nie działo.

Na dziesięć spotkań rozegranych w Kętach wygraliście osiem. Można was określić drużyną własnego parkietu?

Czy jesteśmy drużyną własnego parkietu? W pierwszej rundzie na pewno tak było, ale w pewnym momencie w tym zespole coś drgnęło, pękło coś, co nie pozwalało nam zdobywać punktów na wyjazdach i uwierzyliśmy w to, że na innych halach też możemy wygrywać. Duża tu zasługa Marka i Maćka (trenerzy zespołu – przyp. red.), że ten moment „wyłapali” i nakierowali naszą mentalność właśnie na mecze wyjazdowe, bo jak już wspomniałem, u siebie graliśmy dobrze i skutecznie.

Awans do play-off drużyny Kęczanina to duży sukces. W pierwszej rundzie szło wam jednak gorzej niż w drugiej, gdzie byliście jednym z trzech najlepszych zespołów w lidze. Jak oceniłbyś cały sezon?

Zgadza się, jesteśmy beniaminkiem i nasz awans do play-off należy rozpatrywać w kategoriach może nie sukcesu, ale dużej niespodzianki. Ludzie, którzy znają się na siatkówce, przed sezonem stawiali nas na dziesiątym miejscu, tymczasem my już jesteśmy na co najmniej ósmym. Jak oceniłbym sezon? Na podsumowania jest jeszcze za wcześnie. Przed nami faza play-off i właśnie teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Ta runda ma to do siebie, że rządzi się swoimi prawami i lubi płatać figle faworytom. Czy tym razem tak będzie? Tego nie wiem, ale bardzo bym chciał.

Tylko z BBTS-em przegraliście oba spotkania (1:3 i 2:3 – przyp. red.). Z kim grało się najtrudniej? Który mecz zapamiętasz najdłużej?

Ja zawsze staram się pamiętać tylko te dobre chwile, a z porażek wyciągać wnioski, tak więc na długo zapamiętam mecz z Czarnymi Radom u siebie. To było bardzo długie i emocjonujące spotkanie, a co najważniejsze – zwycięskie.

Czy przychodząc przed sezonem do Kęczanina, wyobrażałeś sobie taki scenariusz i to, że dopiero ostatni mecz będzie decydował o waszym być albo nie być w play-off?

W połowie sezonu zdałem sobie sprawę, że w tabeli będzie bardzo duży ścisk i punkt w jedną lub drugą stronę może zadecydować o tym, na którym będziemy miejscu. Domyślałem się, że ostatni mecz z Nysą będzie miał ogromne znaczenie dla układu tabeli. Nie ma co ukrywać, że mieliśmy trochę szczęścia, ale jak to się mówi: podobno sprzyja ono lepszym. W tej ostatniej kolejce było z nami. Najważniejsze jest to, że sami sobie wywalczyliśmy miejsce w „ósemce”, nie oglądając się na inne mecze, a jak już wiadomo, działy się jakieś „cuda”.

Przed wami trzy tygodnie przerwy i mecze z Czarnymi Radom. Jakie plany na najbliższe dni?

Trzy tygodnie przerwy. Słowo „przerwa” raczej nie jest tu na miejscu. Będziemy normalnie trenować i przygotowywać się taktycznie do meczów z Radomiem.

Jest szansa na niespodziankę w fazie play-off?

Szansa jest zawsze. Zaczynamy grać od zera. I my, i Radom mamy po 50% szans, żeby wyjść zwycięsko z tych meczów. Nie ma co ukrywać, że na papierze faworytem, i to zdecydowanym, są Czarni Radom, jednak tylko na papierze. My jak zwykle będziemy walczyć do ostatniej piłki, a co z tego wyjdzie? Przekonamy się za jakiś czas.

Jak postrzegasz nasze miasto po kilku miesiącach grania w Kęczaninie?

Podoba mi się i to bardzo. Zaczynając od piękna otaczającej miasto przyrody, kończąc na atmosferze w drużynie. A skoro już jesteśmy przy klubie i atmosferze, nie podoba mi się jedna rzecz. Ostatnio usłyszałem, że Kęty są za małe na pierwszą ligę i że nie powinno jej tutaj być. Szczerze? Większej bzdury dawno nie słyszałem. Klub, zarząd, nie pobierając żadnych opłat, daje całym rodzinom możliwość rozrywki, zabawy co najmniej dwa razy w miesiącu. W głowie mi się mieści, że jacyś ludzie chcą to zabrać kibicom. Ciekawy jestem, co tym ludziom zaoferują w zamian. Bardzo jestem ciekawy. Smutne jest to, że jedynym argumentem, którym się kierują jest „bo tak…”, Panowie i Panie „bo tak”. Zrozumcie proszę, że niektórych rodzin nie stać na to, żeby wydać 60 zł miesięcznie na kino czy inną rozrywkę, np. sportową, a Kęczanin im to daje, i to za darmo. A jeśli ktoś uważa, że mieszkańcy Kęt nie zasługują na to, żeby oglądać siatkówkę na wysokim poziomie i że Kęty nie są na to dobrym miejscem, to znaczy że rozminął się z rzeczywistością, i to bardzo. Bo jeśli Kęty na to nie zasługują, to żadne inne miasto w Polsce też na to nie zasługuje.

*Rozmawiał Arkadiusz Raj

źródło: Miesięcznik Kęczanin

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-03-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved