Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Ireneusz Mazur: ZAKSA ma potencjał, który daje gwarancję walki

Ireneusz Mazur: ZAKSA ma potencjał, który daje gwarancję walki

fot. archiwum

- Gdyby nie jakaś dekoncentracja lub nieudacznictwo Belgów, to ZAKSA musiałaby grać złotego seta - skomentował Ireneusz Mazur. - To ogromne rozczarowanie, zawód i przykra niespodzianka - dodał o porażce Skry Bełchatów z Arksem Izmir.

ZAKSA jako jedyny polski przedstawiciel znalazła się w kolejnej rundzie Ligi Mistrzów, ale jej awans rodził się w bólach. Chyba trudno było o optymizm w czwartym secie przy stanie 21:24?

Ireneusz Mazur: Już pierwszy mecz w Kędzierzynie-Koźlu pokazał, że ogranie Belgów będzie bardzo trudne. Oczywiście, będziemy pamiętać wynik 3:0, ale gdy przypomnimy sobie poszczególne sety, to widać, że były one bardzo wyrównane. Losy każdego z nich decydowały się w końcówkach, może z wyjątkiem pierwszej partii, w której była większa przewaga gospodarzy. To powodowało, że trzeba było uważać i być niezwykle skoncentrowanym przed pojedynkiem rewanżowym. W drugim meczu widać było jak trudny jest ten przeciwnik. Gdyby nie jakaś dekoncentracja lub nieudacznictwo Belgów, to prawdopodobnie ZAKSA musiałaby grać złotego seta, a w nim nie wiadomo, co by się działo. Na szczęście, a ono z reguły sprzyja lepszym, lepszy był zespół z Kędzierzyna-Koźla i on odniósł zasłużone zwycięstwo.

To już kolejny mecz w sezonie, w którym ZAKSA pokazuje charakter i wychodzi z niemalże beznadziejnej sytuacji…



Tak, ale jest to związane z indywidualnymi cechami kilku graczy, szczególnie tych, którzy w ostatnim okresie pojawili się w zespole. Przede wszystkim mam na myśli Fontelesa, bo jest on szalenie wartościowym graczem. Gdybyśmy prześledzili kilka meczów, które były „na styku”, to mam wrażenie, że gra tego siatkarza pomogła w odnoszeniu zwycięstw. Oczywiście, nie tylko jego, bo siatkówka jest dyscypliną zespołową. Nie ma w niej przypadku, bo trzeba trzy razy odbić piłkę, nie wolno popełnić błędów, a to wiąże się z działaniami zespołowymi. O losach poprzednich, ale i tego ostatniego meczu decydowały indywidualności. W ostatnim spotkaniu warto podkreślić dobrą zmianę Pilarza, który „dźwignął” mecz i zwiększył komfort gry swoim kolegom.

Wszyscy ostrzyli sobie zęby na starcie ZAKSY ze Skrą w kolejnej rundzie Ligi mistrzów, tymczasem Skra zawiodła po raz kolejny, nie udźwignęła presji meczu, ale i przegrała chyba z kontuzjami…

Zacznijmy od tego, że przegrała z rywalem, którego pokonała wcześniej na wyjeździe. Miała wszystkie atuty po swojej stronie, bo w drugim meczu grała u siebie, miała za sobą dziesięć tysięcy wspaniale dopingujących kibiców. Mimo goryczy, która we mnie i prawdopodobnie w wielu kibicach się nagromadziła, trzeba powiedzieć, że mecz stał na dobrym poziomie, mógł się on podobać i zadowolić koneserów siatkówki, ale końcowy rezultat niestety nie był korzystny dla bełchatowian. Skra przegrała z Agamezem, który był nie do zatrzymania. Bełchatowianie nie znaleźli antidotum na powstrzymanie tego gracza. Z reguły jest tak, że zespół stara się zatrzymać takiego zawodnika, a jeśli mu się to nie udaje, to stara się wyeksponować siatkarza ze swojej strony, który spełniałby podobną rolę. Jednak to się nie udało. Mimo że do gry wrócił Michał Winiarski, który zagrał bardzo dobrze, mimo tego że dwoił się i troił Mariusz Wlazły, to jednak zespół z Bełchatowa nie zdołał postawić kropki nad „i”. Uważam, że jest to ogromne rozczarowanie, zawód i przykra niespodzianka, która dotknęła fanów siatkówki, zawodników i bełchatowski sztab szkoleniowy.

Myśli pan, że wcześniejsze porażki miały wpływ na postawę zespołu w decydujących momentach starcia z Arkasem?

Prawdopodobnie nie miały one bezpośredniego przełożenia, bo praktycznie złotego seta nie powinno wcale być. Jednak nie jest przypadkiem, że Skra przegrała już osiem meczów w lidze. To jest rzecz, która nie miała miejsca od prawie dziesięciu lat. Przez to pewnie morale drużyny wyraźnie się nadkruszyło. Nie jest przecież tak, że porażki pozostają bez śladu. One powoli, niczym kropla, drążą skałę. Prawdopodobnie tak dzieje się też w drużynie z Bełchatowa – jedna porażka jeszcze nic nie znaczy, druga, damy sobie radę, trzecia, nadrobimy w innych elementach, czwarta, przegraliśmy, ale liczy się play-off, piąta, przegraliśmy Puchar Polski, ale mamy jeszcze Ligę Mistrzów i tak dalej. Teraz bełchatowianom pozostało do zdobycia jeszcze tylko mistrzostwo Polski. Jeszcze mają oni szansę, aby uratować ten sezon przez zdobycie medalu w tych rozgrywkach, ale jednak możliwości osiągnięcia przez nich dobrego wyniku wyraźnie się zmniejszyły. Przy Skrze jest za dużo spektakularnych porażek, co nie jest optymistyczne dla zespołu z Bełchatowa.

Resovia nie była faworytem w konfrontacji z Lube Banca Macerata, ale chyba wszyscy oczekiwaliśmy od mistrzów Polski lepszej gry, nawet pomimo kłopotów z atakującymi?

Drużyna z Rzeszowa faktycznie nie była faworytem w dwumeczu z włoskim zespołem, który jest jednym z pretendentów do wygrania Ligi Mistrzów, ale wszyscy liczyli, że sama postawa, determinacja wystarczą, aby mistrz Polski nawiązał walkę z rywalem. Resovia nie pokazała wszystkiego, co ma najlepsze. Dominacja przeciwnika była tak duża, że paraliżowała większość działań rzeszowian zarówno w czysto siatkarskiej formule, jak i psychologiczno-emocjonalnej. Rzeszowianie nie byli w stanie podjąć pełnej walki, jest to smutne, bo w końcu to mistrz Polski, z którego grą wiązane były wielkie nadzieje.

A jak pan oceni szansę ZAKSY w starciu z Arkasem? W poprzednim sezonie kędzierzynianie polegli na zespole z Izmiru. Czy obecnie mają większe możliwości, by zrewanżować się tureckiemu rywalowi?

ZAKSA jest zdecydowanie mocniejszym zespołem niż przed rokiem. Z roku na rok wykonywana jest w niej praca, aby mogła dojść do wysokiego poziomu sportowego. Systematycznie podnosi swoją wartość, chociażby przez transfery. Skoro drużyna z Bełchatowa toczyła równorzędną walkę z Turkami, a zespół z Kędzierzyna-Koźla wygrywał ze Skrą, to chociażby patrząc przez pryzmat takiej relacji, możemy być optymistami. ZAKSA ma potencjał, który daje gwarancję walki i szansę wygrania z Arkasem. Wierzę w to, że zespół z Kędzierzyna-Koźla nie będzie musiał już przeżywać takich emocji jak w meczu z Noliko. W tej chwili ZAKSA pozostała dla nas jedyną nadzieją na godne zaprezentowanie polskiej siatkówki w finałowym turnieju Ligi Mistrzów.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-01-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved