Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Jewgienia Estes: Wszystko co mogłam dać siatkówce – dałam

Jewgienia Estes: Wszystko co mogłam dać siatkówce – dałam

fot. archiwum

Jewgienia Estes w swojej karierze zdobywała medale najbardziej prestiżowych rozgrywek, m.in. mistrzostwa Japonii, Turcji, Włoch, Szwajcarii i Rosji. Z Urałoczką Estes 10 razy sięgnęła po mistrzostwo, a teraz przygotowuje się do życia bez siatkówki.

Mimo że podczas swojej długiej kariery grała pani w pięciu różnych krajach, to kibice i tak kojarzą panią z gry w Urałoczce. Pamięta pani, jak to się wszystko zaczęło?

Jewgienia Estes:To był zbieg okoliczności. Kiedy uczyłam się w szkole, mama uzgodniła ze mną, że w sobotę pójdę na sekcję Urałoczki, ale w piątek odwiedził nas w szkole trener Urałoczki Jurij Filimonov, który zwrócił na mnie uwagę. Mój dziadek bardzo mnie wspierał, mówił, że sport uczy dyscypliny.

Jakie było pani pierwsze wrażenie, kiedy poznała pani Karpola?



Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam dokładnie naszego pierwszego spotkania, w końcu byłam dzieckiem. Kiedy zaczęłam rozmawiać z Nikołajem Karpolem, to od razu znaleźliśmy wspólny język. Zrozumiałam, że Urałoczka to jego „teatr”, w którym to on gra pierwszą rolę. Na boisku przeżywa razem z nami. Prywatnie jest dobrym, uprzejmym i troskliwym człowiekiem.

Naprawdę? Jeśli ktokolwiek miałby wskazać trenera – dyktatora, to najprawdopodobniej byłby to właśnie Karpol.

Każdy człowiek gra w swoim zawodzie pewną rolę. Nikołaj Karpol nie jest wyjątkiem. Po meczu to zupełnie inny człowiek.

Gdyby Nikołaj Karpol nie był tak ekspresyjnym człowiekiem w czasie meczu, to stworzyłby Urałoczkę, która na przestrzeni tylu lat nie miała sobie równych?

Myślę, że nie. Przeznacza wiele sił i energii na grę, jest siódmym zawodnikiem drużyny. Teraz trochę się zmęczył, bo wiek daje o sobie znać.

Ma pani sowiecką mentalność. Jak czuła się pani w Japonii w latach 90.? Niełatwo jest żyć za granicą. Co innego wyjechać na mecz do innego kraju i wrócić po paru dniach, a co innego mieszkać kilka lat w obcym miejscu.

Oczywiście, łatwo nie było, zwłaszcza na początku. Miałam na szczęście świetną tłumaczkę, która uczyła się w Kijowie. Rozumiała nasze tradycje, podpowiadała albo ostrzegała co można, a czego nie. Kiedy przyjeżdża się do Japonii jako turysta, to widzi się jedną stronę medalu – czystość, piękność, uprzejmość lub nowoczesną technologię. Jednak żyjąc w tym kraju, nie można nie dostrzec problemów. Japończycy są bardzo zamknięci w sobie i wielu z nich jest pracoholikami. Płacą wysoką cenę za dostatnie życie.

Turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich przyszło wam grać w Tokio. Nostalgii nie było?

Była. Ucieszyłam się też, że spotkałam swoich przyjaciół. Kocham Japonię. Moi japońscy znajomi śmieją się, że za Japończyka wyszłam. Może w poprzednim życiu związana byłam z tym krajem?

Mówi pani, że to pani ostatni sezon i potem chce pani zakończyć karierę. Nie dopuszcza pani myśli, że za parę lat wróci, tak jak na przykład Irina Kiriłłowa, która w tym roku w wieku 47 lat zasiliła szeregi Urałoczki?

Nie. Nie staram się nikogo naśladować. Wszystko co mogłam dać siatkówce – dałam. Przyszło zrobić krok i zacząć coś nowego.

Zdecydowała się już pani, co będzie pani robić?

Trudno wybiegać daleko w przyszłość. Każdy dzień przynosi coś nowego. Ile razy coś zaplanujesz, a potem jest zupełnie inaczej. Jak dzień minie, to wtedy można myśleć o następnym.

Wynik osiągnięty przez reprezentację na igrzyskach nie jest taki, na jaki liczyliśmy. Może pani powiedzieć, że zrobiłyście wszystko co mogłyście?

Niestety na naszą grę wpłynęły inne czynniki. Moim zdaniem po zakończeniu sezonu ligowego siatkarki nie zdążyły wyleczyć kontuzji i dojść do pełni sił. Tym bardziej, że połowa zawodniczek jest już wiekowa w myśl zasad sportu. Potrzebowały więcej czasu na odpoczynek i przygotowanie.

Jak przyjęła pani samobójstwo Siergieja Owczynnikowa?

To był szok. Potem, kiedy zaczyna się myśleć, to przypominają się jego życiowe problemy i zaczynasz rozumieć, że ten człowiek po prostu nie wytrzymał. Przegrał z samym sobą. I zabrakło człowieka, który by w porę mu pomógł i który byłby koło niego w tym trudnym okresie.

A co pani zdaniem było przyczyną samobójstwa Owczynnikowa? Problemy osobiste czy zawodowe, a może wszystko razem?

Myślę, że wszystko razem. Z czasem problemy się nawarstwiły i nie poradził sobie z nimi.

Czy któreś igrzyska zapadły pani szczególnie w pamięci?

Nikołaj Karpol zawsze nam mówił: nie chodzi tylko o to, żeby pojechać na igrzyska i wziąć w nich udział, trzeba starać się zdobyć medal. A praca zawsze tak samo wygląda: zagrywka, przyjęcie, atak (śmiech). Z czasem stosunek do wszystkiego, co nas otacza, zmienia się.

Przechowuje pani wszystkie nagrody?

Niech pan wierzy lub nie, ale wszystkie nagrody indywidualne, które ciągnęły za sobą pewne smutne dla mnie historie, zbiły się lub złamały. Podam przykład. Graliśmy w Zagrzebiu z chorwacką drużyną, którą wtedy trenował Nikołaj Karpol. Urałoczka wygrała, a mnie przyznano nagrodę indywidualną, chociaż Karpol uważał, że zawodniczka jego zespołu bardziej zasłużyła na wyróżnienie. Dosłownie kilka dni później urwały się uszy od tego pucharu. A jak nagroda wygrana została bez żadnych wątpliwości, to nic się z nią nie dzieje.

A w pani domu przypomina coś pani o siatkówce?

Nic. Dom to dom, praca to praca. Jak mąż będzie miał biuro, to na pewno wystawimy tam najcenniejsze medale, ale na razie mój dom to twierdza.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2013-01-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved