Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Liga Mistrzów: Bełchatowski horror bez happy endu

Liga Mistrzów: Bełchatowski horror bez happy endu

fot. Tomasz Koprowski / skra.pl

Siatkarze Skry Bełchatów nie wykorzystali swojej szansy i żegnają się z Ligą Mistrzów. Bełchatowianie przegrali mecz rewanżowy i określany mianem loterii "złoty set". Tym samym to Turcy staną naprzeciw ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w kolejnej rundzie rozgrywek.

Spotkanie lepiej rozpoczęli siatkarze Arkasu, którzy szybko wypracowali sobie trzypunktową przewagę. Po bloku na Michale Bąkiewiczu było 2:5. Polscy zawodnicy z trudem kończyli pojedyncze ataki, co poskutkowało tym, że na pierwszej przerwie technicznej przegrywali już 4:8. Później nie było lepiej. Atanasijević nie radził sobie w ataku, a przeciwnicy z łatwością wykorzystywali wszystkie kontry. Gdy na tablicy wyświetlał się wynik 14:7 dla Arkasu, na boisko w miejsce Dante Boninfante wszedł Paweł Woicki. Niestety dla gospodarzy, nie udało mu się zmienić obrazu gry polskiej drużyny, która traciła kolejne punkty. Set szybko zmierzał do końca, a Skra w tej partii zapisała na swoim koncie tylko 14 „oczek”.

Do drugiej partii bełchatowianie przystąpili z Pawłem Woickim na rozegraniu. Okazało się to dobrym posunięciem Jacka Nawrockiego, ponieważ jego podopieczni zaczęli zdobywać punkty z ataku. Po jednym z nich prowadzili 6:4. W końcu także zafunkcjonował blok polskiego zespołu i boleśnie przekonał się o tym Subasi – 8:6. Kilka chwil później zablokowany został także Agamez i siatkarze Skry prowadzili już czterema „oczkami” (10:6). Udało im się przez kilka minut utrzymać dystans, jednak z czasem przewaga stopniała do zaledwie dwóch punktów (20:18). Wydawać by się mogło, że w końcówce partii będziemy świadkami wyrównanej gry, jednak zacięta walka miała miejsce tylko przez chwilę. Od stanu 22:21 punkty na swoim koncie zapisywali tylko gospodarze, a seta zakończył efektowny blok na Agamezu.

Kolejna odsłona rozpoczęła się od równej walki, jednak bełchatowianie nie utrzymali długo dobrego poziomu gry. Chociaż na starcie trzymali się tuż za plecami przeciwnika (2:2, 6:6), to sami nie zdołali wyjść na prowadzenie nawet na chwilę. Gdy Atanasijević posłał piłkę na aut, na tablicy wyświetlał się wynik 9:6 dla siatkarzy z Izmiru. Trener Nawrocki poprosił o czas, jednak nie przyniosło to pożądanego skutku. Większość piłek po stronie Skry była kierowana do Mariusza Wlazłego, ale jak wiadomo nie od dziś, jeden zawodnik spotkania nie wygra. Polski przyjmujący nie miał wsparcia wśród kolegów z drużyny, dlatego Turkom udało się w końcówce odskoczyć na pięć oczek – 20:15. Choć zawodnicy Skry próbowali coś jeszcze ugrać, to okazało się, że jest już za późno. Skutecznie zaatakował Duff i jego drużyna wygrała partię do 22.



Można było się już przyzwyczaić, że siatkarze Jacka Nawrockiego w tym spotkaniu bardzo falują, dlatego nikogo nie powinien zdziwić fakt, że w czwartym secie przeważali nad tureckimi rywalami. Radzili sobie dobrze w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła z wyłączeniem zagrywki, która słabo funkcjonowała również po drugiej stronie siatki. Choć na początku nie było łatwo (4:4, 6:6), to z biegiem czasu gra Skry ulegała poprawie. Znakomicie radził sobie Atanasijević i był on jedną z wiodących postaci tej partii. Trener Arkasu, Glenn Hoag, dokonywał różnych zmian, by poprawić grę swoich podopiecznych, jednak nie przyniosły one żadnego skutku. Skra powoli i z chłodną głową zmierzała do końca tej odsłony i pozwoliła przeciwnikowi na zdobycie tylko 18 punktów.

Tie-break zapowiadał się zwycięsko dla polskiej drużyny, ponieważ szybko wypracowała sobie ona cztery punkty przewagi. Po skutecznym ataku Atanasijevicia było już 6:2. Nie ma jednak w siatkówce przewagi, której nie można odrobić, co siatkarze Arkasu postanowili udowodnić. Gdy przy stanie 9:5 bełchatowianie popełnili dwa proste błędy, o czas poprosił ich trener, Jacek Nawrocki. Kilka minut później Atanasijević został zablokowany i gospodarzom został tylko punkt przewagi – 11:10. Wtedy Agamez poszedł za ciosem i skutecznym atakiem doprowadził do remisu po 11. Do końca partii trwała prawdziwa siatkarska wojna. Siatkarze z Bełchatowa nie potrafili jednak wykorzystać swoich szans na zakończenie spotkania, co musiało się na nich zemścić. Tak też się stało – przy stanie 18:19 Agamez wybił piłkę po bloku i doprowadził w ten sposób do „złotego seta”.

Na tym etapie nie było ważne, co wydarzyło się na boisku wcześniej. Partia zaczęła się bardzo dobrze dla bełchatowian – od przewagi 2:0. Rywale jednak szybko doprowadzili do remisu i przez kilka minut prowadzili wyrównaną walkę. Wicemistrz Polski uciekł jeszcze na trzy „oczka” (7:4), jednak to był koniec ich powodów do radości. Później warunki dyktowali już tylko Turcy. W polu zagrywki stanął Agamez i kompletnie rozbił grę polskiego zespołu. Gdy Perrin skutecznie zaatakował przechodzącą piłkę, jego drużyna wygrywała już 13:11. Podopieczni Jacka Nawrockiego nie byli już w stanie stanąć do walki w tym secie, a zakończył go Mariusz Wlazły posyłając piłkę z zagrywki na aut – 12:15.

Skra Bełchatów – Arkas Izmir 2:3
(14:25, 25:21, 22:25, 25:18, 18:20)

złoty set: 15:12 dla Arkasu Izmir

pierwszy mecz: 3:1 dla Skry
awans: Arkas Izmir

Składy zespołów:
PGE Skra:
Boninfante, Wlazły, Pliński, Atanasijević, Bąkiewicz, Kooistra, Zatorski (libero) oraz Woicki, Cupkovic, Winiarski, Kłos i Muzaj
Arkas: Hansen, Perrin, Duff, Agamez, Subasi, Simac, Yesilbudak (libero) oraz Ramazanoglu, Gok i Bravo

Zobacz również:
Wyniki I rundy play-off Ligi Mistrzów

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-01-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved