Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Damian Wojtaszek: Czuję głód siatkówki

Damian Wojtaszek: Czuję głód siatkówki

fot. jastrzebskiwegiel.pl

Kontuzja ręki wykluczyła Damiana Wojtaszka z gry na ponad dwa miesiące. Libero Jastrzębskiego Węgla powoli wraca na boisko i niewykluczone, że pojawi się na parkiecie w spotkaniu z byłym klubem - AZS-em Politechniką Warszawską.

Jakiś czas temu kontuzja wyeliminowała cię z gry. Nie brakuje ci adrenaliny związanej z meczami ligowymi?

Damian Wojtaszek: – Brakuje mi, i to bardzo, bo kontuzja ręki, której doznałem, wyeliminowała mnie z gry na ponad 2 miesiące. Na szczęście wszystko idzie w dobrym kierunku, gdyż trenuję normalnie z zespołem, powoli wracając do swojej dyspozycji i mam nadzieję, że również do grania.

Jak przebiega rehabilitacja?



Po ściągnięciu usztywnienia przez jakiś czas miałem indywidualne zajęcia z fizjoterapeutą. Do tego chodziłem na basen oraz ćwiczenia z piłką. Dla mnie sprawą najważniejszą jest fakt, że ręka jest sprawna! Po rehabilitacji widać, że operacja, którą przeszedłem w San Marino, całkowicie się udała. Dzięki temu bardzo możliwe jest, że bardzo szybko wrócę do gry.

Kiedy prawdopodobnie dołączysz do drużyny?

Chciałbym jak najszybciej… Niewykluczone, że dołączę do zespołu już w meczu z AZS-em Politechniką Warszawską. Jednak to wszystko zależy od sztabu szkoleniowego i rehabilitantów, którzy muszą wyrazić zgodę na mój występ w tym spotkaniu. Jestem optymistą tym bardziej, że mam ogromny głód gry w siatkówkę, ale mam również świadomość, iż aby wyjść w pierwszej szóstce meczowej, najpierw muszę znaleźć się dwunastce.

Przed wami mecz z AZS-em Politechniką Warszawską, z klubem, którego barw broniłeś przez kilka sezonów. W hali serce mocniej zabije?

– W zespole z Warszawy spędziłem sześć lat. To klub, w którym obok MOS-u Wola Warszawa stawiałem swoje pierwsze siatkarskie kroki. Wiadomo, że sentyment pozostaje, jednak na boisku już go nie będzie. Tam liczy się twarda, męska walka. Bardzo szanujemy przeciwnika. Z respektem podchodzimy do jego ostatnich wyników, jednak liczymy, że to nam uda się wygrać, i to za trzy punkty.

Kontakt z AZS-em utrzymujesz?

– Tak. Mimo że opuściłem „inżynierów”, wciąż pozostaję w bardzo dobrych relacjach z chłopakami, którzy zostali w Warszawie, ale i nie tylko, tym bardziej, że łączą nas wspólne sprawy…

Co to za sprawy?

Mam tu na myśli zaległości jakie klub ma w stosunku do mnie i do moich kolegów. Nie chciałbym, aby wpłynęło to na bardzo dobrą atmosferę, jaka panuje w zespole z Warszawy, ale wciąż musimy upominać się o swoje. W tamtym sezonie podpisaliśmy porozumienia, na mocy których klub miał wypłacać zaległe wynagrodzenie. Niestety tak się nie stało, a ugody podpisane ze mną i z moimi kolegami nie były realizowane. Wraz z menadżerem postanowiliśmy wziąć sprawy we własne ręce. Wysłaliśmy monity wzywające do zapłaty, one również nie przyniosły żadnego skutki, dlatego sprawę skierowaliśmy do sądu. Wiem też, że koledzy, którzy również opuścili AZS Politechnikę, bardzo poważnie myślą nad podobnym rozwiązaniem.

Nie można było sprawy załatwić polubownie?

My zawodnicy jak najbardziej, bardzo chcieliśmy. Były przecież podpisane ugody, lecz poza pierwszą ratą spłaty zadłużenia, nie były już one realizowane. Próbowaliśmy się porozumieć co do ostatecznego terminu spłaty, lecz i to się nie udało.

Wróćmy do sentymentalnej podróży do stolicy. Musiało być ci miło po tak sympatycznym powitaniu, jakie zgotowali w Arenie Ursynów miejscowi kibice?

Jestem im (kibicom – przyp. red.) bardzo wdzięczny za to, że tak sympatycznie mnie przywitali. Mam nadzieję, że w Warszawie moja osoba zawsze będzie miło wspominana. Do dzisiaj utrzymuję kontakt z niektórymi osobami z warszawskiego Klubu Kibica. To bardzo fajni ludzie, dzięki nim buduje się wspaniałą atmosferę na trybunach. Fani stołecznego klubu jeżdżą za zespołem po całej Polsce, wspierając go dopingiem. To naprawdę coś niesamowitego.

AZS Politechnika po pierwszej rundzie była na 3. miejscu w tabeli. Dla ciebie to zaskoczenie?

To niezły zespół, który w tym sezonie prowadzi trener „Stojczew”, jakim jest Jakub Bednaruk (śmiech). AZS Politechnika Warszawska gra na bardzo dużym ryzyku w polu serwisowym i jak można było się przekonać, przynosiło to dotąd zamierzone efekty. Takie nazwiska jak Nowak, Szymański, Drzyzga są znane, a ci siatkarze doskonale wiedzą jak gra się w siatkówkę.

W Warszawie musieliście uznać wyższość rywala, a teraz… jak będzie?

To prawda, przegraliśmy spotkanie w Warszawie. Jak wspomniałem wcześniej, jesteśmy żądni rewanżu i po cichu liczymy, że uda nam się wygrać najbliższy pojedynek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved