Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Ciemna strona I ligi kobiet

Ciemna strona I ligi kobiet

fot. archiwum

Tegoroczne rozgrywki I-ligowe z pewnością należą do najciekawszych w ostatnich latach. Chociaż wzrost poziomu jest bardzo dobrze widoczny, meczom towarzyszy większe zainteresowanie kibiców i sponsorów, to wciąż wiele pozostaje do zrobienia.

(Nie)pogoda dla bogaczy

Przez wiele lat budżety pierwszoligowców były znacznie niższe od budżetów zespołów z ekstraklasy. Obecnie wiele klubów posiada solidnych i szczodrych sponsorów. Pieniądze nie grają… ale pozwalają zakontraktować zawodniczki, które walczą na boisku. Duży budżet daje duże możliwości, które trzeba jednak umieć wykorzystać. Najłatwiejszym sposobem wydaje się być zakontraktowanie doświadczonych zawodniczek z wyższej klasy rozgrywkowej lub wyróżniających się siatkarek I-ligowych. Nazwiska, nawet najbardziej znane, nie wystarczą jednak, by dzielić i rządzić na ligowych parkietach. Dwa kluby o największym budżecie w I lidze, Chemik Police i Wieżyca Stężyca, w tym roku spisują się znacznie poniżej oczekiwań. Chemik Police, jeszcze przed sezonem typowany na murowanego faworyta do awansu, zaliczył już kilka „wpadek” i zajmuje zaledwie drugie miejsce, tracąc do liderek aż siedem punktów (ale ma rozegrany o jeden mecz mniej). Jeszcze słabiej radzi sobie beniaminek z Wieżycy, także posiadający możnych sponsorów. – Dysponujemy chyba drugim budżetem w lidze pod względem wielkości. I nie jest to budżet na papierze, a w rzeczywistości! – przyznał w rozmowie ze Strefą Siatkówki Tomasz Brzoskowski. Gdyby rozgrywki ligowe zakończyły się wraz z końcem roku, podopieczne Grzegorza Wróbla zamiast włączyć się w walkę o awans, musiałyby toczyć mecze, których stawką byłoby utrzymanie. Jeśli nowy rok nie przyniesie tym drużynom znaczącej poprawy formy, to obydwie ekipy nie będą wspominać tego sezonu zbyt dobrze.

Nazwiska nie grają… młode zawodniczki też



W opinii wielu obserwatorów poziom rozgrywek pierwszoligowych w tym sezonie jest znacznie wyższy niż w ubiegłych latach. Spora w tym zasługa zawodniczek ze sporym doświadczeniem ekstraklasowym, czy nawet reprezentacyjnym. Z jednej strony kibice mogą być zadowoleni, ponieważ rozgrywki stały się znacznie ciekawsze, z drugiej zaś może to mieć w przyszłości negatywne dla polskiej reprezentacji skutki. Do tej pory gra w I lidze była jedyną szansą dla młodych siatkarek, które posiadają talent i umiejętności na zdobycie cennego doświadczenia w rozgrywkach na dobrym poziomie. Chociaż treningi z bardziej doświadczonymi zawodniczkami z pewnością mogą wiele nauczyć, jednak nic nie zastąpi gry. A szansa na nią, w konfrontacji z siatkarkami sprowadzonymi do klubów, aby pomóc w awansie, jest znacznie mniejsza. W efekcie młode zawodniczki nie mają zbyt wielu szans na zdobywanie doświadczenia i zwiększanie swoich umiejętności. Gdzie w takim razie mają doskonalić swój warsztat młode siatkarki? Na parkietach II-ligowych, gdzie poziom rozgrywek jest znacznie niższy, a część klubów pod względem organizacyjnym jest wciąż półamatorska? A może w klubach I-ligowych o mniejszych budżetach, które tym samym mogą pozwolić sobie na zakontraktowanie tylko młodych siatkarek?

Ciężkie jest życie juniorki

Sparta Warszawa od lata znajdowała się w czołówce rozgrywek młodzieżowych, niemal co roku licząc się w walce o medale. Po awansie do I ligi drużyna oparta została o młode i utalentowane siatkarki. Te z kolei szybko pokazały się z dobrej strony i w obliczu problemów w klubie szybko znalazły nowych pracodawców. Tym samym drużyna opiera się głównie na młodych, jeszcze niedoświadczonych zawodniczkach. Chociaż nie można odmówić im zaangażowania i umiejętności, to wciąż jest to za mało, aby móc rywalizować z silniejszymi ekipami. W efekcie warszawianki zamiast uczyć się jak grać, uczą się jak przegrywać. Gra w I lidze to z pewnością większy prestiż, ale czy dla tych młodych siatkarek nie przyszedł on zbyt wcześnie? – Szwankują nam wszystkie elementy, ale pracujemy nad tym na każdym treningu. Jak się jednak przegrywa kolejne partie i mecze, to to podcina skrzydła… – komentowała sytuację Małgorzata Gogołek.

Niewiele lepiej radzą sobie także uczennice z Sosnowca, które co prawda mają na swoim koncie osiem punktów, to jednak wciąż odstają od stawki. – Jedziemy na każdy mecz z nastawieniem na wygraną – deklarował Andrzej Peć. W ostatnich latach tych wygranych siatkarek SMS-u Sosnowiec, czyli grupy, która z założenia za kilka lat ma stanowić o sile seniorskiej reprezentacji, nie ma zbyt wiele. Już kolejny rok z rzędu młode adeptki siatkarskiego rzemiosła nie zachwycają swoją postawą. Cze za klika lat, kiedy z reprezentacją pożegnają się Anna Werblińska, Agnieszka Bednarek-Kasza i Milena Radecka, pojawią się zawodniczki, które będą w stanie poprowadzić kadrę do sukcesów na miarę tych z początku XXI wieku?

Kruchy jak Stal

Stal Mielec to klub z bardzo dużą tradycją, który przez lata występował w ekstraklasie. Po spadku do I ligi drużyna zupełnie „posypała się” i to zarówno pod względem kadrowym, jak i organizacyjnym. Niekończące się spory w zarządzie klubu oraz na linii klub-siatkarki, zaległości finansowe wobec byłych i obecnych zawodniczek – problemy organizacyjne z pewnością nie wpływają pozytywnie na atmosferę w klubie. – W tym sezonie dostałyśmy tylko jedną pensję przez okres prawie połowy roku. Poświęcamy się, zostawiamy część siebie na parkiecie, reprezentujemy miasto, a w zamian tak się nas traktuje – opisała sytuację w klubie Urszula Bejga, była już zawodniczka Stali. Chociaż rozgrywki ligowe minęły już półmetek, mielecki klub wciąż występuje na licencji tymczasowej. Z powodu zagmatwania prawnego związanego z nowymi-starymi władzami klubu, pomimo niespełniania wszystkich warunków, związek nie może odebrać Stali licencji. W połowie grudnia głośno było o odejściu z drużyny dwóch środkowych (Jowity Jaroszewicz i Magdaleny Hawryły). Względem obydwu siatkarek klub miał zaległości finansowe, ale pomimo tego związek nie zgodził się na ich transfer, w efekcie czego obydwie siatkarki od grudnia pozostają bez pracodawcy. W sprawie mieleckiego klubu wciąż więcej jest nierozwiązanych problemów niż profesjonalnej organizacji. Odbija się to negatywnie na zawodniczkach, mieleckim środowisku siatkarskim, budowanej przez lata reputacji klubu, jak i na poziomie rozgrywek ligowych. Warto zadać sobie pytanie czy po problemach, jakie pojawiły się w klubie po spadku z ORLEN Ligi, udział w I-ligowych zmaganiach w tym sezonie nie jest złą decyzją? Czasem lepiej wykonać krok w tył, aby później móc zrobić dwa do przodu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved