Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Ścisk w czołówce – ZAKSA przewodzi, Delecta goni

PlusLiga: Ścisk w czołówce – ZAKSA przewodzi, Delecta goni

fot. archiwum

13. kolejka PlusLigi była przewidywalna, wygrywali faworyci. Do małego jednak zaskoczenia doszło w hicie kolejki, w którym PGE Skra przegrała z ZAKSĄ 3:1. Nic w tym dziwnego by nie było, ale bełchatowianie przegrali trzeciego seta mimo prowadzenia 24:18.

Od spotkania na szczycie pomiędzy ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle a PGE Skrą Bełchatów rozpoczęła się trzynasta kolejka PlusLigi. Kędzierzyńska hala została wypełniona do ostatniego miejsca, a kibice obejrzeli czterosetowy pojedynek obfitujący w zepsute zagrywki (40), błędy własne (73), kontrataki (47) i punktowe bloki (18). Najbardziej zaskakujący był set trzeci, pełen zwrotów akcji. Drużyny wymieniały się w nim prowadzeniem, raz przewagę miała ZAKSA (7:4), zaraz później, po serii trudnych zagrywek Michała Bąkiewicza, Skra (14:9). Kiedy wydawało się, że bełchatowianie zapewnią sobie już jeden punkt, mieli piłkę setową przy stanie 24:18, świetna gra podopiecznych Daniela Castellaniego doprowadziła do remisu i gry na przewagi. Kropkę nad „i” postawił Felipe Fonteles, kończąc trzecią partię asem serwisowym. Czwarta odsłona to bardzo dobra gra kędzierzynian, kolejny punkt z zagrywki brazylijskiego przyjmującego na koniec seta i pewne zwycięstwo ZAKSY 3:1, a tym samym utrzymanie się na pozycji lidera tabeli. W drużynie z Bełchatowa dało się odczuć brak Michała Winiarskiego, który jest kontuzjowany, obciążyło to w ataku Mariusza Wlazłego, otrzymał on od Pawła Woickiego i Dante Bonifantego aż 45 piłek, z których 19 zamienił na punkty. Po drugiej stronie siatki najwięcej razy atakował Antonin Rouzier (35), co przy skończeniu 16 akcji dało mu skuteczność na poziomie 46%. Jednak najbardziej wartościowym zawodnikiem tego spotkania został uznany Jurij Gladyr, który zdobył 9 oczek atakiem i 3 blokiem oraz wspierał swoją drużynę mocną zagrywką w najtrudniejszych momentach.

W sobotnich derbach akademików górą byli warszawianie, którzy pokonali AZS Częstochowa, przed ich własną publicznością, 3:1. To ważne zwycięstwo dla siatkarzy ze stolicy, ponieważ poprzednie trzy mecze przegrali, nie pokazując się z dobrej strony. Bardzo emocjonujący dla zawodników, a może nawet bardziej dla kibiców, był set pierwszy. Goście wygrali go dopiero 34:32, po zaciętej walce. Gospodarzom udało się w tym meczu ugrać zaledwie jednego seta, co nadal nie pozwala uciec częstochowianom z dna tabeli. Żaden z zespołów nie utrzymywał długo przewagi po swojej stronie, ale to inżynierowie potrafili wykorzystać najważniejsze piłki, co pozwoliło im zwyciężyć. Przyjęcie zagrywki zawodników spod Jasnej Góry pozostawiało wiele do życzenia, o czym chociażby może świadczyć poziom przyjęcia piłki Miłosza Hebdy (38%) i libero Jakuba Bika (30%). O niebo lepiej w tym elemencie spisywali się siatkarze znad Wisły, osiągając ogólnie 64% pozytywnego przyjęcia. Dało to możliwość swobodnego rozgrywania i dokonywania trafnych wyborów Fabianowi Drzyzdze, zapewne dlatego został wytypowany na MVP meczu. Te trzy oczka wywiezione z Częstochowy są dla Politechniki Warszawskiej bardzo ważne, ponieważ obecnie ustępują piątej Resovii jedynie stosunkiem setów.

Z kolei jastrzębianie zrewanżowali się drużynie z Rzeszowa w 100% za porażkę z czwartej kolejki, wygrywając przed własną publicznością 3:0, co jest już siódmym z rzędu zwycięstwem podopiecznych Lorenzo Bernardiego. Rzeszowianie zagrali bardzo chimerycznie. Pierwszy bombardier drużyny z Podkarpacia, Zbigniew Bartman, skończył jedynie 13 z 31 piłek posłanych do niego w ataku, nie pomogli mu też Paul Lotman i Aleh Akhrem, którzy wspólnie uzbierali jedynie 16 punktów. Siatkarze z Jastrzębskiego Węgla zagrali jak drużyna, byli zdeterminowani i dobrze przygotowani do tego pojedynku. Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, prym w ataku wiódł Michał Łasko, dzielnie wspomagany przez Michała Kubiaka i Matteo Martino w najważniejszych akcjach. Na środku walka była wyrównana, do formy po kontuzji powraca już Piotr Nowakowski, dobrze spisywał się też Wojciech Grzyb, świetne spotkanie, jeżeli chodzi o blok, rozegrał Patryk Czarnowski, zatrzymując rywali 5 razy. Jednak w tym meczu kluczem do zwycięstwa okazała się zagrywka. Sprawdziło się siatkarskie porzekadło „kto zagrywa, ten wygrywa”, ponieważ przy serwisie Michała Łasko i Russella Holmesa jastrzębianie budowali swoją przewagę i nadrabiali stracone punkty. Aktualnie Jastrzębski Węgiel wyprzedził w tabeli wicemistrzów kraju i zawodnicy z optymizmem mogą przygotowywać się do 1/4 Pucharu Polski.



W obliczu kontuzji Marcina Walińskiego i Tomasza Wieczorka Delecta obawiała się meczu z Treflem Gdańsk, jak się później okazało – niesłusznie. Po pierwszym, granym punkt za punkt secie, kolejne były już mniej wyrównane i pozwoliły bydgoszczanom na zwycięstwo 3:0 w przysłowiową „godzinę z prysznicem”. Zawodnicy Dariusza Luksa, mimo że nie ustępowali gospodarzom w podstawowych elementach siatkarskich, popełnili za dużo błędów własnych w kluczowych akcjach. Po stronie Delecty filarem drużyny w przyjęciu był Stephane Antiga. Francuz pomimo męczącej go gorączki rozegrał bardzo dobre spotkanie. Był to wymarzony mecz w wykonaniu Wojciecha Jurkiewicza, który wszystkie siedem ataków zamienił na punkty, a do tego zablokował rywali 4 razy. W drużynie gości najjaśniejszą postacią był Mateusz Mika, który zdobył dla swojego zespołu najwięcej, 14 punktów. Blok siatkarzy z Gdańska był raz po raz forsowany przez Dawida Konarskiego, który dokładając jeszcze dwa asy serwisowe i skuteczny blok, w pełni zasłużył na miano MVP spotkania. Maraton siatkarski bydgoszczanie mogą uznać za udany, to ostatnie zwycięstwo dało im awans na pozycję wicelidera tabeli i pozwoli na spokojny odpoczynek podczas świąt.

Jedyny tie-break tej kolejki mieli okazję obejrzeć kibice w Kielcach, gdzie miejscowy Effector podejmował akademików z Olsztyna. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie, jeżeli chodzi o technikę, przy dłuższych wymianach zawodnicy obu drużyn nie wiedzieli już co zagrać, popełnili sporo błędów własnych, jednak zdarzały się też akcje na najwyższym poziomie. Po stronie gospodarzy najbardziej wyróżniał się Nikolay Penczew, prezentując, niezależnie od sytuacji na boisku, wysoką skuteczność w ataku i przyjęciu. Skutkiem tego było uhonorowanie go nagrodą dla najlepszego gracza. Wtórował mu Armando Danger, który zaprezentował w meczu kilka naprawdę ciekawych zagrań. W drużynie gości atak opierał się głownie na Bartoszu Krzyśku, jednak nie grał on tego dnia na maksimum swoich możliwości. Olsztyński atakujący 23 z 58 (!) piłek zamienił na punkty i zablokował rywali 7 razy. O tym, kto zwyciężył, zdecydowały w piątym secie błędy popełnione przez graczy Indykpolu oraz skuteczne bloki kielczan. Zdobycie dwóch punktów przez Effector daje im cztery oczka przewagi nad ósmym zespołem z Olsztyna, oznacza to, że podopieczni trenera Daszkiewicza mogą złapać drugi oddech przed noworocznymi zmaganiami.

Zobacz również:
Wyniki 13. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved