Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Brak decydujących rozstrzygnięć u góry i na dole tabeli

PlusLiga: Brak decydujących rozstrzygnięć u góry i na dole tabeli

fot. archiwum

Siedemnasta kolejka PlusLigi nie dała ostatecznej odpowiedzi, kto wygra rundę zasadniczą i kto zmierzy się z AZS-em Częstochowa w fazie play-out. Blisko realizacji pierwszego celu są bydgoszczanie. Z kolei z walki o ósemkę nie zrezygnował Indykpol AZS Olsztyn.

Przedostatnia kolejka bieżącego sezonu PlusLigi rozpoczęła się w Warszawie. Na Torwarze miejscowa AZS Politechnika podejmowała aktualnych mistrzów Polski. Rzeszowianie za pomocą piątkowego pojedynku chcieli jak najszybciej zapomnieć o finałowej porażce w Pucharze Polski z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Zadanie to, mimo nie najlepszej gry, podopiecznym Andrzeja Kowala udało się w pełni zrealizować. Po czterosetowym boju z triumfu mogła cieszyć się Asseco Resovia Rzeszów, którą do triumfu poprowadziła dwójka Jochen Schöps i Nikola Kovacević. Obaj wyżej wymienieni gracze nie pojawili się na boisku w wyjściowym składzie, ale od momentu ich obecności na parkiecie gra mistrzów Polski uległa zdecydowanej poprawie. – Początek meczu mieliśmy nerwowy, ale ogólnie rzecz ujmując, można powiedzieć, iż spotkanie wygrali nam zmiennicy, którzy nie mieli szansy zagrania w Pucharze Polski – zaznaczył Andrzej Kowal. Co więcej, reprezentant Niemiec za swój występ został nagrodzony statuetką MVP. Podsumowując mecz, warto wspomnieć o końcówce drugiej partii, w której przy stanie 1:0 i 24:23 warszawianie mieli piłkę setową. Nie potrafili jednak postawić kropki nad ‘i’, co wykorzystali przeciwnicy, triumfując w secie po dwóch blokach na Grzegorzu Szymańskim.Szkoda, bo mecz może by jeszcze trwał? A może zakończyłby się wcześniej? Trudno powiedzieć! Przez pierwsze dwa sety wszystko dobrze nam się układało. Nie mamy się czego wstydzić przed kibicami – podkreślił Krzysztof Wierzbowski. Rzeszowianie dzięki kompletowi punktów utrzymali czwartą pozycję w tabeli, zbliżając się na zaledwie dwa oczka do jastrzębian. Natomiast akademicy z Warszawy pozostali na szóstym miejscu i właśnie z tej pozycji przystąpią do rundy play-off.

Kibice najbardziej ostrzyli sobie apetyty na pojedynek w Bydgoszczy. W hali Łuczniczka miejscowa Delecta podejmowała Jastrzębski Węgiel. Już pierwszy meczu obu drużyn w bieżącym sezonie przyniósł wiele emocji. Wówczas po pięciosetowej batalii lepsi okazali się jastrzębianie. Podopieczni Piotra Makowskiego w sobotnie popołudnie wzięli rewanż na rywalach i tym razem to miejscowi okazali się lepsi po tie-breaku. Mecz był zaciętym widowiskiem, z dużą zmiennością sytuacji zwłaszcza w czwartej i piątej odsłonie. W decydującym secie jastrzębianie prowadzili 8:5, a mimo to zeszli z parkietu pokonani przez rywali dość wyraźnie, do 10. – W tie-breaku widać było, że trzymaliśmy swój poziom gry, niestety w pewnym momencie się zacięliśmy i to zacięliśmy się tak, że przegraliśmy – wspominał ten fragment pojedynku Damian Wojtaszek. Wygrana Delecty Bydgoszcz 3:2 przy identycznym rezultacie kędzierzynian w meczu z częstochowskimi akademikami sprawiła, iż kujawska drużyna, aby być pewnym wygrania rundy zasadniczej, musi triumfować co najmniej 3:2 z Indykpolem AZS-em Olsztyn. Z kolei jastrzębianie nie tylko nie mogą przyjmować gratulacji za trzecią pozycję, ale muszą uważać na goniących ich mistrzów i wicemistrzów Polski. Komisarz zawodów w sobotę statuetkę MVP przyznał Dawidowi Konarskiemu. Atakujący drużyny z grodu nad Brdą był najlepiej punktującym zawodnikiem meczu. Rangę tego osiągnięcia zwiększa pomeczowa wypowiedź Piotra Makowskiego. – Dawid Konarski przez cały tydzień praktycznie nie trenował i dopiero dzisiaj pojawił się na boisku – podkreślił szkoleniowiec Delecty Bydgoszcz. Podsumowując mecz w Łuczniczce, warto oprócz siatkarzy docenić także kibiców, którzy niemal do ostatniego miejsca wypełnili trybuny obiektu. – Podoba mi się fakt, że w porównaniu z zeszłym sezonem tak duża hala została niemal wypełniona. Było tak wiele osób i stworzyli taki klimat, że dużą radość sprawiała gra dla nich – mówił Michał Łasko.

Częstochowianie stają się specjalistami od urywania punktów mocarzom PlusLigi. Podopieczni Marka Kardosa potrafili już pokonać mistrzów i wicemistrzów Polski, a w sobotę po raz drugi w bieżącym sezonie urwali punkty podopiecznym Daniela Castellaniego. Podobnie jak w Kędzierzynie-Koźlu, również na własnym terenie akademicy dopiero po pięciosetowej walce musieli uznać wyższość przeciwników. Zdobywcy Pucharu Polski dwukrotnie wychodzili na prowadzenie w setach (1:0, 2:1), ale nie potrafili spod Jasnej Góry wywieźć kompletu punktów. Pomimo wywalczenia „tylko” dwóch oczek Daniel Castellani był zadowolony z postawy swoich podopiecznych. –  Jesteśmy szczęśliwi, potrzebowaliśmy tych punktów, aby utrzymać się na drugim miejscu w tabeli. Za nami trudny tydzień, mamy kilku zawodników zmagających się z urazami – podkreślił argentyński szkoleniowiec. Były trener reprezentacji Polski nawiązywał do Jurija Gladyra i Antonina Rouziera, którzy w sobotę nie pojawili się nawet w meczowej dwunastce. Jednakże obaj wymienieni siatkarze znaleźli godnych zastępców. Dominik Witczak z dwudziestoma trzema punktami na koncie otrzymał statuetkę MVP, a środkowi Marcin Możdżonek i Łukasz Wiśniewski zdobyli łącznie aż dwadzieścia osiem oczek. Być może zawodnicy Wkręt-Metu AZS Częstochowa mieliby szansę na pierwsze historyczne zwycięstwo we własnej hali, gdyby ograniczyli ilość pomyłek. – Popełniliśmy ponad 30 błędów i tak nie można grać, musimy to wyeliminować. Nawet w przypadku trzysetowego meczu, na poziomie PlusLigi, a nawet I ligi, taka liczba błędów jest niedopuszczalna – zaznaczył Marek Kardos. Sobotnie rozstrzygnięcia nie przyniosły dla obu zespołów zmian w tabeli. Częstochowianie nadal zamykają rozgrywki i przygotowują się już do fazy play-out. Z kolei Paweł Zagumny i jego koledzy mają przewagę dwóch oczek nad trzecimi jastrzębianami i taką samą stratę do liderów z Bydgoszczy.

Wicemistrzowie Polski mogą odetchnąć z ulgą. Po serii porażek na ligowych parkietach, w Pucharze Polski i Lidze Mistrzów podopieczni Jacka Nawrockiego odnieśli zwycięstwo w PlusLidze. Wyższość bełchatowian musiał uznać Effector Kielce, który na własnym terenie był w stanie urwać przeciwnikowi zaledwie jednego seta. – W ostatnich ligowych spotkaniach nawet nie mogliśmy wystawić pełnej dwunastki. Ale szczerze mówiąc, jeśli ten pech w końcu przestanie nas prześladować, to stać nas na grę taką, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni i jaką prezentowaliśmy na początku sezonu – mówił w wywiadzie dla gazety Sport Jacek Nawrocki jeszcze przed siedemnastą kolejką rozgrywek. W starciu z Effectorem Kielce szkoleniowiec PGE Skry Bełchatów nadal nie mógł jednak skorzystać ze wszystkich swoich zawodników. W meczowej dwunastce nie pojawili się Michał Winiarski i Paweł Zatorski. Na pozycji libero wystąpił Kacper Turoboś. Z kolei w pełnym wymiarze czasowym zagrał Aleksandar Atanasijević. Serb zdobył dla swojej drużyny czternaście punktów. O cztery oczka więcej zapisał na swoim koncie holenderski środkowy Wytze Kooistra, i to właśnie jemu przypadła w udziale statuetka MVP. Wśród kielczan atak tradycyjnie opierał się na Nikołaju Penczewie i Armando Dangerze. Trzydzieści punktów zdobyte przez dwójkę wyżej wymienionych zawodników wystarczyło jednak na wygranie tylko premierowej partii przez gospodarzy. Wiktoria 3:1 pozwoliła bełchatowianom zagwarantować sobie co najmniej piąte miejsce po rundzie zasadniczej. Coraz realniejsza staje się para PGE Skra Bełchatów kontra Asseco Resovia Rzeszów już w pierwszej fazie play-off. Z kolei podopieczni Dariusza Daszkiewicza utrzymali siódmą pozycję w tabeli i wszystko wskazuje na to, że z takiej samej rozpoczną zmagania w play-off.

Broni w walce o znalezienie się w czołowej ósemce nie składają siatkarze Indykpolu AZS Olsztyn. Akademicy, aby liczyć się w walce o awans do play-off, musieli pokonać w niedzielne popołudnie bezpośredniego rywala do zajęcia ósmej pozycji, Lotos Trefl Gdańsk. Podopieczni Radosława Panasa zadanie zrealizowali w stu procentach, nie pozwalając przeciwnikom ugrać ani jednego seta we własnej hali. Najbardziej zacięta była druga odsłona pojedynku, którą gospodarze rozstrzygnęli na swoją korzyść wynikiem 25:23. W dwóch pozostałych setach Piotr Gruszka i jego koledzy dość zdecydowanie pokonali rywali. Trzy oczka zdobyte w starciu o tzw. sześć punktów nie pozwoliły olsztynianom opuścić dziewiątej pozycji w tabeli, jednakże ich strata do gdańszczan, zajmujących ósmą lokatę, zmalała do dwóch punktów. Tym samym akademicy, aby awansować do play-off, muszą wygrać z Delectą Bydgoszcz i liczyć na zwycięstwo mistrzów Polski w starciu z Lotosem Treflem Gdańsk. – Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i pokazaliśmy wszystkie nasze dobre strony, szczególnie w bloku i defensywie. Nadal mamy szansę na udział w play-off. Na pewno postaramy się za tydzień wygrać z Delectą w tym trudnym meczu. Będziemy walczyć – wiary w sukces nie traci Guillermo Hernan.Za tydzień 18. kolejka. Zespół trenera Panasa ma taki sam cel – wejść do ósemki. Zobaczymy co stanie się za tydzień. Musimy walczyć – zapowiadał z kolei Dariusz Luks. Gospodarze zwycięstwo w niedzielne popołudnie zawdzięczają głównie dziewiętnastu punktom zdobytym przez Bartosza Krzyśka. W przeciwnym zespole tylko Michał Kamiński mógł pochwalić się dwucyfrową zdobyczą punktową. Nagrodę dla najlepszego gracza meczu otrzymał natomiast libero miejscowych Michał Żurek, który zanotował ponad siedemdziesiąt procent pozytywnego przyjęcia.

Zobacz również:
Wyniki 17. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2013-02-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved