Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Izabela Kożon: Polscy trenerzy nigdy we mnie nie wierzyli

Izabela Kożon: Polscy trenerzy nigdy we mnie nie wierzyli

fot. archiwum

Absolwentka SMS-u w Sosnowcu i MVP mistrzostw Polski juniorek zniknęła z kraju. Po powrocie trafiła do najsłabszej ekipy w I lidze. - Mam ambicje na coś więcej niż granie w zespole, który broni się przed spadkiem - mówi Izabela Kożon, przyjmująca Sparty.

Można powiedzieć, że twoja kariera jest jak bumerang. Po raz pierwszy wyjechałaś z Warszawy już w wieku 16 lat.

Izabela Kożon: Rzeczywiście, trochę tak to wygląda (śmiech). Będąc w trzeciej klasie gimnazjum, przeniosłam się do Sosnowca, do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie spędziłam łącznie trzy sezony.

Dlaczego wróciłaś do Warszawy?

– W swoim roczniku w nie mieściłam się w pierwszej szóstce, więc kiedy została nam tylko I liga, zdecydowałam się wrócić do Warszawy, gdzie grałam w drugoligowym AZS AWF oraz jednocześnie w juniorkach MOS Wola. Uważałam, że takie rozwiązanie będzie dla mnie najlepsze.

Jak wspominasz swój okres juniorski?

– Czas nauki i gry w SMS Sosnowiec jest tak specyficznym przeżyciem, że bardzo łączy ze sobą osoby, które w nim były. Kiedy spotykam po drugiej stronie siatki dziewczyny, z którymi spędziłam w Sosnowcu parę lat, za każdym razem jest to bardzo miłe spotkanie. Natomiast w ostatnim roku gry jako juniorka zdobyłam swój jedyny medal młodzieżowych mistrzostw Polski. W dodatku na turnieju finałowym dostałam nagrodę MVP oraz powołanie do kadry juniorek, co po odejściu ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego wcale nie jest takie częste.

Po roku spędzonym w Warszawie, znowu wyjechałaś. Tym razem na dłużej i do tego znacznie dalej. Jak to się stało, że trafiłaś do Middle Tennessee State University w Murfreesboro?

– Wszystko zaczęło się od mojej mamy, która powiedziała mi o możliwości wyjazdu do Stanów na stypendium sportowe. Następnie na którymś z meczów w Sosnowcu pojawił się agent, reprezentujący ponad 180 uniwersytetów. Utrzymałam z nim kontakt i dzięki temu do Warszawy przylecieli trenerzy, żeby zobaczyć moją grę na żywo.

Znasz inne dziewczyny z Polski, które za pośrednictwem wspomnianego przez ciebie agenta też wyjechały za ocean?

– Nie wiem dokładnie, kto przez agenta, a kto w inny sposób, ale na pewno w Stanach grały Asia Kaczor, Maja Jechorek, Gosia Lech, Patrycja Klekotka, Luiza Jarocka, Iza Grot, Asia Stawicka, Agata Dawidowicz, Natalia Tomaszewska i Magda Tekiel.

Można powiedzieć, że gdyby nie pobyt w SMS, ten agent by cię nie wyłowił.


– Zgadzam się w stu procentach.



Zanim po raz drugi wróciłaś do Warszawy, po drodze był jeszcze „przystanek Szwajcaria". Możesz powiedzieć coś więcej o swoim pobycie w Volley Köniz?

– To chyba najgorszy okres w mojej karierze. Poziom rozgrywek nie stał na jakimś wybitnym poziomie, a finansowo liga też nie należała do najbogatszych. Zdecydowałam się na Szwajcarię, ponieważ… bałam się powrotu do kraju. Polscy trenerzy nigdy nie wierzyli we mnie jako skrzydłową. Zawsze brakowało mi kilku centymetrów, a nie chciałam grać na pozycji libero. Poza tym w Polsce nie chciałam grać w II lidze, bo przez cztery lata pobytu w Stanach zrobiłam duże postępy, co potwierdziło powołanie do kadry B i udział w Uniwersjadzie. Na zmianę klubu było już jednak za późno, ponieważ miałam podpisany kontrakt w Szwajcarii. W Volley Köniz nie mogłam się zadomowić ani znaleźć wspólnego języka z trenerem, którego zresztą zwolniono w połowie rozgrywek. W połowie sezonu czułam, że gram znacznie gorzej niż przed jego rozpoczęciem, dlatego po świętach Bożego Narodzenia zostałam w Warszawie.

Jednak i tym razem nie zostałaś zbyt długo.

– To prawda. Okres spędzony w Szwajcarii na tyle obrzydził mi siatkówkę, że nie chciałam już zawodowo grać. Poza tym dostałam propozycję pracy asystenta trenera w moje drużynie ze Stanów i ponownie zdecydowałam się na wyjazd. Na miejscu nie udało mi się dostać wizy pracowniczej i m.in. z tego powodu wróciłam do Warszawy.

Po raz trzeci.

– Nie do końca (śmiech). Po drodze byłam jeszcze na testach w Legionowie, ale nie dogadaliśmy się. Miałam również propozycje z Ostrowca Świętokrzyskiego i Mysłowic, ale o tym, że zdecydowałam się na Spartę Warszawa, zdecydowały względy osobiste. To moje rodzinne miasto, tutaj mam przyjaciół, poczynając od najmłodszych lat. Poza tym tutaj znalazłam miłość mojego życia, a przecież w gram w klubie pierwszoligowym, więc chyba nie jest tak źle.

A kiedy wyjeżdżałaś na trzy lata do Sosnowca albo na cztery do USA i Szwajcarii, nie było żal zostawiać przyjaciół?

– No dobra, wyciągnąłeś to ze mnie. To z jego powodu (śmiech)
.

W wywiadzie dla Dziennika "Polska" powiedziałaś, że wolisz grać w słabym klubie, niż siedzieć na ławce w mocnym, ale czy wybór Sparty to nie jest przesada? W 15 meczach ugrałyście zaledwie jednego seta. Nie uważasz tego sezonu za krok wstecz w swojej karierze?

Byłam pierwszą zawodniczką, jaką Sparta zakontraktowała na nowy sezon. Powiedziano mi, że klub uzupełnią cztery ligowe zawodniczki, natomiast resztę stanowić będą juniorki. Niestety, okazało się zupełnie inaczej i wyszło tak, że najbardziej doświadczoną zawodniczką w zespole byłam ja, czego się w ogóle nie spodziewałam. Nie uważam, żeby to był krok w tył, w szczególności, kiedy dołączył do nas trener Pasiński. Mam ambicje na coś więcej niż granie w zespole, który broni się przed spadkiem, ale taki sezon kształtuje charakter. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale ja naprawdę wychodzę na każdy mecz z nadzieją i wiarą, że to właśnie ten dzień, w którym zdobędziemy pierwszy punkt.

Będąc w Stanach lub Szwajcarii śledziłaś to, co działo się na krajowych boiskach?

– Muszę się przyznać, nie za bardzo. Tylko od czasu do czasu zerkałam na wyniki. Teraz, gdy jestem w Polsce, mogę na żywo oglądać mecze w telewizji bez problemu różnicy czasu. W Stanach był z tym kłopot, bowiem mecze były w środku nocy.

Patrząc zarówno na twoje rówieśniczki z SMS Sosnowiec, jak również na młodsze absolwentki tej szkoły, robiące kariery w naszej lidze, nie masz wrażenia, że dokonałaś złych wyborów?

– W Szkole Mistrzostwa Sportowego zawsze są lśniące perły, jak również mniejsze perełki. W ekstraklasie z mojego rocznika grają Ewelina Sieczka, Klaudia Kaczorowska, Marta Haładyn, Gabriela Wojtowicz. Jest również kilka dziewczyn, o których w ogóle nie słyszę i nie wiem, czy w ogóle jeszcze grają. Jasne, można gdybać, co by było, gdybym dokonała innych wyborów. Ale ja się nad tym nie zastanawiam, jestem bardzo szczęśliwą osobą, znalazłam miłość mojego życia, zdobyłam tytuł licencjata z psychologii na amerykańskiej uczeni, a obecnie studiuję dwa kierunki, kończące się egzaminem magisterskim. Poza tym gram zawodowo w I lidze siatkówki. Myślę, że to wystarczające powody, żeby nie zastanawiać się nad słusznością moich wyborów.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved