Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Bogdan Serwiński: Nie upajam się zdobyciem Pucharu CEV

Bogdan Serwiński: Nie upajam się zdobyciem Pucharu CEV

fot. topvolley.ch

- Nie mamy czasu na rozpamiętywanie Pucharu CEV - mówi, pytany o triumf na arenie europejskiej, Bogdan Serwiński. - Praca z zespołem ma także wymiar praktyczny i codzienny - podkreśla szkoleniowiec, mając na myśli kolejne pojedynki swojej drużyny.

Strefa Siatkówki: – Panie trenerze, czy emocje po sobotnich wydarzeniach już opadły i zdał pan sobie sprawę, jak duży sukces odnieśliście?

Bogdan Serwiński:Tak, emocje opadły, ponieważ nasze wyzwania sportowe nie skończyły się na meczu w Stambule. Dzisiaj gramy spotkanie ćwierćfinałowe Pucharu Polski z Eliteskami AZS UEK Kraków i od dnia wczorajszego przygotowujemy zespół do następnego pojedynku. Mówiąc wprost, nie mamy czasu na rozpamiętywanie Pucharu CEV. Również ja nie mam charakteru, żeby upajać się takim osiągnięciem, jak zdobycie tego pucharu. Jest to oczywiście wymiar bardzo przyjemny i satysfakcjonujący, niemniej jednak praca z zespołem ma także wymiar praktyczny i codzienny. Dlatego też na tym się teraz koncentruję.

Czy pana podopiecznym, po sukcesie na europejskich parkietach, będzie łatwiej grało się w Pucharze Polski i ORLEN Lidze? Czy będzie mniejsza presja?



Każde zwycięstwo, zwłaszcza w pucharach europejskich, z tak mocnymi zespołami, jakim było Fenerbahce Stambuł czy wcześniej Omiczka Omsk, podnosi znacznie pewność siebie. Jak to zwykło się mówić, podnosi morale drużyny. Zwycięstwa budują zespół, ale jest również bardzo niebezpieczna warstwa emocjonalna. W niektórych przypadkach sukces daje nadmierną euforię i mówiąc wprost, czasami rozleniwia. Zatem z jednej strony ma to pozytywne skutki, ale z drugiej jest niebezpieczne. Osobną kwestią jest fakt, iż zespół jest mocno wyeksploatowany, szczególnie po sobotnim spotkaniu. Jest sporo elementów niekorzystnych pod względem zdrowotnym, takich jak przeciążenia. Takie sytuacje są jednak wkalkulowane w naszą pracę i musimy sobie z tym poradzić. Czas pokaże, jak będzie przebiegała rywalizacja na parkietach krajowych, czy to w najbliższym tygodniu, podczas Pucharu Polski, czy później w fazie play-off. Zdaję sobie sprawę, że u przeciwników spotkamy większą determinację w rywalizacji z nami.

Mógłby pan, z punktu widzenia szkoleniowego, wskazać jeden główny element, którzy przesądził o waszym zwycięstwie w dwumeczu z Fenerbahce Stambuł?

W siatkówce nie ma takiej możliwości, żeby tylko jeden element decydował o zwycięstwie bądź porażce. Jest to sport, który zawiera wiele technicznych układanek spójnych ze sobą. Trzeba je wykonywać na wysokim poziomie, aby odnosić zwycięstwa. Oczywiście czasami jakiś element, chociażby zagrywka, ma wyjątkowo wysoki poziom w danym meczu i to wówczas pomaga odnieść zwycięstwo. Generalnie, trzeba każdy element sztuki siatkarskiej wykonywać na wysokim poziomie, żeby coś z tego było.

Po sobotnim meczu w mediach było głośno o postawie sędziów w rewanżowym pojedynku. Czy były momenty, kiedy pana podopieczne bardziej skupiały się na decyzjach sędziów niż na swojej grze?

Nie było elementu emocjonalnego, który odrywałby nas bezpośrednio od tego co wykonujemy, czyli od gry. Natomiast chwilowe protesty, głównie przekazywane przez wyraz twarzy, gesty czy słowa, były konieczne. Sędziowie, pomijając już arbitrów liniowych, którzy zachowywali się w jakiś sposób skandalicznie, byli świadomi sytuacji. Nie byli to sędziowie niedoświadczeni, którzy nie zdawaliby sobie sprawy, jakie decyzje podejmują ich koledzy na liniach. Presja wywierana na nich być może spowodowała, że korygujących decyzji sędziego głównego było kilka, co było dla nas pomocne. Sędziowanie w siatkówce jest wielką sztuką. W poniedziałek miałem okazję oglądać końcówkę meczu PGE Skry Bełchatów z Resovią Rzeszów. Pomimo bardzo dobrej pary sędziowskiej i systemu wideoweryfikacji, spotkałem się z opiniami zarzutów i pretensji odnośnie decyzji arbitrów. Trzeba się zgodzić z faktem, iż nasza dyscyplina jest niezwykle skomplikowana do sędziowania. Jednakże europejska federacja powinna w sposób wyrazisty interweniować w kwestii gry na parkietach tureckich czy azerskich. Tam błędy wynikają nie ze skali trudności w podejmowaniu decyzji, ale jest to szowinistyczna premedytacja. Te zmiany można wprowadzić, ale nie można udawać starca, głuchego i ślepego, a tak w tej kwestii zachowuje się CEV. Taki obrót spraw jest niezrozumiały i nie ma on nic wspólnego ze sportem. W mojej opinii tylko federacje krajowe mogą w tej materii interweniować, ponieważ kluby, szczególnie takie małe jak nasz, są tutaj bezsilne.

W przekazie telewizyjnym z sobotniego starcia nie było widać negatywnej ekspresji w poczynaniu kibiców. Czy z pana perspektywy wyglądało to inaczej?

Ekspresji w pozytywnym znaczeniu tego słowa było sporo. Na trybunach były duże grupy kibiców klubów piłkarskich, jak np. Fenerbahce. Sympatycy tego klubu słynną jednak z dobrze zorganizowanego dopingu i nie był on nacechowany elementami wrogimi. Kibice na swój sposób tworzyli ładne widowisko. Być może odbiega ono od standardów przyjętych w polskiej siatkówce, ale nie było w tym nic niebezpiecznego i groźnego. Jeżeli artykułowalibyśmy jakieś pretensje w stronę miejscowych kibiców, byłoby to nieuczciwe. Pomagali swojej drużynie maksymalnie jak mogli, ale nie zachowywali się agresywnie w stosunku do mojego zespołu.

W czwartym secie rewanżowego pojedynku parkiet z kontuzją opuściła Eleonora Dziękiewicz. Czy uraz środkowej bloku jest poważny?

Tego typu kontuzja, jak skręcenie czy podkręcenie stawu skokowego, często zdarza się w siatkówce. Wszystkie skręcenia stawów skokowych mają swoje stopnie do określenia pod względem medycznym. Akurat w tym przypadku obyło się bez naruszenia torebki stawowej, a są elementy naciągnięcia. Nie jest to błaha kwestia, ale nie wyklucza zawodniczki z treningów i gry. Oczywiście sytuacja pozostaje pod kontrolą medyczną. Ten uraz kosztował zawodniczkę, jak i zespół dużo stresu w trakcie sobotniego meczu. Lądowanie na nodze partnerki z drużyny czy przeciwniczki jest sytuacją bardzo stresującą. Powiem szczerze, że kiedy na powtórce telewizyjnej pokazane jest tego typu zdarzenie, to zamykam oczy. Tak jak powiedziałem, Eleonora (Dziękiewicz – przyp. red.) trenuje i wydaje mi się, że wszystko będzie zmierzało ku dobremu.

Od 2009 roku w polskiej żeńskiej siatkówce klubowej i reprezentacyjnej brakowało sukcesu na arenie międzynarodowej i europejskiej. Czy uważa pan, iż wasz rezultat może dać pozytywnego kopa?

Bardzo się cieszę, że polski żeński klub osiągnął wynik, który odbił się pozytywnym echem w polskim środowisku siatkarskim, jak i mediach. Mam nadzieję, że będzie to taki zaczyn do podniesienia wartości tej dyscypliny, głównie w wydaniu kobiet. Od lat jestem związany z tym środowiskiem. Uważam, że znacząco w dół odbiegamy wynikami od potencjału, który jest w siatkówce kobiecej. Na pewno nasz sukces może być zalążkiem, ale wiąże się to zwłaszcza z pracą organizacyjną. Jestem zwolennikiem teorii, że zarówno w klubie, a zwłaszcza w reprezentacji, praca powinna być wykonywana w sposób organiczny. Nie może to mieć charakteru na zasadzie pospolitego ruszenia z Polski szlacheckiej, ale musi to być praca systematyczna. Moim zdaniem problem z polską siatkówką kobiecą nie leży po stronie zawodniczek, trenerów, ale tkwi w kwestiach organizacyjnych. Wszystko to jest do przezwyciężenia. Mam nadzieję, że nowy trener reprezentacji, który niedługo powinien być powołany, dostanie takie narzędzia i możliwości do ręki, które pozwolą jemu polską siatkówkę przesunąć w światowym rankingu do pierwszej dziesiątki. W tym momencie miejsca na pograniczu reprezentacji Kenii chluby nie przynoszą.

Rozmawiał: Szymon Łożyński

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-03-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved