Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Ciemna strona I ligi mężczyzn

Ciemna strona I ligi mężczyzn

fot. archiwum

Na zapleczu męskiej ekstraklasy rozegrano już połowę spotkań, a niektóre ekipy mają nawet za sobą pierwsze mecze rundy rewanżowej. Ideałów na świecie nie ma i tak też jest z I-ligowymi rozgrywkami. W gąszczu zalet znalazło się również miejsce na kilka rozczarowań.

Entliczek, pentliczek… Poznań w I lidze!

W zeszłorocznych rozgrywkach I ligi mężczyzn dwa ostatnie miejsca zajęły Joker Rodło Piła oraz Wanda Instal Kraków. W ich miejsce pojawiły się ekipy Czarnych Radom oraz Kęczanina Kęty. Dwóch spadkowiczów, dwóch beniaminków – wszystko wyglądało tak, jak powinno. Czymże byłoby jednak życie bez jakichkolwiek przeciwności? Problemów działaczom w Polskim Związku Piłki Siatkowej dostarczyła dziesiąta i czwarta drużyna zaplecza ekstraklasy, a mianowicie GTPS Gorzów Wielkopolski oraz Siatkarz Wieluń. W obu przypadkach poszło o pieniądze, a konkretniej o ich brak. – Być może byśmy dopięli prowizorium budżetowe na grę w I lidze, ale zapewne znów stanęlibyśmy przed takimi samymi problemami jak w poprzednim sezonie. Chcieć a móc – to dwie zupełnie różne sprawy – przyznał w rozmowie ze Strefą Siatkówki wiceprezes klubu z Wielunia, Mariusz Grabczak. W obliczu takiego problemu awans z II ligi uzyskał Camper Wyszków, natomiast o zwolnione później czwarte miejsce ubiegały się dwa zespoły – spadkowicz z Krakowa oraz uczestnik drugoligowego „final four” – AZS UAM Poznań. Działacze w siatkarskiej centrali stanęli przed kolejnym problemem – komu przyznać prawo do gry na zapleczu PlusLigi? Czy oszczędzić krakowską Wandę i dać jej szansę na rehabilitację, czy postawić na ambitną ekipę z Poznania, a może wybrać bramkę numer 3 i ponownie wprowadzić do tych rozgrywek SMS PZPS Spała? Wymyślono salomonowe rozwiązanie, którym okazało się być… losowanie. 1 sierpnia 2012 szczęście sprzyjało AZS-owi UAM Poznań, który oficjalnie dołączył do grona pierwszoligowców i tym samym zapisał się w historii I ligi mężczyzn jako jeden z czterech beniaminków w sezonie 2012/2013. Patrząc na postawę Czarnych, Kęczanina i Campera, widać, że „beniaminkowanie” nie oznacza bycia dostarczycielem punktów, natomiast wątpliwości budzi gra AZS-u UAM i forma według której podjęto decyzję dotyczącą poznaniaków. Osiągnięcia sportowe AZS-u, czyli przedostatnie miejsce w tabeli i sporadycznie zdobywane punkty, utwierdzają w przekonaniu, że losowanie nie było najlepszym wyborem. Może słuszniejszą decyzją okazałaby się promocja SMS-u Spała? Wynik sportowy spalskiej młodzieży może nie byłby lepszy, ale na pewno przyniósłby pożytek dla siatkówki reprezentacyjnej.

Pusty skarbiec w Jaworznie



Grosz do grosza, a będzie kokosza – mówi (prawie) staropolskie przysłowie. Tym tropem przy kształtowaniu swojego budżetu poszedł między innymi zespół Campera Wyszków, którego sponsorem jest ponad 60 lokalnych firm. Kierunek obrany przez PGE Skrę Bełchatów obrali działacze z Ostrołęki, którzy oprócz Pekpolu mają w nazwie klubu „energetyczny” człon Energa. Innym biznesowym darczyńcą, który zdecydował się na promocję poprzez siatkówkę, jest Banimex łożący pieniądze na ekipę z Będzina. Jednak nie wszystkie zespoły mają szczęście bycia finansowanym przez duże i mocne firmy lub gro mniejszych przedsiębiorstw. Bardzo dobrym przykładem jest tu Energetyk Jaworzno, który finansowany jest przez miasto i nielicznych sponsorów. Na przełomie września i października w zespole z województwa śląskiego rozpętała się burza, która mogła skończyć się wycofaniem z pierwszoligowych rozgrywek. – Dowiedzieliśmy się od pana Greckiewicza (prezes Energetyka – przyp. red.), że musi on rozwiązać z nami wszystkimi kontrakty, ponieważ nie ma żadnych pieniążków na to, by utrzymać ten zespół. Mówię tu oczywiście o wynagrodzeniach zawodników, gdyż za inną część, czyli salę, wyjazdy, hotele, ligę, sędziów i licencje odpowiada MCKiS Jaworzno, czyli miasto i to jest w 100% zagwarantowane – mówił Sławomir Gerymski. Ostatecznie część siatkarzy opuściła Jaworzno i znalazła zatrudnienie w innych ekipach, a Energetykowi udało się dopiąć budżet i wystartować w I lidze. Jednakże naprędce stworzony zespół, który sezon wcześniej zajął szóstą lokatę, dysponował składem, który od początku skazany był na pożarcie. Pięć punktów, ostatnie miejsce w tabeli i tylko osiem ugranych setów – oto tegoroczny bilans zespołu z Jaworzna. – Nie można nie wiedzieć na dwa miesiące przed ligą, czy jesteś w stanie w niej wystartować. Nie można przede wszystkim podpisywać umów z trenerem, zawodnikami, jeśli nie masz na te umowy zagwarantowanych na papierze pieniędzy – denerwował się na działaczy Gerymski. I miał dużo racji, ponieważ pierwszy skompletowany skład prezentował się dużo okazalej niż ten, który obecnie walczy w I lidze. Być może tamten zespół nie zajmowałby na półmetku miejsca w pierwszej trójce, ale na pewno nie zamykałby ligowej tabeli. Obecnie Energetyk wzbudza sensację, urywając punkty innym zespołom, a przecież to wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej…

Za wysokie progi na pierwszoligowe nogi

Zajęcie miejsca w najlepszej ósemce po rundzie zasadniczej, wygrane w kolejnych rundach play-off, a na koniec triumf w wielkim finale pierwszoligowej rywalizacji – tak wyglądała jeszcze kilka lat temu ścieżka do bezpośredniego awansu do ekstraklasy. Wszystko jednak można zmienić – na lepsze lub gorsze. Choć w przypadku zamknięcia/otwarcia PlusLigi głosy są podzielone, to jednak te pozytywne wychodzą głównie z ust samych pomysłodawców, a krytyka pojawia się ze strony przedstawicieli pierwszoligowych zespołów. – Do tej pory nikt nie pytał, czy po sukcesie sportowym gramy w elicie, bo to było naturalne. Teraz decydują pieniądze i spełnienie wielu wymogów – mówił prezes Dariusz Pięt po finałowym zwycięstwie Stali Nysa nad Cuprum Lubin. – Do ekstraklasy trzeba mieć nowych dwunastu siatkarzy, prezentujących odpowiedni poziom. Nie ma też szans na powstanie nowoczesnego obiektu, więc jeżeli nie uzyskalibyśmy warunkowego dopuszczenia, to pozostałaby tylko gra w innej miejscowości – dodał. W świetle nowych przepisów awans na najwyższy szczebel rozgrywek w kraju może uzyskać zespół, który posiada odpowiednio dużą halę oraz spełnia wymogi finansowe. Ubiegłoroczny mistrz, Stal AZS PWSZ Nysa, zgłosił swój akces do PlusLigi, ale nie został do niej przyjęty, ponieważ „nyski kocioł” nie spełnia wymogów związanych z wielkością hali, a klub nie był w stanie zgromadzić budżetu na poziomie 3-5 milionów złotych. W tym sezonie sytuacja pierwszoligowych zespołów nie wygląda dużo lepiej. Jedyną ekipą, która ma realne szanse na wejście do ekstraklasy, jest Cuprum Mundo Lubin. W stolicy przetwórstwa miedzi budowana jest hala, która pomieści prawie 4 tysiące widzów, a wiele dużych firm z regionu chętnie zainwestowałoby pieniądze w klub z PlusLigi. – W Lubinie budowana jest hala na 4 tysiące widzów i będzie to obiekt doskonale nadający się do rozgrywania spotkań PlusLigi. Biznes w naszym mieście i okolicy ma się dobrze. Władze Lubina doceniają rolę sportu rekreacyjnego oraz wyczynowego. Zdają doskonale sobie sprawę, jak popularna jest w Polsce siatkówka. Na tym właśnie opieramy swoje plany na znalezienie się w gronie zespołów PlusLigi – mówił wiceprezes Cuprum, Tomasz Tycel. Czemu więc służą pierwszoligowe rozgrywki? Wydaje się, że jest to jedynie pole, na którym zawodnicy mogą pokazać się klubom z PlusLigi i liczyć na sportowy awans oraz przeniesienie się „na lepsze”. – Rodzi się pytanie: czy to ma sens, czy może raczej grać towarzysko, dla przyjemności i dla kibiców? – pytał prezes Pięt. I faktycznie, trzeba zapytać – czy aby na pewno o to chodziło działaczom?

Skruszona Stal?

17 na 33 możliwe do zdobycia punkty, siódme miejsce w tabeli, bilans setów 23:22, siedem przegranych spotkań, z czego aż pięć w tie-breakach. O kim mowa? O ubiegłorocznym mistrzu I ligi mężczyzn – Stali AZS PWSZ Nysa. Mistrz z sezonu 2011/2012 na razie nie zachwyca i gra poniżej oczekiwań. Co prawda w zeszłym sezonie nysanie na półmetku rozgrywek liderem nie byli, ale mieli na koncie o sześć oczek więcej i plasowali się na najniższym stopniu podium. Mimo tego na finiszu rundy zasadniczej udało im się awansować na pierwszą lokatę. W tym sezonie zmorą podopiecznych trenera Jarosława Stancelewskiego są pięciosetowe pojedynki oraz kontuzje. We własnej hali w tie-breaku nysanie przegrywali z Banimexem Będzin oraz Camperem Wyszków, natomiast na wyjazdach po pięciu setach ulegali Cuprum Lubin, BBTS-owi Bielsko-Biała oraz Ślepskowi Suwałki. Brak zwycięstwa w żadnym z rozgrywanych tie-breaków oraz porażki 0:3 w Ostrołęce i 1:3 z Jadarem Siedlce na własnym boisku pokazują nie mistrzowską, a kulawą i zawodzącą Stal. Usprawiedliwienia siatkarze z województwa opolskiego mogą szukać w kontuzjach, jakie pojawiły się w zespole. Na przestrzeni całych rozgrywek ze składu wypadł Paweł Pietkiewicz (złamany palec), Rafał Jarząbski (problemy z łokciem), Jarosław Stancelewski (kontuzja Achillesa), a także Piotr Łuka, Łukasz Karpiewski i Szymon Piórkowski.Nie pomógł nam ten tydzień, gdzie nie mogliśmy mieć na treningu 12 zawodników. Tak czasami jest, że nawet szóstki nie można złożyć z powodu kontuzji – mówił zaniepokojony Maciej Kęsicki. Jeśli Stali uda się przezwyciężyć fatum piątego seta oraz wyleczyć kontuzje wszystkich zawodników, to być może nyscy kibice znów będą mogli oglądać podopiecznych Jarosława Stancelewskiego kroczących od zwycięstwa do zwycięstwa. Póki co, siódma lokata nie zachwyca i fani AZS-u PWSZ po przerwie świątecznej będą od swoich pupili wymagać dużo więcej.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved